niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 78♥♥

BARDZO dawno nie był tak długiego rozdziału.
Mam nadzieję, że Wam się spodoba, bo był on dla mnie wielkim wyzwaniem <3
Miłego czytania,
Liriwki,
*ODP na pytanie czytelniczki: Nie, nie dopłacałam nic do bloga, aby był on na tak długi czas, nie zarabiam na blogu, ale też nie wkładam w niego pieniędzy. Mam standardowe konto blogger, a możliwości sami widzicie ;)
----------

Poczułam nieziemski chłód pod swoim ciałem. Ręką natrafiłam na coś dużo cieplejszego w porównaniu do reszty.
-Vicki.-usłyszałam cichy szept.
Ula.
Wszystkie wspomnienia wróciły. Gwałtownie usiadłam sycząc z przeszywającego bólu pulsującego w mojej głowie. Bałam się dotknąć powstałej rany. Czułam, że nie jest z nią najlepiej.
Przyzwyczaiłam wzrok do umiarkowanego oświetlenia i przybliżyłam się do przyjaciółki. Miała sine usta i też nie wyglądała zbyt dobrze. Mimo wszystko nie miała na sobie żadnych widocznych ran ani krwi.
Zdjęłam nasze szpilki i pomogłam jej usiąść. W rogu zauważyłam koc i dużą butelkę wody. Bardzo cicho prześlizgnęłam się na tamtą stronę i wróciłam trzymając butelkę w ręce i pled pod pachą.
Koc rozłożyłam na zimnym betonie, a kiedy już na nim usiadłyśmy okryłam nim nasze wyziębione kończyny.
Pokój był mały, bez okien, z jednymi drzwiami, chyba metalowymi.
Zdałam sobie sprawę, że nadal mam na sobie sylwestrowy strój, nie wiedziałam jak się tutaj znalazłyśmy. Straciłam przytomność na dość długi czas. Sama się sobie dziwiłam, ale chciałam się dowiedzieć co tak właściwie się tutaj dzieje. Nie bałam się tego kogo zobaczę w drzwiach. Nie wiedziałam, czy ktokolwiek zdaje sobie sprawę, że zniknęłyśmy. Nie wiedziałam ile czasu minęło od naszego zniknięcia. Wiedziałam jednak, że nie były to żarty. Nikt nie posunąłby się do krzywdzenia nas w taki sposób dla dobrego żartu.
Wtedy zorientowałam się, że od jakiegoś czasu wpatruję się w moją torebkę. Szybko sięgnęłam po nią i przyciągnęłam do siebie.
Kiedy ją otworzyłam zobaczyłam portfel, telefon, naszyjnik od Harrego z samolocikiem. Założyłam go na szyję. Zaraz, zaraz..co tutaj robi telefon? Dlaczego go nie zabrali? Chwyciłam go i szybko włączyłam. Na tapecie pojawił się Niall i po niecałych 2 sekundach telefon znów się wyłączył. Odwróciłam aparat w dłoniach. Ktoś majstrował przy baterii.
-Ktoś bawi się z nami w jakąś chorą gierkę- podzieliłam się przemyśleniami z Ulą.
Dziewczyna rozpłakała się pokazując, że jej telefon tak samo nie działa.
Pomyślałam o Niallu i Harrym. O Liamie, Louisie, Zaynie. O Ewce i Kindze. Czy one są bezpieczne? Czy ktokolwiek zauważył nasze zniknięcie? Modliłam się, żeby już nas szukali, a jednocześnie byłam tego pewna. Przypomniałam sobie, że byłam umówiona z chłopcami. Musieli zauważyć, że coś jest nie tak, kiedy sie nie pojawiłam w wyznaczonym miejscu.
Oparłam głowę o ścianę głaszcząc Ulę po włosach, a ta cicho płakała. Głupio myślałam o tym, że to całe zajście ma jeden plus. Nie dowiedziałam się o co chodzi chłopcom, nie musiałam dodatkowo cierpieć. Mimo to byłam tak bardzo ciekawa. Nie wiedziałam dlaczego, ale bardziej bolało mnie serce niż głowa. GŁOWA. Sięgnęłam dłonią do rany. Po ręce wręcz płynęła gęsta bordowa ciecz.
Krew. Ból.
Znowu straciłam przytomność.

***
-Nie mogły uciec- tłumaczyła nam Ewka kolejny raz.
-Chłopcy, myślcie trzeźwo. Ula kocha Louisa a Vicki kochała zarówno Harrego jak i Nialla. Nie przestraszyłaby się tego, że chcecie z nią porozmawiać. 
-A ja nadal nie rozumiem, jak wcześniej mogliście przed nami to ukrywać- mówiła Kinga. 
Sytuacja wymagała tego, że musiałem o wszystkim powiedzieć. Nie tylko Niallowi i Zaynowi. Nie tylko Ewce. Wiedzieli już wszyscy. Oprócz tej, o którą tak właściwie chodziło.
Do pokoju wszedł Zayn. 
-Policja została powiadomiona, ale powiedzieli, że w dzień po sylwestrze mają specjalne zasady. Musi upłynąć cały kolejny dzień, żeby mogli zgłosić zaginięcie. Musimy poczekać do wieczora. 
-Chyba kogoś pojebało!- wykrzyknął Louis- Moją dziewczynę porwano. Moją przyjaciółkę porwano. A oni będą wpierdalać pączki i czekać na cud. 
-Lou ma rację. Musimy zacząć ich szukać na własną rękę- powiedział Niall. 
-Ale dzwoniliśmy już wszędzie.- powiedziałem. 
-Hazz, pogódź się z tym, że poszukiwanie wcale nie musi zamykać się na znajomych. Musisz wziąć pod uwagę to, że ktoś naprawdę je porwał. - tłumaczył mi Liam. 
Po moim policzku spłynęła łza. 
-To wszystko nasza wina. 
-MAM!- wykrzyczał Zayn.
-Co jest? 
-Pamiętacie jak mieliśmy takie aplikacje na telefon? Zabezpieczaliśmy je przed kradzieżą. Mamy takie małe GPS'y wmontowane w obudowy. Vicki też ma. Kiedy kupowałem jej telefon kazałem coś takiego założyć. 
-Ula też to ma!- dodał Louis. 
-Jesteś genialny. Chodźmy do studia, tam jest komputer, który potrafi to namierzyć. 
Pobiegłem po schodach najszybciej jak mogłem. Włączyłem laptopa i wpisałem dane telefonu Vicki. Potem Louis wpisał te z telefonu Uli. 
-Manchester...
Tak daleko.
-Zbierać się. Zayn, drukuj mapkę. Jedziemy.
-N-Niall... a co jeśli one uciekły?
-Harry,  przynajmniej dowiemy się dlaczego.
Poszliśmy zabrać ze sobą kilka potrzebnych rzeczy. Ale ja poszedłem do jej pokoju. Otworzyłem jej szafę i spakowałem ubrania dla NIEJ. Podsunąłem ten sam pomysł Louisowi. Chwilę potem już siedziałem w samochodzie i czekałem na Zayna i Liama.
Wyszli z domu niosąc w rękach dwie czarne torby. Zayn usiadł za kierownicą. Liam z przodu obok.
-Co jest w tych torbach?
-Nasze kije do baseball'a.- powiedział Zayn i wyjechał z podjazdu.
-Po co nam ki.... aha.
-Tak się składa, że może być niebezpiecznie, Hazz. I nie żartuję. Ula i Vicki by nie uciekły. Kochały nas wszystkich.
Wtedy zdałem sobie sprawę, że sytuacja jest naprawdę poważna i nie mogłem dłużej tego znieść

*** *** 
Zawsze chciałam być tą odważną, tą silną. Moje przyjaciółki kochały mnie za to, że płakałam w samotności, a dla nich byłam oazą spokoju, która ma radę na wszystko. Tym razem nie chciałam zawieść mojej przyjaciółki. Ula leżała mi na kolanach, udało jej się zasnąć. 
Zawsze śmieszyły mnie te sytuacje w dennych filmach, kiedy dwie przyjaciółki zachowują się jak zakochane homoseksualistki i opiekują się sobą do granic obrzydzenia. Teraz jednak zaczynałam to rozumieć. Miałam potrzebę trzymania jej za rękę, bo wiedziałam, ze jeśli ją puszczę, to wszystko pójdzie na marne. Obudzi się, rozpłacze. To ja byłam tą, która w tej sytuacji bierze za wszystko odpowiedzialność i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę.
Drzwi szczęknęły, wciągnęłam gwałtownie powietrze. A potem ją zobaczyłam. I w sumie... nawet nie byłam zdziwiona. 

***
-Zayn, już tędy jechaliśmy. Nie mogę znaleźć tego miejsca na GPS'ie, mamy tylko mapę. Więc zacznij mnie do cholery słuchać! Musimy postać chwilę w tym korku, bo to jedyna droga, rozumiesz? 
-Chłopaki, możemy się zatrzymać? Chyba mi niedobrze.- powiedział Louis. 
Zayn zjechał na pobocze, a chłopak wyskoczył na zewnątrz. Pochylił się nad krzakami w wiadomym celu. 
-Lou, powinieneś coś zjeść. - powiedział Harry. - pójdę na stację i kupię Ci jakiegoś tosta. 
Wyciągnąłem gumy ze schowka w samochodzie i podałem je Louisowi.
-Nie martw się stary, wszystko będzie dobrze. One nie są takie bezbronne. Jestem pewny, że razem dają sobie radę. Wiesz jaka jest Vicki. A Ula przy niej jest dużo odważniejsza. 
Pięć minut później do samochodu wrócił Harry i każdy z nas dostał tosty. Miła odmiana, patrząc na to, że chyba nikt nie jadł od 10 godzin.
Ruszyliśmy dalej. Musieliśmy odnaleźć nasze dziewczyny. 

*** ***
-Lexi?
-Jaka ty jesteś bystra, kochanie- odparła blondynka. 
-Śmieszna żmija, niespotykane-obdarzyłam ją sztucznym uśmiechem. 
Dziewczyna miała na sobie botki na cienkim słupku, czarne skórzane legginsy i długą złotą tunikę. Jej włosy były lekko potargane, ale makijaż nadal idealny. Podejrzewam, że również nie zmieniła stroju od sylwestra. 
-To chyba nadszedł czas, żebyś nam powiedziała czemu zawdzięczamy tak wspaniałą gościnność?
-A źle ci, kochanie? 
-Jeszcze jedno kochanie, a zwymiotuję. 
-Nie denerwuj mnie!- zrobiła dwa kroki w przód. Ale zaraz potem się cofnęła. 
-Nie mogę jej nic zrobić. Jeszcze nie.- szeptała sama do siebie. 
Jakby miała coś z głową.
-Lexi, szybko z nią gadaj! Pamiętaj, że druga jest moja.
To był męski głos. Już nie był tak przyjemnie.
-No więc? Po co nas tutaj trzymasz? - postanowiłam grać odważną. 
-A jak myślisz? Jedno imię. Na H. 4 litery. 
-Harry. To 5 liter, intelektualistko. 
-NIE PRZEGINAJ! 
-Lexi!- to znowu ten głos. 
-Przepraszam. -znowu szeptała... do siebie. 
-Więc skoro mówisz o Harrym. Nie rozumiem o co chodzi. Nie jesteśmy razem. Zostawił mnie. Z resztą chyba dla ciebie, prawda? Powiedz, jeśli się mylę.
-Ty głupia suko!
Pochyliła się nade mną i chwyciła ręką naszyjnik na mojej szyi. Naszyjnik od niego... .
A potem zerwała mi go z szyi. Jednym energicznym ruchem. Czułam jak łańcuszek przez chwilę wbija mi się w skórę, przecina ją. Do oczy napłynęły mi łzy. 
-I co?! I myślisz, że z nim nie jesteś i to wystarczy?! - darła się jak opętana.-To teraz słuchaj! Bo więcej nie powtórzę! Nienawidzę cię za to, że zabrałaś mi mojego chłopaka. Rozumiesz?!
-To chyba ty mi go zabrałaś... - mówiłam spokojnie, ze łzami w oczach. 
Nawet nie zauważyłam, że Ula siedziała koło mnie i patrzyła na nią z uwagą. 
-Znałam go wcześniej, dużo wcześniej. A potem mi go zabrałaś. I nadal byłby z tobą gdyby nie mój świetny plan. 
-O czym ty mówisz, LEXI ?
-A co, myślisz, że twój chłoptaś przestał cię kochać z dnia na dzień? Ale z ciebie głupia dziwka. Szantażowałam go. Powiedziałam mu, że zrobię ci krzywdę, jeśli ze mną nie będzie. A on na to poszedł. Tak samo głupi jak ty. Myślał, że nie zauważę, jak się na ciebie gapił. Wiesz jakie to uczucie, kiedy się z nim kochasz, a on nazywa cię imieniem innej? WIESZ JAKIE TO UCZUCIE?!- jej twarz była czerwona, mokra od płaczu.- On cię kocha! I mnie zostawił! Pamiętasz twój wypadek? Jaka szkoda, że nie udało mi się ciebie przejechać! Miałaś zginąć!
-Ty wredna suko!- usłyszałam głos Uli. 
-Zamknij się! Tobą się zajmie ktoś inny! A ty, słuchaj. Powiedziałam mu, że musimy być razem. Nie zgodził się. Wskoczyłam mu do łóżka. I mimo, że był po alkoholu to po prostu zadzwonił po taksówkę i odesłał mnie do domu. Jest takim cholernym ideałem. Wtedy mu powiedziałam, że jeśli cię nie zostawi, to coś ci zrobię. i wiesz co? Ja nie rzucam słów na wiatr. Jesteś tu po to, żeby nigdy więcej cię nie znalazł. Żeby nie powiedział ci tego co chciał powiedzieć wczoraj. Nie udawaj zdziwionej. Miałam tam swoich ludzi. Od dawna. Nie wyjdziesz stąd żywa, rozumiesz?!
Jej słowa ścięły krew w moich żyłach, zaczęłam się trząść. , Myśl, bądź odważna' mówiłam sobie w myśli. 
-Wypuść Ulę.- wyszeptałam. 
-Co?- prawie krzyknęła moja przyjaciółka.
-Wypuść ją.-powtórzyłam- Nie jest ci do niczego potrzebna. 
-Myślisz, że fatygowałabym się po was dwie, gdybym nie miała powodu? 
Lexi zastukała w drzwi. I do środka wszedł chłopak. Znajomy, ale skąd?
-Paweł?- pisnęła Ula. 
Chłopak z Polski, z pokazu mody. 

***
-To musi być tutaj!-  wyskoczyłem z samochodu. 
-Harry, kretynie! Wracaj tutaj! - usłyszałem.
-Tam może być niebezpiecznie. Może jeszcze zaczniesz krzyczeć coś w stylu , Jestem Harry Styles i przybyłem ratować swoją ex dziewczynę', co? 
Mieli rację. 
Cicho zaparkowaliśmy przy lesie. Z bagażnika wyjęliśmy kije, każdy dostał swój. Nawet dziewczyny, które obiecały, że zostaną w samochodzie. Na wszelki wypadek. 
-Czuję się jak ninja. - usłyszałem śmiech. 
-KINGA!- skarcili ją wszyscy. 
-No przepraszam, przepraszam. Wiecie, że idiotycznie reaguję na stres. Pójdę już do samochodu.
Dziewczyny siedziały w aucie, Zayn zamknął je od zewnątrz i ruszyliśmy lasem w stronę szarego pustostanu. Tutaj nie padał śnieg, było nawet ciepło, pociłem się. Ale podejrzewam, że miało to więcej wspólnego z moim stresem niż temperaturą. 
Obeszliśmy całą ruinę dookoła, żeby sprawdzić, czy nie ma tam żadnych ludzi. Z zewnątrz czysto.
- Chyba wchodzimy, chłopcy.- powiedział Liam.
-Trzymamy się razem. Żadnego rozdzielania ani pochopnych decyzji. Zdajcie sobie sprawę, że mogą mieć broń.
Zayn był naprawdę zestresowany. Dopiero teraz widziałem jak kocha Vicki, i nie pogodziłby się ze stratą najlepszej przyjaciółki. Tylko ta świadomość trzymała go w garści i pozwalała zachować zimną krew. To on i Liam tutaj dowodzili, organizowali i trzeźwo myśleli.
Zobaczyłem otwarte wejście i pokazałem palcem w tamtym kierunku. Zayn kiwnął głową i nakazał, żebyśmy byli cicho. Powoli przesuwaliśmy się w tamtą stronę. Malik pierwszy, po nim Louis, potem ja i Niall, pochód kończył Liam.
Pokoje wewnątrz były puste, ściany szare, odpadał z nich tynk lub farba. Podłoga była w stanie surowym.
-Wygląda mi to na jakieś magazyny- powiedział Lou.
-Teraz już wiemy, że dziewczyny nie uciekły. Rozdzielmy się. Ja i Liam sprawdzamy wszystkie pokoje z przodu. Lou i Niall idźcie do piwnicy. Hazz, musisz iść sam sprawdzić te dwa pokoje o tam.- pokazał Zayn.- dasz radę?
-Jasne, jestem tak wkurzony, że chyba zaraz kogoś pobiję.
-Komórki w gotowości, pamiętajcie, w razie czego wysyłacie sms'a grupowego do wszystkich. O jakiejkolwiek treści, jasne? 
Już ich nie słuchałem. chwyciłem mocniej kij i poszedłem w moją stronę, chwilę później usłyszałem kroki Nialla i Louisa na schodach do piwnicy, które były zaraz obok mnie.
Wszedłem do pierwszego pomieszczenia i nie słyszałem nic poza moim zdenerwowanym, płytkim oddechem. Zrobiło mi się gorąco, łzawiły mi oczy, zacząłem się dusić. Usiadłem w kącie pokoju i schowałem głowę między kolanami, poczułem wyraźny zapach pleśni, na którą miałem uczulenie. Wychyliłem się przez okno, które nie miało szyby. Musiałem pooddychać świeżym powietrzem.

-Kinga, śpisz?- zapytałam.
Nie odpowiedziała.
Niesamowite, że podczas takiego stresu ona postanowiła po prostu zasnąć. Ja nie miałam zamiaru słuchać chłopaków. Chwyciłam kij i cicho wysiadłam z samochodu. Prześlizgnęłam się do drzwi od drugiej strony niż chłopcy, postanowiłam wejść do pierwszego pokoju po lewej i tak właśnie zrobiłam. Zapach w środku był dziwny i duszący, postanowiłam, że przejdę dalej, ale usłyszałam rozmowy od innej strony budynku. Ukryłam się za wejściem.

Usłyszałem cichy szelest, spojrzałem w dół i zobaczyłem, że pod oknem ktoś przechodzi. Jakiś chłopak. W pierwszej chwili chciałem do niego zagadać, ale potem zdałem sobie sprawę, że może nie być tym przyjaźnie nastawionym. Zaraz potem usłyszałem płacz. Cichy.
-Zamknij się!- to był ten facet.
I zobaczyłem ją. Zobaczyłem Ulę. Szła zaraz za nim. Z okna dosięgłem jej ramienia.
Przycisnąłem palec do ust.
Kiwnęła głową.
,Vicki' ruszyłem ustami.
Pokazała mi palcem w kierunku następnego pokoju. 
,Wyciągnę was' 
Znowu zaczęła płakać, a kiedy schowałem się w pomieszczeniu usłyszałem, jak koleś znowu coś do niej krzyczy. Tym razem w języku, którego nie rozumiałem.Wyjąłem telefon i wysłałem sms'a.

~Widziałem Ulę. Jakiś koleś ją prowadził na zewnątrz. Myślę, że wchodzą do środka od drugiej strony. Uspokójcie Louisa i idźcie w tamtą stronę. Ja chyba wiem gdzie jest Vicki.
Jedyny sms jakiego dostałem był od Nialla. 
~Ratuj ją stary.
, Tak zrobię' - pomyślałem. 
*** ***
Nie mogłam uwierzyć w to co ta dziewczyna mi powiedziała. Siedziałam w kącie i płakałam. Paweł zabrał Ulę. Nie miałam pojęcia co mam robić. Lexi wyszła, ale powiedziała, ze jeżeli spróbuję uciec to mnie zabije. Teraz nawet nie miałam ochoty uciekać, nie miałam ochoty na nic. Harry mnie kochał. I nigdy nie chciał ze mną zerwać. Gdyby nie ona, to pewnie nadal bylibyśmy parą. Kocham go i nie mogę sobie tego wybaczyć, że ranię Nialla. Pewnie o tym chcieli ze mną porozmawiać podczas sylwestra. Nie mam pojęcia co zrobię, jeżeli uda mi się stąd wydostać. Pewnie skoczę na szyję pierwszemu, którego zobaczę. 
Chciałabym porozmawiać z Harrym, dowiedzieć się wszystkiego z jego ust. Miałam tego dość. Krew płynęła mi z policzka, który chwilę temu został podrapany przez tipsy tej suki. 
Najbardziej bałam się o Ulę. Paweł nie był normalny i bliżej mu było do napalonego psychopaty niż do litościwego chłopaka. Tak bardzo nie chciałam, żeby coś jej zrobił.
W tym momencie usłyszałam kroki. Wstrzymałam oddech. Skuliłam się w kącie i czekałam. Drzwi się otworzyły. Zamknęłam oczy. 
-Vicki.
Szept. Słodki, znajomy. Ochrypły szept Harrego. 
Zachłysnęłam się powietrzem i rzuciłam na chłopaka. Oplotłam nogi wokół jego talii i wtuliłam głowę w zagłębienie jego szyi. Harry podtrzymał moje biodra i zamknął drzwi. Przyparł mnie do zimnej ściany, a ja zaczęłam płakać.
-Wiedziałam, że nas znajdziesz. Widziałeś Ulę? Co z Ulą?
-Vic, spokojnie. Reszta po nią idzie. Ja tak... tak się cieszę, że cię znalazłem. Ja...
Przycisnął swoje wargi do moich, a ja odleciałam. Nie czułam tego od tylu miesięcy. To tak jak przeżywać pierwszy pocałunek po raz kolejny. Jego ciepłe usta zachłannie próbowały być bliżej moich. Poczułam przyjemne mrowienie w dole żołądka.
-Haz, nie, nie możemy... Niall.
-Kocham cię i nie dam rady bez ciebie, rozumiesz? Ja nie potrafię żyć. Porozmawiam z nim, obiecuję. On musi zrozumieć, inaczej nie wiem co ze sobą zrobię. Gdybyś ty mnie nie kochała... wtedy byłoby łatwiej. Powiedz mi! Powiedz mi, ze mnie nie kochasz!
-Ja...
-Powiedz, Victoria.- wyszeptał.
-Nie mogę cię okłamać. Nie mogę ci tego powiedzieć, bo jest zupełnie na odwrót. Kocham cię.
Chłopak usiadł na podłodze, a ja koło niego.
-Lexi!-poderwałam się.
-Co ?
-Lexi, ona tutaj wróci. To ona nas porwała. Z Pawłem. Byłym chłopakiem Uli.
-Żartujesz sobie? To wszystko sprawa Lexi?
-Hazz... ona mi powiedziała tyle rzeczy o tobie, o was.... o nas. Nie wiem co myśleć.
-Obiecuję ci, że jak się stąd wydostaniemy, to opowiem ci o wszystkim. Zaufaj mi. Napisze do chłopaków i zaczekamy tutaj, aż nas znajdą. Oni muszą zająć się tym całym Pawłem czy jak mu tam. Widziałem jak prowadził Ulę.
Wyciągnął telefon i napisał sms'a
~ Mam Vicki. Cała i zdrowa. Wysyłam sygnał, przyjdźcie jak znajdziecie Ulę. 
Wysłał to do całej grupy i objął mnie ramieniem. Pocałował mnie w skroń.
-Kto ci to zrobił?- zapytał gładząc mój policzek.
-Lexi.
-Przysięgam, że jeśli tutaj wejdzie to będę miał ochotę ją zabić.
I w tym momencie usłyszałam krzyk.

*** ***
Słyszałem jej krzyk. 
-To Ula! 
Pobiegłem w tamtym kierunku a za mną cała reszta chłopaków. Zobaczyłem duże czarne drzwi. nacisnąłem klamkę. 
W rogu pokoju siedziała Ula. Jej sukienka była zsunięta do pasa. Tusz spływał jej po policzkach. Nad nią stał jakiś koleś. Krew się we mnie zagotowała. Odwrócił się w moim kierunku, a ja wyprowadziłem idealny cios w jego szczękę. Krew popłynęła z jego nosa, kiedy zetknął się z moją pięścią, usłyszałem dźwięk łamania kości. A potem upadł na podłogę i stracił przytomność. 
-Loui!-krzyknęła moja dziewczyna. 
Padłem na kolana i przytuliłem ją do siebie.
-Nie wchodźcie!- krzyknąłem do chłopaków. W tym momencie znikąd pojawiła się Ewka. 
-Zadzwoniłam na policję. Błagam nie pytajcie co tutaj robię. Idę z Niallem po Vicki i Harrego. 
Przytaknąłem głową i odwróciłem się do Uli. 
-Czy on...?
Pokręciła głową. Wypuściłem powietrze. 
-Nie zdążył.- załkała mi w ramiona.
Zdjąłem z siebie bluzę, pomogłem dziewczynie ją założyć i zapiąłem zamek. 
-Chodź kochanie, porozmawiamy w domu. 

Chwilę potem wszyscy wychodziliśmy na zewnątrz. Zobaczyłem Harrego, który obejmował rozdygotaną Victorię. Spojrzałem na Nialla,ale ten nie oderwał wzroku od podłogi. Miałem wrażenie, że moja przyjaciółka wybrała. I mimo że kocham każdego z chłopaków jak brata, to wiedziałem, że dokonała słusznego wyboru. Harry nie potrafił bez niej żyć. To jak niesprawiedliwa miłość. Gdyby Niall był pierwszy, pewnie to on teraz trzymałby ją przy sobie. Ale Vicki i Hazz przez ten cały czas nauczyli się żyć ze sobą, nie potrafili żyć oddzielnie i wiedziałem, że blondyn zdaje sobie z tego sprawę. W tej bitwie to on jest silniejszy, ale musi odpuścić. Poradzi sobie. Wierzę w to. 
 Wtedy zza budynku wybiegła Lexi i uciekła w stronę lasu, chyba znalazła leżącego Pawła i domyśliła się co się dzieje. Zabrzmiały policyjne syreny i zobaczyłem jak blondynka wpada w ramiona jednego z policjantów. Udało nam się! Ocalić największe skarby naszego życia. 
Kiedy wsiedliśmy do samochodu, Kinga nadal spała. Vicki usiadła koło niej i dała jej buziaka w policzek. 
-Li? - zapytał zaspana. 
-Chciałabyś kochanie.- odparł. 
-Znaleźliście je? 
-No nie wiem. -odparła Ula. 
-O matko! Dziewczyny! Czy... czy ja naprawdę przespałam całą akcję ? 
-Na to wygląda. - powiedziała Ewka łącząc w uścisku wszystkie dziewczyny. 


*** Vicki ***
-Proszę bardzo.- powiedział Harry podając mi herbatę i siadając koło mnie na łóżku. 
Oparłam się o ścianę i wypiłam łyk parującego napoju. Moje mokre włosy spadały na plecy, a zapach żelu pod prysznic rozchodził się po całym pokoju Harrego. Policja opuściła już nasz dom i zerlała nasze zeznania. Louis nie poniesie żarnych konsekwencji w związku z pobiciem Pawła. Uznano, że działam we własnej obronie, a przy chłopaku znaleziono broń. Lexi siedzi już w areszcie, a chłopak wybudza się w szpitalu pod nadzorem funkcjonariuszy i lekarzy.
-Chyba czas, żebym ci wszystko opowiedział. Od początku do końca.
Nie odezwałam się. Czekałam na wyjaśnienia.
-Zacznijmy od tego... że Lexi była kiedyś moją dziewczyną. To takie bardzo stare czasy. Miałem 15 lat i chciałem być fajny, więc umawiałem się z największą suką ze szkoły. Pamiętam jak moja mama jej nienawidziła-zaśmiał się.-  Ale to szybko się skończyło. Ja byłem głupim wrażliwym chłopakiem, a ona nie potrafiła kogoś kochać. Zdradzała mnie na prawo i lewo. Tak, Lexi puszczała się w wieku 15 lat. Wróćmy do tematu. Zerwałem z nią, kiedy się dowiedziałem i w sumie nie była jakaś smutna z tego powodu, dopóki nie poszedłem do X-Factora. Wtedy stała pod moim domem i krzyczała, że chce do mnie wrócić. I prawda jest taka, ze chodziło jej tylko o kasę. Najpierw się ze mnie śmiała, a kiedy zaczęliśmy śpiewać w półfinale, nagle chciała do mnie wrócić. Nie chciała mi dać spokoju, ale kiedy wyjechałem z mojego miasta, pozbyłem się jej. Tak przynajmniej myślałem. Do czasu. Wtedy okazało się, że nie da mi spokojnie z tobą żyć. Byłem najszczęśliwszy na świecie. Planowałem z tobą resztę mojego życia, a ona postanowiła to rozwalić. Pamiętasz nasze wakacje?- na wspomnienie uśmiech zagościł na mojej i jego twarzy- wtedy już od jakiegoś czasu nas obserwowała. Pisała do mnie okropne sms'y i w tym dniu już przegięła. Musiałem się  z nią spotkać. Mieszkała wtedy nad nami. Chciałem jej powiedzieć, ze mam już dość, że nie ujdzie jej to na sucho. Ale ona miała na mnie coś gorszego. Miała moją słabość. Ciebie. Powiedziała, że ma tylu ludzi w moim otoczeniu, którzy są po jej stronie, że jak tylko coś przeskrobię, to od razu się na ciebie rzucą. Nie mogłem ryzykować. Musiałem wtedy cię zostawić. Udawać, że cię nie kocham. Nie mogłam pozwolić, żeby coś ci się stało.
-Co było dalej Hazz? Dlaczego nas porwali, skoro robiłeś tak jak chciała. Pamiętasz mój wypadek? To była ona. To Lexi chciała mnie przejechać.
-Domyślałem się. Chciała mnie postraszyć, bo powiedziałem, że dłużej nie będę udawał. Powiedziałem jej, że cię kocham. Że na siłe nie da się tego zmienić. Ja... ja się z nią przespałem Vicki. -po jego policzku spłynęła łza. - Tak bardzo przepraszam. Żałuję tego najbardziej na świecie. Wiem, że może mi nie wybaczysz, ale musiałem. Chciałem, żebyś była moja ostatnią partnerką we wszystkim i w życiu sobie nie wybaczę tego co zrobiłem.
-Shh, Harry, Już dobrze. Wiem o tym, powiedziała mi. -przytuliłam chłopaka do siebie i pocałowałam jego włosy, które jak zawsze pachniały jabłkami.
-Jak to... wiesz i... i nie brzydzisz się mną? Ja myślałem, ze nigdy mi tego nie wybaczysz.
-Nie zdradziłeś mnie Hazz, ona cię szantażowała, a to zmienia cały punkt widzenia.
-Nawet nie wiesz jak fatalnie się z tym czułem. Jakbym był brudny. Stałem godzinę pod prysznicem zmywając ją z siebie. Myślałem wtedy o tobie, stwierdziłem, ze tak będzie łatwiej... chyba nawet...
-Nazwałeś ją moim imieniem.- dokończyłam szeptem.
-A potem... wyszedłem, zostawiłem ją. Nie mogłem obudzić się koło niej. Zostawiłem ją, a ona zrozumiała, że nadal cię kocham i tak naprawdę to była kwestia czasu. Przestała się do mnie oddzywać, już nie pisała. Wiedziałem,  że ona tak po prostu nie odpuści. Ale nie miałem pojęcia, że posunie się do czegoś takiego. Ale jesteś tutaj. Ze mną. Cała i zdrowa i to jest najważniejsze.
Pocałował mnie w czoło.
-Hazz, muszę iść porozmawiać z Niallem.
-Idź do niego teraz. Siedzi sam u siebie.
 Otworzyłam drzwi i przeszłam kilka pomieszczeń, kiedy natrafiłam na jego pokój. Zapukałam, ale drzwi same się otworzyły.
-Niall?
-Wchodź, wchodź.- uśmiechnął się do mnie i odstawił gitarę.
-Chciałam porozmawiać.
-Harry już ze mną gadał, wszystko zrozumiałem. Czyli co, pokojowe zerwanie?
-Serio tak dobrze to znosisz, czy tylko udajesz?
-Udaję- westchnął i opadł na plecy kładąc się na łóżku.
Zamknęłam drzwi i położyłam się na brzuchu koło niego.
-Słuchaj Niall...
-Przepraszam.
-Co? Za co?
-Za to, że nie pozwoliłem mu z tobą o tym porozmawiać wcześniej, mimo, że wszystko wiedziałem. Byłem totalnie samolubny i zakochany. Ale nie powinienem tak tego rozegrać. Powinienem dać ci wybór, nawet jeśli wiem, ze wybrałabyś jego. Rozmawiałem też z Lou. I wiesz co powiedział? Że to trochę tak, że kochasz nas obu tak samo. Tylko Harry był pierwszy i czas zwyciężył. Ponoć gdybym ja był pierwszy, to stałabyś tam w moich ramionach i nadal mieszkalibyśmy we wspólnym pokoju.
-Wiesz co, zdradzę Ci sekret.-odwróciłam głowę w jego stronę- W każdym zespole ma się swojego ulubieńca. I mimo że kocham Harrego nad życie, to ty jesteś moim ulubieńcem w zespole. Ciebie też kocham, ale w inny sposób. Jesteś osobą, bez której nie wyobrażam sobie mojego życia. A miłość do Harrego jest oprócz tego romantyczna, troche namiętna. To inny rodzaj miłości i myślę, że to rozumiesz.
Chłopak przytulił mnie do siebie i zaśmiał się cicho.
-Zawsze będziesz moją księżniczką niezależnie od tego za kogo wyjdziesz, z kim się ożenię i masz rację... Dziękuję ci za to, że pomogłaś mi zrozumieć miłość.
-Jest okej?
-Okej, skarbie.
Pocałowałam go w policzek i posłałam najszczerszy uśmiech, na jaki było mnie stać.

*** Ula ***
Leżałam z Louisem pod kocem i oglądaliśmy już kolejny sezon ,How i met your mother'.  Lekko się poruszyłam. 
-Wszystko w porządku?
Zapytał o to już dziesiąty raz w ciągu 30 minut. Był przewrażliwiony na moim punkcie, ponieważ jeszcze nic mu nie powiedziałam. 
Chwyciłam pilot i wyłączyłam głos w telewizorze. 
-Chyba jestem gotowa, żeby ci opowiedzieć.
-Nareszcie.- aż podskoczył w miejscu. 
-Zacznijmy od tego, że naprawdę nic mi nie jest. Nie zdążył mi nic zrobić dzięki wam i już wszystko jest okej. Paweł..tak, ten koleś, którego skasowałeś.-zaśmiałam się.- Nie znałam cię z tej strony. 
-Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.- uśmiechnął i zamruczał udając kota. 
-Gamoń. Wracając. Paweł to tak jakby mój były chłopak. Poznałam go na pokazie mody w Krakowie, kiedy poszłam tam z Vicki. Trochę nas poniosło w toalecie i ... nie, nie patrz tak na mnie. Do niczego nie doszło. 
-Przepraszam, mów dalej. 
-Przed tobą nie miałam zbyt wielu facetów, więc byłam wniebowzięta kiedy się mną zainteresował. Potem pojechałam do niego na pole golfowe. Okazało się, ze za magazynem całuje się ze swoją kuzynką, która chyba okazała się nią nie być, ale odjechałyśmy z piskiem opon i nie widziałam go do tej pory. Zranił mnie, dlatego byłam taka chłodna w stosunku do ciebie.
-I powiedziałaś mi, że nie lubisz kreskówek!-oburzył się. 
-Kocham kreskówki. 
-A ja kocham ciebie. I już nigdy nie pozwolę, żeby cokolwiek ci się stało. Będę za tobą łaził wszędzie. Nawet do toalety. 
Zaśmiałam się i pocałowałam go w nos. 
----------------------------
Mam nadzieję, ze święta minęły Wam zdrowo, szczęśliwie i z wielkim zapałem ruszycie po nowym roku. Ja mam taki zamiar. 
Kocham Was i dziękuję za wszystko. 
Komentujcie, 
Wasza Liriwiki <3



















niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział 77♥♥

Pomimo tego, że liczba komentarzy pod ostatnim postem zawiodła mnie ogromnie, liczę, że teraz będzie lepiej i wrócimy do tych 2-cyfrowych liczb ;)
Wiem, że macie ochotę mnie zjeść za to, ze tyle czasu nic tutaj nie dodałam ale cierpiałam na brak wszystkiego co możliwe :D
Problemy zdrowotne, niedziałający bloger, brak czasu i wielka niechęć do tego, że z każdym zdaniem zbliżam się do końca tego bloga. Pocieszam się tylko tą myślą, że już niedługo będę mogła rozpocząć nową historię, na którą czekam z niecierpliwością.
Obiecuję, ze jeśli tym razem uda Wam się spełnić szybko moje oczekiwania co do liczby komentarzy, to rozdział pojawi się szybciutko ;)
Przypominam, że stety lub niestety zbliżamy się do końca. Ale proszę nie płakać. Jeszcze wiele niespodzianek czeka Was w tej historii, obiecuję.
I oczywiście czeka Was też następny blog na który mam nadzieję, już niedługo będę mogła Was zaprosić.
A TERAZ: 
Zapraszam do czytania.
+ do WSZYSTKICH blogerek, które zostawiają linki w komentarzach- chciałam, żebyście wiedziały, że wchodzę na każdą z Waszych stron ;) Jeszcze nie komentuję ponieważ sama muszę ogarnąć swojego bloga i nie mam czasu czytać, ale z rokiem szkolnym, myślę, że zostanę czytelniczką wielu z Was,
W NAGRODĘ za Wasze niezmiernie długie oczekiwanie... bardzo długi rozdział ;)
KOMENTUJCIE <3
Pozdrawiam ;*
-------------
Chyba nie muszę mówić, jak bardzo kocham przygotowania do sylwestra. I myślę, że nie jestem jedyną kobietą, która tak uważa. Może mnie zrozumiecie?
Ale co może być lepszego od własnej imprezy? Od tych kolorowych świateł, alkoholu, muzyki i zabawy do rana? I w dodatku te kreacje, wszystko jest idealne i chociaż raz w roku nie musimy się przejmować tym, co jest wokół.
Właśnie w tym roku po raz pierwszy razem z chłopakami i dziewczynami organizujemy imprezę sylwestrową w naszym nowym domu. Przygotowania ruszyły pełną parą już dwa dni temu. A ja siedzę teraz w gabinecie chłopaków i odbieram telefony z potwierdzeniami przybycia. Kilka miesięcy temu nie podejrzewałam, że nowy rok spędzę z Ollym Mursem albo Kate Perry, która kilka sekund temu potwierdziła swoje przybycie.
Do pokoju wszedł Zayn z kubkiem mrożonej kawy w dłoni i kakaem dla mnie.
'Dziękuję' powiedziałem bezgłośnie ruszając ustami i wysłuchując nowej oferty ochrony w słuchawce telefonu. Chłopak uśmiechnął się, zburzył mi włosy i wyszedł z pokoju przymykając drzwi.
-Tak, tak, będziemy zainteresowani całonocną ochroną. Od około 19 do 11 następnego dnia, jeśli nie będzie to problem.
Do drzwi zapukał Niall wychylając się zza framugi drzwi. Obdarzył mnie wesołym uśmiechem i wszedł do środka. Nadal rozmawiałam z przedstawicielem ochrony. Chłopak pokazał mi, żebym wstała, trzymając telefon przy uchu zrobiłam to. Blondyn zajął mój fotel a potem pociągnął mnie i zajęłam miejsce na jego kolanach. Odgarnął mi z twarzy niesforne kosmyki włosów, którym udało się wydostać z wysokiego kucyka. Na kartce w notatniku zapisywałam kolejne nazwiska ochroniarzy, numery osobowe do identyfikacji i wymogi. W tym czasie chłopak bawił się moimi włosami. Próbował zapleść coś na kształt warkocza i niespokojnie się wiercił, kiedy coś mu nie wychodziło.Po chwili odgarnął włosy z mojego karku i złożył na nim delikatny pocałunek przyprawiający mnie o dreszcze. odchyliłam głowę do tyłu mrużąc powieki. Poczułam jego zimny oddech na szyi i poczułam jak cicho się śmieje. Cofnęłam łokieć trafiając na jego brzuch i dźgnęłam go lekko.
-Auć- usłyszałam w odpowiedzi.
Zaśmiałam się. Podziękowałam ludziom z ochrony i rozłączyłam się. Usiadłam na biurku przodem do Nialla i popatrzyłam się krytycznie w jego stronę.
-Czy ty ZAWSZE musisz mnie rozpraszać?
-A czy ty ZAWSZE musisz mnie tak pociągać?-dodał.
-Do przemyślenia.
Roześmiał sie głośno, a do pomieszczenia ktoś zapukał.
-Proszę.-powiedziałam podnosząc głos.
-Vicki, chciałem zapytać czy...
-Hej Harry.
-Oo, Niall, nie wiedziałem, że tu jesteś. Chciałem zapytać Vicki czy chce cos do jedzenia bo właśnie robię.
-Wiesz co, pójdę z tobą- powiedział Niall.
Między nimi nie było napięcia ale ja wyczuwałam je z taką siłą, że przygniatała mnie od środka.
-To ja poproszę tosty... znowu. Teraz zadzwonię jeszcze do Ariany Grande, z tego co wiem, to jest na naszej liście gości, a jeszcze nie oddzwoniła z potwierdzeniem. Czekam na moje tosty w pokoju u siebie. Dzięki.
Kiedy po 15 minutach nadal nie dostałam swoich tostów, a Ariana potwierdziła swoje przybycie ze swoim chłopakiem jako osobą towarzyszącą, postanowiłam iść do kuchni i pospieszyć trochę chłopaków.
Szłam korytarzem potykając się o fałdy dywanów. Chłopcy pewnie znowu się tutaj gonili i nie poprawili zwiniętego materiału. Dochodziłam do kuchni i usłyszałam to. 
-Stary, to jest chwila na to, żeby wreszcie poznała prawdę.- mówił tym swoim zachrypniętym głosem Harry.
- Przecież jest szczęśliwa, nie widzisz?- odparł Niall.
- Pamiętaj jaki był układ, ma wybrać, zasługuje na to, zeby znać prawdę.
- Daj spokój. Nie mam zamiaru niczego teraz psuć. Jest dobrze tak jak jest. Ona wybrała, nie widzisz tego?
- Niall!- podniósł głos- Jak w ogóle możesz tak mówić. Przecież wiesz o co chodzi!
Weszłam do kuchni.
-Chłopcy, co się tutaj dzieje?- zapytałam spokojnie.
Nikt nie odpowiedział, zmierzyli się wzrokiem. Harry spuścił głowę, dłonią poprawił opadające na czoło włosy. Przeszedł koło Nialla i stanął w drzwiach obok mnie. Odwrócił się w stronę mojego chłopaka ze łzami w oczach.
-Obiecałeś- wychrypiał.
Minął mnie w drzwiach, a następną rzeczą jaką usłyszałam, było trzaśnięcie drzwi od jego pokoju.
Popatrzyłam wyczekująca na Nialla.
-Twoje tosty- podał mi talerz do rąk i również opuścił kuchnię.
-NIALL! - krzyknęłam za nim.
-Nie chcę o tym rozmawiać.- odparł i zaszył się w studiu nagraniowym.
Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Po drodze do pokoju Harrego spotkałam Ewkę, ktora zaproponowała wyjście na wspólne zakupy za 2 godziny. Nie miałyśmy jeszcze sukienek na dzisiaejszą imprezę sylwestrową.
Postanowiłam się zdrzemnąć bo załatwianie tych wszystkich spraw mnie zmęczyło. Weszłam do pokoju mojego i Nialla i zamknęłam za sobą drzwi. Opadłam na łóżko i zapadłam w sen dręczony złymi myślami.

*** HARRY ***
Ona nie wie. Ona się nie dowie. I to wszystko jego wina. Moja wina. Nie będzie miała szansy na poznanie prawdy, na decyzję. Nie będę miał okazji, żeby ją kochać. Kiedykolwiek. Nigdy nie będę do końca szczęśliwy. Nigdy.
Miałem jakąkolwiek nadzieję, że kiedyś wszystko będzie dobrze. Pamiętam jak dziś jej twarz, kiedy powiedziałem, że to już koniec. Pamiętam jej głośny szloch i moje skrywane łzy. Komu do cholery potrzebna jest miłość, kiedy nie może jej wyrażać. 
Znienawidziłem tą sukę za to, ze zabrała mi właśnie ją. Moją małą, kochaną brunetkę. Mój ideał. Mój diament pośród cyrkoni. Zabrała mi ją i nie ma ochoty jej oddać. W dodatku mój przyjaciel, który jest tak szaleńczo zakochany, że złamie mi serce. I powinienem chcieć go  zabić, ale go rozumiem.Totalnie go rozumiem, bo wszystko co on czuje, jest przeze mnie przeżyte. 
Wychodzę z tych fatalnych czterech ścian. Idę do niej, chcę ją zobaczyć. Tylko zobaczyć. Choć wiem, że śpi.
Otwieram drzwi najciszej jak umiem. Nie chcę, żeby wiedziała, że tu jestem. 
Leży na środku łóżka przykryta do pasa niebieskim kocem. Podchodzę do łóżka i siadam na samym rogu. Dziewczyna nawet się nie poruszyła. Wygląda pięknie. Jej długie włosy rozsypały się na poduszce tworząc ciemną aureolę. Jej wargi są lekko wydęte i mimowolnie ich dotykam. Lekko się poruszyła. 
,Idiota' ganię się w myślach. 
Podciągam jej przykrycie trochę wyżej i wstaję. Podchodzę do drzwi i wychodzę. Nie odwrócę się. Nie mogę. 

*** Vicki ***
Budzę się 20 minut przed ustalonym czasem wyjścia z Ewką. Wchodzę do łazienki, żeby zmienić ubranie i umyć zęby. Rozczesuję włosy i jestem gotowa. Ubrana tak schodzę na dół: 
 Ewka czeka już na mnie w korytarzu i zakłada swoje nowe buty. Ostateczna stylizacja wygląda tak:
-Dziewczyny nie idą z nami?- pytam. 
- Ula i Kinga pojechały na zakupy już rano. Kupują jeszcze jakieś ozdoby do sali.- wtrąca przechodzący Louis.
-W takim razie wspólny dzień. Pasuje mi.- uśmiecham się.
Wychodzimy z domu i wsiadamy do białego Porsche, które kupiłyśmy sobie na spółkę z dziewczynami. Ja prowadzę.
- Harry i Niall się dzisiaj kłócili.- mówię, kiedy Ewka zajmuje miejsce pasażera.
Ruszamy z podjazdu w stronę galerii handlowej.
Jestem skupiona na drodze, nie widzę jej reakcji.
- Mam wrażenie, że chodziło o mnie. - dodaję.
Przyjaciółka chwilę milczy i niepewnie pyta.
-Co dokładnie mówili?
 Powtórzyłam jej całą rozmowę.
-Może nie ma się czym martwić? Może to nic ważnego. Wiesz jacy są nasi chłopcy. Kłócą się, a zaraz po tym wszystko jest w porządku.
-Może masz rację.
Reszta drogi minęła nam na rozwodzeniu się na temat: jakie kupujemy sukienki? Po tej 10 minutowej debacie doszłyśmy do kilku stwierdzeń. Krótka, szalona, robiąca wrażenie i elegancka. Takich sukienek szukamy.
Kiedy tylko wysiadłyśmy na parkingu Ewka oznajmiła:
- Idź już w stronę SuperGirl ( pierwszy sklep po prawej stronie od wejścia) a ja zaraz do ciebie dołączę. Muszę zadzwonić.

***Zayn***
-Tak kochanie?- odebrałem telefon. 
-Misiek, mamy problem z naszymi gołąbkami. Harry i Niall się pokłócili. Podejrzewam, że Niall nie chce dotrzymać obietnicy. Jesteście teraz sami w domu. Zbierz ich i spróbuj przekonać Nialla. Już jutro nowy rok. Powinna poznać całą prawdę, okej? 
-To mnie zaskoczyłaś. Niall? Ale w sumie się nie dziwię,. Kocha ją. Ale pogadam z nimi. Myślę, że mi się uda. Potrafię działać ludziom na psychikę. Zadziałam Niallowi i powinien się złamać. Nie zawracaj sobie tym głowy.
-Ale... Vicki ich słyszała, teraz się martwi i w ogóle.
-W takim razie, bawcie się, nakupujcie trochę rzeczy. Oderwij ją od tego. Kocham cię skarbie. Do wieczora.
-Ja ciebie też. Miłego dnia.

*** Vicki ***
Nie miałam pojęcia, że można siedzieć w sklepie aż tyle czasu. Dopiero po 2 godzinach zakupów udało nam się trafić na nasze wymarzone sukienki, ale Ewka powiedziała, że na tym nie przestajemy. Wzięłyśmy torby z designerskiego sklepu i ruszyłyśmy na podbój reszty sklepów. Weszłyśmy do charm&beauty i przywitane zostałyśmy niezwykłą propozycją. 
Podeszła do nas menadżerka sklepu z zapytaniem, czy nie chciałybyśmy przyjąć ubrań z nowej kolekcji w zamian za prezentowanie ich na sobie i polecanie. Ewka od razu przejęła pałeczkę i postawiła sprawę jasno: wybierzemy tylko to, co naprawdę nam się podoba. Będziemy w tym chodziły ale nie w zestawach tylko łącząc je w swój własny sposób i nie będziemy ogłaszały wszystkim z jakich sklepów mamy ubrania, chyba, że ktoś wyraźnie o to zapyta. Ku mojemu zdziwieniu... ta kobieta się zgodziła. I to z wielkim uśmiechem na twarzy. To chyba na serio musi być dla nich wielka reklama.
Kiedy na zewnątrz było już ciemno, my dopiero wracałyśmy do samochodu. Wsiadłyśmy zmęczone do środka i wracałyśmy do domu. Tym razem za kółkiem usiadła Ewka.
- Myślę, że nasze sukienki będą okej. Myślisz, ze dziewczyny mają już swoje kreacje?
- Nie mam pojęcia, ale jedyną rzeczą o jakiej teraz marzę, jest pójście spać.
Dotarłyśmy do domu po zmroku, paliło się tylko kilka świateł. W pokoju Zayna, Louisa, w kuchni.  Weszłyśmy do środka wpuszczając odrobinę zimnego powietrza. Schowałam buty i kurtkę do szafy i skierowałam się do pokoju Louisa, jak się spodziewałyśmy, na dywanie siedziała Ula z Kingą i pokazywały sobie swoje sukienki.
-NIE WCHODZIĆ!- usłyszałam krzyk Kingi.
-Spokojnie, to tylko my. - powiedziałam szeptem.
- Wchodźcie szybko i zamykajcie drzwi. Chłopcy oglądają na dole mecz i mamy trochę czasu na przymiarki sukienek.

Godzinę później leżałam już w łóżku. Zgasiłam światło i wsłuchiwałam się w ciszę, wiatr wiejący po drugiej stronie wielkiego okna. Moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, ale obraz był rozmyty. Przez mrok i łzy. Podświadomie czekałam na Nialla, ale nie miałam zdradzać zdradzać, że jeszcze nie śpię. Nie miałam najmniejszej ochoty z nim rozmawiać i nawet nie mam pojęcia dlaczego. Podejrzewam, że kłócili się dzisiaj o mnie i to mnie przybija. To jedyna sytuacja w moim życiu, kiedy jestem tak totalnie bezstronna, że to aż boli.
Czułam ciepło na stopach przez czarne zakolanówki. Zwiewne spodenki i luźny T- shirt gwarantowały komfort, jednak coś było nie tak. Wierciłam się z boku na bok, kiedy nagle usłyszałam kroki na schodach. Znieruchomiałam i wpatrywałam się w drzwi. Po chwili uchyliły się wpuszczając do środka smugę światła. Zobaczyłam w niej mojego blondyna. Wszedł prawie bezgłośnie. Skierował wzrok na mnie, ale byłam pewna, że w ciemności widzi tylko ciemniejszą plamę na łóżku.
Zostawił uchylone drzwi, aby cokolwiek widzieć bez zaświecania przyłóżkowej lampki. Stanął tyłem do łóżka i zdjął z siebie koszulkę. Jego mięśnie malowały się cieniami na plecach. Delikatnie zsunął z siebie lekko dopasowane grafitowe dresy. Zamknął drzwi i na palcach przeszedł do łazienki. Słyszałam szum wody w prysznicu, a kiedy wszedł znowu do sypialni miał na sobie inne dresy. Na chwilę straciłam go z oczu. Obszedł łóżko na około, a ja nie chciałam się ruszać. Wszedł pod kołdrę i zaraz poczułam jego nogi wplątujące się między moje. Objął mnie w talii i przyciągnął bardzo delikatnie do siebie. Na moim karku zostawił kilka kropel wody ze swoich wilgotnych włosów. Usłyszałam tylko ciche ,Kocham Cię' i pomyślałam, że to najsłodsze na świecie. Kiedy teoretycznie wie, że tego nie usłyszę, ale mimo to, powtarza to nawet wtedy.

*** Ewka ***
Rozkoszowałam się zapachem pomarańczy i mango wcierając szampon we włosy. Szum wody odstresowywał mnie po dzisiejszym dniu i pozwolił oderwać się od rzeczywistości. Podłożyłam włosy pod gorący strumień i czekałam aż piana sama zniknie. Na ręce wycisnęłam trochę żelu pod prysznic i roztarłam go w dłoniach. Zaczęłam zakrywać każdy centymetr mojego ciała białym puchem. Opłukałam dłonie i w tym samym momencie usłyszałam dziwny odgłos. Wyłączyłam wodę i stanęłam w bezruchu. Szczęk otwieranych drzwi.
-Halo?
Zero odpowiedzi, ciche kroki.
-Vicki?
Nadal nic.
-ZAYN!
-Trafiłaś skarbie.- zaśmiał się.
Wychyliłam się zza zasłonki prysznicowej. Stał dumny z siebie w opuszczonych lekko dresach i koszulce na ramiączkach, wracał z dołu. Razem z Liamem był w siłowni.
-Głąbie! Wiesz jak mnie przestraszyłeś? Po za tym, co ty do cholery robisz w łazience, kiedy ja tu jestem?
-Siku mi się chce.
-Gamoń.- skwitowałam i wróciłam do poprzedniej czynności.
Znów włączyłam wodę ustawiając idealną temperaturę na wyświetlaczu. Spłukałam z siebie pianę i stałam bezczynnie pod rozkoszującą fontanną ciepła. Usłyszałam pukanie w zasłonkę.
-O co chodzi tym razem?- pytam zdenerwowana.
Nie lubiłam kiedy Zayn nie szanował mojej prywatności. Dla niego normalne było wspólne mycie się, korzystanie z toalety w tym samym momencie. Twierdził, ze jeśli byliśmy już ze sobą blisko, to to nie jest nic wielkiego. ale ja czułam się skrępowana.
-Znajdzie się tam dla mnie trochę miejsca?
-NIE!
- No weź, proszę.
Wychyliłam głowę zza materiału. 
Stał już bez dresów, w samych bokserkach i koszulce z wielkim uśmiechem na twarzy. Chwyciłam go za koszulkę i wciągnęłam pod prysznic. Od razu przycisnęłam go do ściany jednocześnie zmuszając do stania w samym centrum strumienia wody. Przycisnęłam swoje usta do jego i poczułam jak woda wdziera się do moich oczu i ust. Chwycił mnie w talii i przysunął do siebie zjeżdżając dłońmi na pośladki. Zdjęłam z niego jego T- shirt, który już był przemoczony do suchej nitki. Założyłam go na siebie. Sięgał mi do połowy ud.
-Miłej kąpieli.- powiedziałam.
Śmieją się wyszłam spod prysznica.
-Ej! Przechytrzyłaś mnie! Znowu!
-Kocham Cię!
Krzyknęłam i już mnie tam nie było. Przeszłam do części z umywalką i umyłam zęby. Chwilę później koło moich nóg wylądowały mokre bokserki mojego chłopaka.



*** Vicki następnego dnia ***
Ewka zapinała moją sukienkę. W domu panowała napięta atmosfera. Większość gości była już na dole, a chłopcy witali coraz to nowych. My przygotowywałyśmy się już od godziny i efekty były naprawdę zadowalające. Ula już kończyła kręcić swoje włosy, ja wsunęłam stopy w czarne matowe szpilki i każda z nas była już gotowa. 
Sukienka Uli:

Ewki: 
Kingi:



Moja:


Zeszłam na dół potykając się o ostatni stopień schodów. Wylądowałam płasko na nogach podtrzymywana przez kogoś z gości.
-No mała, ale wejście smoka.- powiedziała ofiara mojego upadku piskliwym ale melodyjnym głosem.
Ariana Grande.
-J-ja bardzo przepraszam, jestem dzisiaj troszkę rozkojarzona.
-Nie ma sprawy. Ariana- podała mi rękę z idealnymi migdałkowymi pudrowo- różowymi tipsami.
-Victoria. To znaczy Vicki. Jestem...
-Gospodynią wieczoru i dziewczyną Nialla.- przerwała mi.- Tak, wiem, bardzo mi miło wreszcie cię poznać.
-Mnie ciebie również. Znajdę cię jeszcze potem, to porozmawiamy. Teraz wybacz ale muszę powitać resztę gości. Baw się dobrze!
-Na pewno będę! - usłyszałam jej krzyk kiedy już balansowałam wśród ruszających się w rytm muzyki ciał.

 Kiedy Zayn zatrzymał mnie w pół kroku między kuchnią a salonem, wiedziałem, że coś jest nie tak.
- Niall. jesteśmy rodziną- to jeszcze bardziej utwierdziło mnie w tym, ze będzie źle.
- Co jest?
- Nie możesz zrobić tego sobie, Victorii, Harremu. Zachowaj się jak brat. Zrób to co powinieneś, a nie to co chcesz. rozumiesz? Po prostu musisz przezwyciężyć strach, wiesz? Dać wszystkim szansę. Porozmawiajcie z nią. Pomogę ci to zorganizować. Dasz radę.
-Ja... Zayn. Ja chcę to zrobić. Ale nie rozumiesz jak bardzo się boje. Co ona powie, kiedy pozna prawdę? Czuję się zagrożony
.-Łączy was miłość Niall!! Do cholery. Po prostu weź się w garść. Miłość to nie pakt, który można zerwać. To łączy, nie dzieli. To swojego rodzaju obietnica. . Daj jej wybór. Daj jej poznać prawdę. I ulżyj Harremu!
-Masz rację.- powiedziałem szeptem.
-Nie wiem gdzie jest Vicki. Harry czeka w łazience na górze. Miałem mu dać znać czy się udało. Daj mi telefon wyślę jej sms'a.
Podałem mu swojego blacberry.
~, Vicki, musimy porozmawiać. Ja i Harry. Z Tobą. Podczas pokazu sztucznych ogni. O 00 na zewnątrz przy garażu. Kocham Cię. ~Niall'
Byłem gotowy to zrobić, cokolwiek miało się wydarzyć. Stanie się to dzisiaj.

Nogi bolały mnie od chodzenia, tańczenia i zaschło mi w ustach, kiedy poczułam na sobie ręce.... Olly Murs.
-Tęskniłem księżniczko- przywitał się.
-Olly! Jak się bawisz?
-Genialnie. Impreza udana w 100 %.
-Bardzo mi miło.
-Czy możesz mi poświęcić jeden taniec?
-Z miłą chęcią. - odparłam i ruszyliśmy na parkiet. Po jednej piosence na scenę zaproszona została Ariana.
-Chciałabym zadedykować tę piosenkę uroczej łamadze, jednej z gospodyń wieczoru. Vicki to dla ciebie! Break free!
Uwielbiałam tą piosenkę. Tańczyłam podskakując tak wysoko na ile pozwalały mi na to szpilki. Mój telefon zawibrował.  Sms od Nialla.
Przeczytałam i zamarłam. Wiedziałam, że ma to coś wspólnego z ich kłótnią.
Wyszłam na piętro i próbowałam znaleźć którąkolwiek z dziewczyn. Potrzebowałam wsparcia. Pomyślałam, ze najbardziej pomoże mi Ewka, ale znając ją, szalała w jakimś seksownym tańcu z Zaynem lub Adamem Levine, który zaszczycił nas swoją obecnością.Kinga ostatnio widziana była na DJ'ce z Liamem. Szukałam Uli. I trafiłam na nią w łazience.
Pokazałam jej sms'a.
-Musisz iść ze mną. Proszę.
-Nie ma sprawy. Ale doprowadzam cię na miejsce i zostawiam.
-Dzięki, jesteś wielka.
Resztę czasu do północy spędziłyśmy w swoim towarzystwie bo Harry i Louis zniknęli. Prawdopodobnie obsługując bar.

Dochodziła północ. Założyłam na siebie cekinowy płaszcz i czekałam aż Ula zrobi to samo. Śnieg sięgał do kolan, ale ekipa przygotowawcza odśnieżyła 3/4 naszego podwórka.
Większość gości była już na zewnątrz, a reszta wylewała się falami, z kieliszkami w dłoniach.
Chwyciłam Ulę pod rękę i pospieszyłyśmy w stronę garażu. Pozostały dwie minuty.

Szedłem z Niallem i Zaynem. Szedł z nami chyba tylko dlatego, żeby Blondyn nie wpakował mi w ryj i nie uciekł. Był tak zdenerwowany, ze chyba wszystko było możliwe. Wyobrażałem sobie to od dawna. Tą rozmowę. Jak mówię jej prawdę. Jak wie o wszystkim i jak... płacząc tuli się do niego. Do Nialla. I wiecie co było najdziwniejsze? To, ze wywoływało to uśmiech. Widzieć ją szczęśliwą z nim. Ale wolałem nie myśleć o tym co ma się zaraz stać. Nagle podeszły do nas dwie cycate dziewczyny. Dekolt do pępka, sukienki do połowy pośladków. Nie, nie pociągało mnie to . Nie miałem pojęcia kim są, ale miałem świadomość, ze mogły być osobami towarzyszącymi i staraliśmy się być uprzejmi. Zagadały nas. Chciały zdjęcia. Autografy. Przez co odliczanie usłyszeliśmy storąc jeszcze przy nich.
SIEDEM....
SZEŚĆ...
 -Musimy iść. Wybaczcie nam.

PIĘĆ...
-Gdzie oni do cholery są?- krzyknęłam do Uli, aby usłyszała mnie wśród okrzyku tłumu.
-Nie martw się.
CZTERY...

TRZY...
Zaczęliśmy biec. Nie chciałem spędzić nowego roku bez mojej dziewczyny.
DWA...
_Jeszcze kilkanaście metrów. Czemu jest tak cholernie ciemno?

JEDEN...!
Zobaczyłam błysk świateł, usłyszałam okrzyki, życzenia, telefony, dźwięk otwieranego szampana i wielki huk setek fajerwerków. Spojrzałam w niebo. Pomyślałam o Niallu. I Harrym.
I właśnie wtedy moją Głowę przeszył tak niemożliwy ból, ze nie wiedziałam jak głośno krzyczeć aby się go pozbyć.
-Ula... wyszeptałam.
I była to ostatnia rzecz przed tym, zanim osunęłam się na ziemię.

Dobiegliśmy na miejsce. Było niesamowicie głośno. Ale Vicki nie było w umówionym miejscu. Poczułem ulgę, ale zaraz potem zdenerwowanie. Dobiegła do nas Ewka i Kinga.
-Hej, chłopaki. Nie widzieliście dziewczyn? Nie złożyłam im jeszcze życzeń i ...
-Nie są z Wami?  My byliśmy tutaj umówieni i nie wiem co się stało. Nie ma ich.
Chwyciłem telefon i wykręciłem numer do Vicki.
Nic.
Louis dzwonił do Uli.
Poczta głosowa.
Zayn ruszył w stronę podestu i powiedział do mikrofonu.
-Proszę, aby Vicki i Ula  podeszła do podestu. Jeśli ktoś je widział, proszę im to przekazać.
Usłyszałem, jak jakiś samochód odjeżdża z piskiem opon, a zaraz potem podszedł do nas zdenerwowany ochroniarz.
-Prosze pana. Prosze za mną. Mamy problem.
Pobiegliśmy wszyscy do wejścia.
-Te dwie kobiety nie są na liście gości, nie wiemy którędy weszły. Nie chcą nic powiedzieć. Poza gałązką przekleństw, nie wiemy jak się nazywają. 
Poszedłem we wskazaną stronę i zobaczyłem te dwie zatrzymujące nas dziewczyny.
Cholera, coś jest nie tak!
-Kurwa- usłysząłem Harrego.
Musimy jak najszybciej znaleźć dziewczyny.
-ZAYN!- krzyknąłem- są już?
-Nikt ich nie widział.
Wśród ludzi zapanował popłoch. Zaczęli szukać dziewczyn. A Liam poleciał sprawdzić pokoje na górze.
Chwyciłem za latarkę i razem z Ewką poszliśmy w stronę garażu, aby jeszcze raz sprawdzić, czy ich tam nie ma. Po drodze wyraźnie widziałem ślady na śniegu. Nasze. I dwie pary innych, dziwnych. Ślady butów na obcasie.
Poszliśmy dalej i kiedy zobaczyłem to, o czym nawet mi się nie śniło, Ewka stała już tam jak wryta.
-N- Niall...  powiedziała prawie bezgłośnie. ZAYN!- krzyknęła.
Chłopcy przybiegli w mgnieniu oka.
-To jest krew! To plama krwi!- panikowała Kinga.
-Niall, spokojnie, Harry.
-Nie ma ich- krzyknął zdyszany Liam zbiegając ze schodów. Nikt ich nie widział.
Podbiegł do nas nieco grubawy ochroniarz. Mimo minusowej temperatury  pot ściekał mu z czoła.
-W torebce jednej z tych kobiet znaleziono broń!
W tym momencie kolana ugięły się pode mną i wszystko zaczęło wirować. Podparłem się o Ewkę.
Louis stał i płakał. Tak po prostu płakał. Uli też nigdzie nie było.
-Powiedz gościom, ze impreza skończona, tym co mieli zostać na noc, zaproponuj coś do jedzenia i zapewnij nocleg. Sypialnie od 1-6 są wolne. Dopłacimy Wam do wynagrodzenia- mówił Zayn ze śmiertelną powagą.
Zniknęła Ula.
Zniknęła Vicki.
Zniknęły nasze dziewczyny.














poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 76♥♥

 No to... wesołych Świąt :D 
Hahahahhahahaha ^^
Przepraszam, że tak długo, ale wiecie, wakacje... okazało się, że tam gdzie byłam nie ma internetu, więc stąd ta długa przerwa <3 
-----------------------
-Mamo, naprawdę bardzo mi przykro. To nie moja wina ale teraz czuję się okropnie.-tłumaczyłam.
-Kochanie, nie obwiniaj się. Zobaczymy się zaraz po nowym roku, pamiętasz?
-Ale...
-Nie ma żadnego ,ale' kochanie. Kocham cię najbardziej na świecie i ...
-Ej, a co ze mną? Ja tu umieram z tęsknoty!- usłyszałam głos Dawida.
-Przestań dobijać siostrę i umyj się z tej mąki!
-Pozdrów go mamo. Wesołych świąt. Kocham was.
-Pa córeczko. Wesołych świąt.
Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy kiedy się rozłączyłam. Na zewnątrz było przeraźliwie zimno, z moich ust wydobywała się para przy każdym uspokajającym oddechu. Stałam w ciemności przy murach lotniska, reszta czekała z walizkami, aż podjedzie po nas samochód. To będą złe święta w bardzo napiętej atmosferze.
Nagle koło mnie pojawiła się jedyna osoba, której nie chciałam teraz oglądać. Szybko otarłam twarz z kropli słonych łez.
-Widziałem-odezwał się szeptem.-Wszystko w porządku?
-Naprawdę nie mam ochoty o tym z tobą rozmawiać.
-Vicki, co jest?-dotknął dłonią mojego policzka na co zadrżałam. 
-Jesteś kłamcą, Hazz. O to chodzi. Jesteś perfidnym kłamcą.
Znowu puściły mi nerwy i moje wargi zaczęły się trząść.
-Victoria, o czym ty mówisz?-chłopak przytulił mnie mocno do siebie.
Próbowałam się wyrwać nie robiąc przy tym zbyt wielkiego zamieszania. Ale on trzymał mnie w żelaznym uścisku. Nie było mowy. Moje łzy kapały na jego zimowy płaszcz. Podniosłam wzrok, żeby spojrzeć zapłakanym wzrokiem w jego idealne oczy. Na rzęsach osadziło się kilka płatków drobnego śniegu. Podniosłam rękę, żeby je zdjąć ale zatrzymałam się w połowie ruchu.
-Chciałaś mnie uderzyć?-zapytał z rozbawieniem.
-Nie.-wysyczałam.
Wbiłam wzrok w zaśnieżoną ulicę.
Próbował podnieść mój podbródek ale na to nie pozwoliłam.
-Zostaw. Powiedziałeś, że z Lexi skończone. Tym czasem chodzicie sobie za rączkę po naszym podjeździe.
-Co?-powiedział za głośno. - Czekaj, nie nie, pozwól mi wyjaśnić.
Opuścił ręce zwalniając mnie tym samym z uścisku.
-Nie mam zamiaru. I dziękuję za prezent.-powiedziałam ze złością.
Wyminęłam chłopaka i weszłam prosto do nadjeżdżającego samochodu. Za mną wsiadł Niall obejmując mnie w pasie. Oddzielił mnie od Harrego.
W drodze do domu dostałam sms'a.
 ~Harry <3 ~Daj mi wyjaśnić. Porozmawiajmy.
Odpisałam jednym słowem.
~Do: Harry <3 ~Dzieciak. 
 Zdenerwowany schował telefon do kieszeni obcisłych spodni, potrząsnął głową i odwrócił głowę w stronę okna. Zaraz po tym nieświadomy niczego Niall pocałował mnie w czoło. Przez resztę drogi nie zwracałam uwagi na bruneta.

Dojechaliśmy do domu koło 12 i od razu zabraliśmy się za świąteczne przygotowania. Obiecałyśmy chłopakom, że odłożymy pod choinkę wszystkie prezenty i odpakujemy je jutro, w wigilijny wieczór, wszyscy razem. Niall i Zayn poszli odśnieżać cały podjazd, Liam i Louis zajęli się sprzątaniem a Harry zniknął w swoim pokoju. Nie miałam mu tego za złe. Dzisiejszego dnia nie chciałam go mieć przed oczami.
Przebrałyśmy się w rurki, długie T-shirty i bluzy. Nałożyłyśmy na siebie zimowe kurtki i postanowiłyśmy wybrać się na duże, świąteczne zakupy. Zaczęłyśmy od babskiego shoppingu w centrum handlowym. Postanowiłyśmy, że każda z nas kupi sobie dzisiaj sukienkę specjalnie na święta. Zaczęłyśmy od butiku San France, w którym ceny nie schodziły poniżej trzech miejsc na metce. Mimo tego nic nam się nie spodobało. Przy alejce handlowej zauważyłyśmy sklep z kreacjami najpopularniejszych projektantów. Weszłyśmy do niego niepewnie, żeby chwilę później poczuć się jak w raju. Na wieszakach już zaczynały pojawiać się sylwestrowe kreacje z piórami i brokatem. Podeszłyśmy jednak do półki z ubraniami wizytowymi i wzięłyśmy każda po trzy najładniejsze według niej sukienki. Szczęśliwym trafem miałyśmy taki wybór, że ubrania się nie powtarzały. Po spędzeniu 1,5 godziny w przebieralni zdecydowałyśmy się każda na swoją jedyną sukienkę. Każda wybrała coś w stonowanych kolorach, pełnych elegancji.
Następnie udałyśmy się do sklepu Charming żeby dobrać dodatki. Błyszczące szpilki będące mocnym elementem garderoby i małe kopertówki. Kiedy skończyłyśmy swoje zakupy było koło 14, więc szybko zebrałyśmy się do samochodu i pojechałyśmy do sklepu spożywczego.
Kupiłyśmy milion różnych składników na sałatki, dania i ciasta.
Z 7 pełnymi siatkami opuściłyśmy budynek i załadowałyśmy wszystko do bagażnika. Po 10 minutach byłyśmy już w domu.
Kiedy weszłyśmy do środka wszędzie panował hałas i huk. Chłopcy latali z mokrymi szmatkami i rzucali w siebie. Niall i Liam byli już bez koszulek, które całe w pianie leżały na płytkach w kuchni. Wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem, kiedy każdy z chłopaków oprócz Harrego, który zszedł na dół podszedł do nas, ubrudził pianą po włosach i dał buziaka w usta po czym wziął od nas siatkę i zaniósł ją na blat do kuchni.
Wszystkie pokoje błyszczały, oczywiście oprócz hallu i kuchni, w których odbyła się ta bitwa na wodę i Bóg wie na co jeszcze.
Chłopcy nic sobie z tego nie robiąc zaczęli rozpakowywać zakupy do szafek nadal chodząc bez koszulek.
-Chłopaki-zaczął nagle Harry.- Mogę was prosić na górę? Mam dużą sprawę.
-Em...-zaczął Liam
-Jasne. Chłopaki idziemy.-dokończył Zayn.
-Moje panie...-zaśmiał się Louis kłniając się i powoli w ukłonie wychodząc z kuchni.
Miałyśmy teraz cały dół dla siebie. Nie wiedziałam na jak długo.

Chwilę później każda z nas miała na głowie bandamkę, spięte włosy, leginsy i starą koszulkę. Rozsypana mąka leżała na całym blacie, Ewka raz za razem rozbijała jajka i dodawała je do mąki. Ula próbowała uruchomić mikser. Ja szukałam w pudełku drożdży, a Kinga obierała owoce. Postanowiłyśmy zrobić ciasto. A tak właściwie to kilka. Razem z Ewką stwierdziłyśmy, że sernik nie jest tutaj tak popularny, więc chciałyśmy pokazać polski domowy smak chłopakom. Kinga wpadła na pomysł z tiramisu, a Ula zaproponowała ciasto z dużą ilością czekolady. Miałyśmy też tutaj trochę mrożonych truskawek i borówek, więc postanowiłyśmy dodać też do menu ciasto z owocami i galaretką. Takim sposobem każda z nas zajęła się osobnym ciastem. Mnie przypadł tort czekoladowy, bo nikt nie potrafił zrobić odpowiedniej masy więc... czas brać się do roboty.

*** Chłopcy ***
-Słuchajcie.-zaczął Harry.-Miałem teraz trochę czasu i myślę.... że mamy nową piosenkę.
-Ooo, nieźle. Pokaż-wyciągnął rękę Zayn. 
Lokowaty podał dużą kartkę papieru w jego dłonie. 
-Możemy spokojnie zagrać ją tu i teraz. Potrzebna nam będzie gitara Nialla, Pianino, myślę, że Lou i Liam dadzą radę. Może jakieś perkusyjne. I Zayn doda trochę efektów. Nagramy to w studio i mam jeszcze inny pomysł. Ale może najpierw zacznijmy od tego, że wam to zaśpiewam. 

Nagrywaliśmy cały dzień, ciężko było skomponować całą muzykę. Zaczynam teraz bardziej doceniać naszych specjalistów od audio i podkładów. Około 3 godzin zajęło nam samo nagranie pełnego podkładu ale udało się najlepiej jak mogło. Tą piosenkę zrobiliśmy całkowicie sami. A Harry ma genialny pomysł. Nigdy w życiu nie wpadłbym na to. Kiedy w końcu wyszliśmy ze studia w domu panowała ciemność i cisza. Dziewczyny pewnie dawno już śpią. Zeszliśmy na dół wodzeni zapachem pieczonego ciasta. Zaświeciłem światło w kuchni i zaśmiałem się na ten widok. Nasze dziewczyny siedziały na podłodze, całe w mące i próbowały doprowadzić podłogę do pierwotnego stanu. widać, ze odbyła się tutaj walka na jedzenie. Na stoliku leżało już kilka gotowych dań i słodkich wypieków. Podszedłem do Ewki i pomogłem jej wstać z podłogi.
-Zostawcie to, my się tym zajmiemy, a teraz do łóżek!- znowu odezwał się Daddy w naszym Liamie. 
Każda dziewczyna dała buziaka swojemu chłopakowi i wszystkie wyszły na górę. 
Chwilę później zadzwonił moj telefon. Ewka.
:Tak kochanie? 
: Chciałam Wam tylko powiedzieć, że macie nie tykać ciasta. Bo zabijemy. Kocham Cię. I chodź tu jak najszybciej bo łóżko stygnie. 
Rozłączyła się. 
Zaniosłem się głośnym śmiechem. 
-Ewka nie pozwoliła nam jeść ciasta. 
-Kuźwa!-krzyknął Niall, który właśnie przygotowywał sobie talerz na czekoladowy tort. 
Roześmiałem się jeszcze głośniej. 
-To co, ja zadzwonię do Paula i spróbuję zrealizować ten nasz plan. Już podesłaliście mu demo, tak?-zapytał Harry. 
-Tak, już ma wszystko na mailu wytwórni. I postaraj się Harry, to dla niej najlepszy prezent. 


Siedziałam na zimnej podłodze oparta o wannę. Wdychałam jego perfumy i z każdym wydechem zanosiłam się płaczem. Wilgotne włosy zostawiały mokre strużki na koszulce Harrego, a ja rozpaczliwie, bez celu próbowałam je wytrzeć, tym samym rozcierając je na jeszcze większej powierzchni. Wstałam i podparłam się o białą umywalkę. Zakręciło mi się w głowie kiedy spojrzałam na swoje odbicie lustrzane. To nie ta sama młoda dziewczyna, którą byłam kilka miesięcy wcześniej. Nie potrafiłam zrozumieć samej siebie. Niall był tym, czego chciałam, pragnęłam i potrzebowałam. Ale Harry był tą osobą, o której nie da się nie myśleć mimo upłyniętego czasu. Ewka stwierdziła, że nie potrafię się nim nie przejmować i nie potrafię nie zwracać na niego uwagi. I on ma ze mną tak samo. Może miała racje. Z tego co widzę, na pewno miała rację.
Wzięłam wacik i nalałam na niego kilka kropel wody do demakijażu, zmyłam rozmazany tusz i resztki błyszczyka z ust. Zdjęłam jego koszulkę i wrzuciłam ją do kosza na brudne rzeczy. Założyłam krótkie dresowe spodenki i koszulkę Blondyna. Wysuszyłam włosy, po czym wyszłam z łazienki do sypialni.
W pomieszczeniu panował półmrok spowodowany przez jedną lampkę zapaloną przy naszym łóżku.
W pokoju był już Niall. Stał tyłem do mnie w samych czarnych bokserkach od Dolce & Gabbana. Wpatrywał się w niebo stojąc na wprost przeszklonej ściany. Trzymał dłonie oparte o chude, wyraźne kości biodrowe. Mięśnie jego pleców napinały się i rozluźniały z każdym spokojnym oddechem. Boso, na palcach podeszłam do niego od tyłu, objęłam go krzyżując dłonie na jego wyrzeźbionym brzuchu i pocałowałam w lewą łopatkę. Odchylił się do tyłu łapiąc mnie za biodro i przyciągając do siebie. Zmienił teraz nasze położenie. To on trzymał dłonie na moim brzuchu i opierał podbródek o czubek mojej głowy.
- Dlaczego nie śpisz?- zapytał szeptem.
- Czekałam na ciebie.- uśmiechnęłam się delikatnie.
- To teraz kładź się do łóżka, ja wezmę szybki prysznic i zaraz będę.
Pocałował mnie w usta i wyszedł z pokoju. Nie pamiętam kiedy wrócił bo zmógł mnie głęboki sen.

Kiedy rano otworzyłam oczy i obróciłam się w lewo, Nialla już nie było.
Wstałam i poszłam pod prysznic. Ubrałam się w to i wyszłam z pokoju :


Na korytarzu wpadam na Ulę i Kingę. Po niecałej minucie wyszła do nas zaspana Ewka w piżamie złożonej z szarych obcisłych dresów i koszulki nad pępek.
-O co taka afera?- zapytała ziewając przeciągle.
-Czy u ciebie też nie ma Zayna? -zapytała Kinga.
-Noo... w sumie nie sprawdzałam, wyleciałam na korytarz przez wasze hałasy.
Wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem.
Ewka uchyliła do pokoju i zaglądnęła do niego nawet nie przekraczając progu podnosząc przy tym nogę niczym bocian.
-Nie, nie ma go.- powiedziała z szerokim uśmiechem.- poczekajcie, tylko się ubiorę i pójdziemy na dół.
Weszłyśmy do pokoju jej i Zayna i usiadłyśmy na podłodze. Ja pościeliłam ich łóżko co spotkało się z rozbawionymi spojrzeniami wśród dziewczyn i dołączyłam do nich na podłodze.
Ula była ubrana tak:

Kinga tak:
A kiedy po kilku minutach z łazienki wyszła Ewka, ubrana była w to: 

Razem zeszłyśmy na dół nie wiedząc czego się spodziewać. Panowała prawie całkowita cisza kiedy Ewka zatrzęsła się z zimna. Na jej nogi wstąpiła gęsia skórka. Zeszłyśmy kilka stopni niżej i zobaczyłyśmy najzabawniejszy widok świata. Niall wchodził do środka z górą kartonów na rękach i nawet nas nie zauważył. Za nim do domu przedzierało się mnóstwo śniegu topniejącego zaraz po zetknięciu z kremowym dywanem. Za nim wchodził Liam w dokładnie takiej samej sytuacji, odłożyli pudełka na podłogę i kiedy obrócili się w naszą stronę ze zdziwienia otworzytli usta.
-Czy...-zaczął Liam- one nas właśnie nakryły?
Zanim zdążył odpowiedzieć do przedpokoju wszedł Harry cały obwinięty w kokardy, wstążki i łańcuchy.
-Chłopaki, to mnie przerasta.
Wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Chłopaki, nakryły nas!!- krzyknął głośno Niall.
Do środka wszedł Zayn i Louis. Zdjęli czapki i stanęli koło reszty chłopaków.
-A kuźwa mówiłem, żebyście się tak nie śmiali przy wnoszeniu tego kłującego badyla!- zaczął Zayn.
-Jak nie sraczka to padaczka.- skwitował Louis z udawanym żalem i wszedł do salonu, a my wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem.
-A tak właściwie to co się tutaj dzieje?
-Em... próbowaliśmy ubrać salon, bo w końcu tam będziemy spędzać Wigilię. Potem Zayn wpadł na pomysł z choinką i w sumie tak to wyszło, że nic nam nie wyszło.
-Przepraszam bardzo ale czy ktoś mógłby mnie z tego wyplątać?- poprosił Hazz.
Podeszłam do niego i zaczęłam rozplątywać wszystkie nitki i wstążki.
-Wygląda na to, że będziemy musiały wam pomóc.- podsumowała Kinga.
-Na to wygląda.- powiedział z uśmiechem Liam i pocałował ją w czubek głowy.
Dziewczyny ubrały na siebie kurtki i poszły przenosić resztę ozdób z samochodu. Ewka ze względu na shorty została w środku i planowała miejsce na choinkę, a ja i Niall poszliśmy wszystkim zrobić śniadanie.
Wyciągnęłam pizzę dla mnie i mojego chłopaka i nastawiłam piekarnik. Niall robił jajka na bekonie dla Zayna i Louisa. Dziewczyny chciały zjeść musli z mlekiem i mrożonymi malinami, dla reszty chłopaków zrobiliśmy kanapki z wieloma składnikami.
Zanieśliśmy śniadanie dla wszystkich i wróciliśmy do kuchni, żeby poczekać na naszą pizzę. Usiadłam na blacie i oparłam ręce po obu stronach swojego ciała. Niall podszedł do mnie i usadowił się między moimi nogami, ręce opierając obok moich. Musnął wargami moją brodę.
-Modelka- zaśmiał się- i pizza na śniadanie.
Uśmiechnęłam się szeroko i dałam chłopakowi kuksańca w bok.
-A to za cooo?-krzyczał, ale przerwałam mu pocałunkiem prosto w usta.
-Już mi przeszło.- uśmiechnął się uroczo.
Odwrócił się do mnie tyłem, tak, że przylegałam do jego pleców. Obwinęłam go rękami w pasie i oparłam głowę na czubku jego. Byłam minimalnie wyższa przez to, że siedziałam na blacie, a on stał.
-Jak się czujesz, kiedy jesteś niżej?- zapytałam śmiejąc się i wplatając palce w jego włosy.
-Dałbym aluzję co do naszej sypialni ale mógłbym tego nie przeżyć.
-Też tak myślę- uśmiechnęłam się szeroko i pocałowałam go w usta, kiedy odchylił się do tyłu.

Po zjedzeniu pizzy weszliśmy do salonu, żeby zabrać naczynia, ale Kinga zadeklarowała się, że pozmywa. Razem z Niallem zaczęliśmy pomagać i koło 16 wszystko było już gotowe. Z niedowierzaniem patrzyliśmy na naszą robotę zmęczeni ale szczęśliwi.
 Wszyscy stwierdziliśmy, że pora zacząć się przygotowywać do wieczoru wigilijnego. Niall chwycił mnie za rękę i wyprowadził do hallu. Ubrał na mnie mój płaszcz i owinął szyję bordowym szalikiem. Sam włożył ocieplaną kurtkę i zieloną czapkę a potem otworzył mi drzwi i wyszliśmy z domu.
Objął mnie w talii i ruszyliśmy w stronę parku.
-Obiecuję, że za 30 minut będziemy znowu w domu, żebyś zdążyła się przygotować.
-Aż tak dużo do zrobienia nie mam, ale przydała by się porządna kąpiel.
-Mnie też, po co marnować wodę?- zaśmiał się.
Ja również to zrobiłam i otrzymałam długi namiętny pocałunek. Chłopak naciągnął mi moją czapkę na uszy i chwytając za dłoń pociągnął w dalszą drogę.
-Tak właściwie gdzie idziemy?- zapytałam.
-Chciałem po prostu wybrać się na wigilijny spacer z najpiękniejszą dziewczyną świata. I tak w ogóle chciałem ci coś pokazać.
Zatrzymałam się i popatrzyłam prosto w jego oczy. Śnieg prószył na jego czapkę i topniał po zetknięciu z jego wystającą grzywką. Objął mnie czule nie odwracając wzroku i dmuchnął mi łaskoczącym powietrzem w policzek. Uśmiechnęłam się jak małe dziecko.
-Jesteś taka piękna-wyszeptał nachylając się i łącząc nas w idealnie dopasowanym pocałunku. Jego zimne usta przyniosły ze sobą rozkosz i zachęcały do dalszego próbowania jego malinowych warg. Rozchyliłam lekko swoje, żeby dopuścić go jeszcze bliżej siebie. Nasze języki dotknęły się i poczułam przez pocałunek jego delikatny, chłopięcy uśmiech. Zarzuciłam mu ręce na szyje, a on zacieśnił uścisk wokół moich bioder zjeżdżając powoli na pośladki. Zaśmiałam się cicho. Trwaliśmy tak koło dwóch minut kiedy wreszcie oderwaliśmy się od siebie bez tchu. Wokół było już ciemno, a śnieg zaczął sypać większymi płatkami.
-Jeszcze chwilę i tak bym się zatracił, ze zapomniałbym, ze jesteśmy na środku chodnika.-zaczął sie śmiać z trudem łapiąc oddech.
-Lepiej chodźmy tam gdzie chciałeś, robi się coraz zimniej.
Podałam mu rękę i pociągnął mnie w dalszą drogę.
Kilka minut później skręcił w ciemną, malo ruchliwą uliczkę i zakrył mi oczy dłońmi.
-Spokojnie, złapię cię jeśli się potkniesz. Idź powoli do przodu.
Wtedy odsłonił moje oczy a ja zmrużyłam je z nagłego przypływu światła. Zamrugałam kilka razy i zdałam sobie sprawę co mnie otacza. Stałam pod srebrną girlandą światełek choinkowych w małej białej altanie. Wszystkie drzewa rosnące w równym rządku przystrojone były tymi samymi światełkami. Cały park wydałam tętnić życiem, mimo, ze nie było w nim żywego ducha.
-O matko, jak tu pięknie!- prawie krzyknęłam.
-Przychodzę tutaj często przed świętami, zanim pojadę do rodziny. Teraz nie jadę, więc chciałem zabrać tutaj tą część mnie, którą mogę zabrać. I ty jesteś tą częścią mnie.
-Jest pięknie, dziękuję.
-A teraz lepiej już wracajmy, robi się późno.

Do domu dotarliśmy 10 minut później i wszyscy byli już na górze. Wzięłam przygotowaną wcześniej sukienkę i szpilki i poszłam do łazienki. Niall postanowił skorzystać z łazienki w korytarzu, żeby uniknąć czekania na wolne miejsce.
Weszłam pod prysznic i dokładnie umyłam swoje ciało. Nałożyłam potem balsam winogronowy i odczekałam 3 minuty, żeby się wchłonął. potem wytarłam włosy ręcznikiem i starannie je rozczesałam. Suszyłam je suszarką na największej temperaturze, żeby szybciej pozbyć się wilgoci. Następnie nałożyłam na siebie niedawno kupioną sukienkę i z lekkim trudem ją zapięłam. Potem spryskałam włosy spray'em ochronnym i podłączyłam lokówkę. Kika minut później na moje ramiona spadały idealne kaskady loków. Spryskałam je lakierem do włosów i zabrałam się za wieczorowy makijaż. Ku mojemu zdziwieniu nie zabrał mi tak dużo czasu. Włośyłam na nogi szpilki i spryskałam się perfumami od Marc'a Jacobsa.
Wyszłam na korytarz ubrana w to:
Zapukałam do drzwi dziewczyn. Chwilę później na korytarz wyszła Ewka ubrana w to:

I Kinga ubrana w to:
-Gdzie jest Ula?- zapytałam.
-Chyba w pokoju.
Zapukałam jeszcze raz do drzwi.
-PROSZE!- usłyszałam w odpowiedzi.
-Czy ktoś mógłby mi pomóc z tym kijowym zamkiem?- zapytała Ula czerwona z wysiłku i zdenerwowania.
Zapięłam zamek jej sukienki:
-Wyglądamy pięknie- zaśmiała się Ewka.
-Zgadzam się. 
-I my też.-dodały Ula i Kinga w jednym momencie. 
Powoli zeszłyśmy na dół roztaczając po schodach głuchy stuk obcasów. Kiedy weszłyśmy do salonu na naszych ustach zagościł wielki, radosny uśmiech. 
-CHOPCY!- krzyknęłam.- najpierw życzenia, potem prezenty!
Wtedy grupka podniosła na nas wzrok i stanęli jak wryci. Niektórzy najnormalniej w świecie otworzyli usta z zachwytu a ja nie mogłam się powstrzymać i parsknęłam śmiechem.
Podeszłyśmy do nich i zaczęliśmy składać sobie życzenia. W tym momencie każda z nas dostała sms'a od naszej agentki Victoria's Secret. Okazało się, że jest to wiadomość multimedialna. 

Nadawca: Victoria's Secret
Temat: Ktoś tu ma nową garderobę! <3 
Wesołych Świąt dziewczęta. 
 
Zaczęłyśmy piszczeć jak szalone i pokazałyśmy zdjęcia chłopakom.
-Czas na nasze prezenty.
Zaczęliśmy rozpakowywać paczki i paczuszki. Po kilkunastu minutach podziękowań nasze prezenty przekraczały najśmielsze oczekiwania i każdy z nas miał wielki uśmiech na twarzy. W kulturze Anglii podarunki na święta miały naprawdę duże znaczenie, więc nie powinno nikogo dziwić, że chłopcy chcieli zacząć od nich. Od chłopaków dostałyśmy to:
 Ewka:                                                             













Ula:
 













Kinga:















Ja:














Dodatkowo każda z nas dostała najnowszy model czarnego IPhona.
-Chłopcy, mówiłyśmy, że nie chcemy takich drogich prezentów.- narzekała Kinga.
-A my mówiliśmy wam, ze możemy sobie na to pozwolić.- odparł Liam i pocałował dziewczynę w czoło.
-Vicki..-zaczął Niall.- mozesz na chwilkę iść ze mną na górę?- poprosił.
-Jasne-uśmiechnęłam się, chwyciłam jego dłoń, wstałam z podłogi i ruszyłam schodami na górę. Prowadził nas prosto do naszej sypialni.Na łóżku czekało czarne pudełko, którego wcześniej tu nie zauważyłam. Zachęcająco wskazał na nie głową i uśmiechnął się.
Podeszłam bliżej i delikatnie pociągnęłam za wstążkę rozwiązując niestaranną kokardkę.Zsunęłam czarne wieczko i moim oczom ukazał się mój wymarzony prezent.
-Skąd wiedziałeś?!- krzyknęłam rzucając mu się na szyję.
Oderwał mnie od ziemi i obkręcił w kółko.
-Zostawiłaś kiedyś otwartą stronę na swoim laptopie, a ja potrzebowałem z niego skorzystać i tak pomyślałem, że to może być dobry pomysł. Podoba się?
-Jeszcze jak!
Pocałowałam go w usta i rozpromieniona zaczęłam wychodzić z pokoju ciągnąc go za rękę. Zaraz po zamknięciu drzwi przyparł mnie do ściany.
-Mam nadziej,e że już dzisiaj będę miał okazję zobaczyć cię w tym co ci kupiłem.-zaśmiał się- kocham cię Vicki.
-Ja ciebie też kochanie.
Razem zeszliśmy na dół.
Harry stał z pilotem w ręce i rozmawiał przez telefon.
-Okej, teraz.-powiedział i rozłączył się.
-Vicki, to jest nasz wspólny prezent dla ciebie.- odezwał się Hazz.
-Tak w sumie to był pomysł Harrego.- wtrącił się Zayn.
Harry nacisnął przycisk włączający telewizor. Na ekranie wyświetliła się emisja z kanału muzycznego.

~ Jedna płyta, dwóch wykonawców. One Direction swoim własnym nazwiskiem i nowym singlem promują debiutancką piosenkę tej młodej artystki. Little Things w jednym pakiecie z Victoria's Secret naszej uroczej wschodzącej gwiazdy.
Do zakupu w wybranych sklepach muzycznych oraz na oficjalnej stronie internetowej naszej telewizji.

-Czy... t-to...
-Tak Vicki, właśnie wydałaś swój pierwszy singiel.- zaśmiał się Louis.
-Harry wpadł na genialny pomysł. Nagraliśmy singiel i promujemy twoją płytę.
Popatrzyłam prosto w zielone tęczówki Harrego i wyszeptałam ciche dziękuję. Poczułam jak nogi się pode mna ugięły, kiedy wszyscy zaczęli bić brawo.
-------------------------------------------------
Jeeeej!
Nareszcie uporałam się z tym rozdziałem.
Mam nadzieję, że nie opuściliście mnie przez ten czas.
Liczę teraz na szybkie komentowanie bo teraz głównie komentarze napędzają tego bloga i jednocześnie pchają go ku końcowi.
Chciałam was przygotować, że w następnym rozdziale stanie się coś zupełnie nieoczekiwanego, więc zachęcam do pozostania z naszym opowiadaniem.
Bardzo Wam dziękuję za wszystko co robicie dla mnie i dla tego bloga. Jestem Wam niezmiernie za wszystko wdzięczna.
Kocham Was <3
Życzę miłych wakacji!
Liriwiki <3333 

niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział 75♥♥

Wiem, że dziwnie Wam to czytać, mamy niezgodność czasu i na blogu zima ale może wspomnienia o świętach i śniegu dobrze Wam zrobią? :D
Mimo wszystko zapraszam do czytania <3 
-----------------------------------
Czytałam książkę oparta o miękkie poduszki. Było prawie południe ale na zewnątrz panowała ciemność. Nadszedł grudzień i jedynym ciepłym miejscem było nasze wspólne mieszkanie. Mój świat zaczynał się na Niallu i na nim też kończył. Poukładałam myśli w swojej głowie i skierowałam uwagę na to co od życia dostaję. Był nim ten idealny blondyn oddychający miarowo koło mnie. Leżał na brzuchu, do pasa przykryty kołdrą. Nie miał na sobie koszulki. Jego rozjaśniane włosy w nieładzie okalały jego czoło. Wpatrywałam się w niego, kiedy niespodziewanie popatrzyły na mnie niezwykle błękitne oczy. Z wrażenia głośno wciągnęłam powietrze. Niall dźwignął się na rękach i pocałował mnie w usta. 
-Mogłaś mnie obudzić, kochanie.-powiedział przeciągając się i opierając się o nagłówek obok mnie. 
-Wiesz, że lubię patrzeć jak śpisz.
-Ale ja nie mogę wtedy widzieć ciebie.-odparł i wyciągnął książkę z mojej dłoni. 
-Eeej! Nie zaznaczyłam strony!
-117-zaśmiał się i odłożył książkę na stolik obok łóżka.
Leżeliśmy koło siebie, wpatrzeni w swoje oczy. Może dla niektórych byłoby to krępujące, ale to właśnie jest prawdziwe uczucie. Nie, kiedy uwielbiasz z kimś rozmawiać, ale wtedy, kiedy potrafisz z kimś milczeć. I to milczenie nie miało w sobie napięcia.
Przeczesałam palcami jego włosy przykrywające czoło.
-Muszę coś z nimi zrobić-zaczął- nie chcą się układać. Czuję się jak narzekająca kobieta.
-Ej! Ja nie narzekam!
-Właśnie to robisz skarbie.
Chłopak wyszedł na chwilkę do naszej łazienki i wrócił z tubką żelu do włosów, gumy do stylizacji i lakieru w spray'u.
-Jestem cały twój.-powiedział i ułożył się wygodnie.
-Może najpierw założysz jakąś koszulkę?-poprosiłam- rozpraszasz mnie.
-I o to chodzi.-zaśmiał się zaczepnie.
-Łoś.-zakończyłam wymianę zdań i nałożyłam na dłoń trochę gumy do stylizacji, którą zaraz wtarłam w jego włosy.
-Tylko nie rób ze mnie krasnala, błagam.
-Już nim jesteś.-dogryzłam mu i pocałowałam go w mocno zaciśnięte usta.
Udawał obrażonego, ale przeszło mu po kilku sekundach z naburmuszoną miną.
-Dasz się dzisiaj gdzieś wyciągnąć? -zapytał, kiedy ja kontynuowałam swoją czynność.
-To zależy gdzie. Jeśli chcesz mnie wziąć do lasu i gdzieś tam zakopać, to raczej powiem ,nie' ale..
-Co powiesz na spacer i wspólny podwieczorek w ten piękny dzień? Wiesz, że już jutro lecisz do Polski?
Prawie kompletnie o tym zapomniałam. Już za dwa dni święta, a ja obiecałam rodzicom, że spędzimy je razem.
-Przykro mi, że nie spędzicie z nami świąt. Ty i dziewczyny. Ale rozumiem, że chcecie spędzić trochę czasu z rodziną. Harry i Louis jadą do rodziców, ja nie mogę się zobaczyć z rodzicami, coś im wypadło, wujek trafił do szpitala i nie mogą spędzić świąt w domu. Wiesz, moja rodzina trzyma się razem. Znając ich to będą biesiadowali przy szpitalnym łóżku. A mój brat spędza te święta ze swoją rodziną, wiesz, że jestem wujkiem? Musisz zobaczyć ich malucha. Wpada do nas siostra Zayna. Liam po prostu stwierdził, że ze mną zostanie, a do rodziny pojedzie w kolejny dzień świąt.
Mówił zbyt szybko, żeby myśleć, że wszystko jest okej. Uśmiechał się ale jego oczy się szkliły.
-Niall.-zaczęłam cicho.
-Hymm?-podniósł głowę i popatrzył w moje oczy.
-Przecież możesz jechać ze mną. Spędzić te święta z moją rodziną i ..
-Nie Vicki. Kocham cię najbardziej na świecie, ale wolę zostać tutaj i zająć swoje myśli tęsknotą za tobą niż siedzieć i udawać, że wszystko jest okej, kiedy tak naprawdę nie ma przy mnie najważniejszych osób.
-Rozumiem.
Pociągnęłam go na siebie i wtuliłam się w niego.
-Bardzo dobrze sobie z tym wszystkim radzicie.-wyszeptałam w jego gładką skórę ramion.
-Radzę sobie dzięki tobie. Jesteś dla mnie najważniejsza, wiesz?
Pocałował mnie w szyję i wyszedł do łazienki.
Wrócił już ubrany i uśmiechnięty. Jego nowa fryzura prezentowała się całkiem okazale.
Usiadł na łóżku.
-To co, porywam cię?
-Wybacz misiu, aktualnie jestem tylko w twojej koszulce i ...
-Nie masz na sobie bielizny?!- wypalił.
-NIALL!- skarciłam go.
-No co? Zawsze zapominam czy..
-Jesteś idiotą.
Wstałam z łóżka obciągając jak najniżej jego T-shirt, żeby przykrył mi pośladki i poszłam w stronę łazienki.
Odwróciłam się i zobaczyłam śmiejącego się Nialla.
Wyglądał uroczo.


Napuściłam gorącej wody do wanny i zdjęłam koszulkę. Spięłam włosy w kok i weszłam do wody. Potrzebowałam ciepłej kąpieli w ten mroźny dzień.
Po 20 minutach wyszłam z wanny i otuliłam ciało puszystym ręcznikiem. Długie włosy związałam w warkocz i umyłam zęby. Nałożyłam na suche ciało bieliznę i przygotowane wcześniej ubrania.

Wróciłam do pokoju, gdzie chwilę wcześniej spałam z Niallem. Blondyn siedział na łóżku z porcją lasagne dla mnie i dla niego.
-Postanowiłem na ciebie poczekać.-powiedział i podał mi parujący talerz.
Pocałowałam go w usta i usiadłam koło niego. Zjadłam ciepły posiłek i przypomniałam sobie, że nie mam jeszcze prezentów dla chłopaków.
-Czy podczas naszego spaceru możemy wstąpić do centrum handlowego? Nie mam jeszcze prezentu dla Louisa, Zayna i Kingii.
-Nie ma problemu. I tak chyba jest zbyt zimno, żeby spędzić kilka godzin na zewnątrz.
Chwyciłam torebkę i złapałam rękę chłopaka.
Zeszliśmy na dół i powiedzieliśmy reszcie, że wychodzimy. Było już po 14, a w domu nie było Harrego i Louisa.
-Nie martwcie się. Na pewno nic im nie jest.- uspokajał resztę Niall.
Niall podał mi ocieplaną kurtkę, sam ubrał ocieplaną bejsbolówkę i obwinął mi szyję ciepłym bordowym szalikiem. Włożyłam na stopy niskie kozaki.
Otworzył mi drzwi i wpuścił do środka przeraźliwe zimno i kilka płatków śniegu. Objął mnie w talii i wyszliśmy.

-Kotek!-usłyszałam głos mojego chłopaka.
-Co się stało, Zayn?
-Ja, Kinga i Liam chcemy obejrzeć jakiś film, co ty na to?
-Zaraz do was zejdę.
Ubrałam na nogi dresowe spodnie i spięłam włosy w koka. Narzuciłam na siebie bluzę Zayna i zeszłam na dół.
-Są jakieś chipsy?- zapytała Kinga.
-Coś się znajdzie.-odparł Liam i poszedł do kuchni. Wrócił z kilkoma paczkami chipsów i żelek.
-Co proponujecie?
-Mam ochotę na komedię-odparłam.
-Jestem za.-poparł mnie mój chłopak i objął ręką w biodrach.
Włożyliśmy płytę filmu ,Last Vegas' i nacisnęłam play.

Dostałam sms'a od Louisa.
~Będę po Ciebie za 10 min. Ubierz się wygodnie. Muszę kupić prezenty dla dziewczyn. MUSISZ mi pomóc.
Kocham Cię.
Louis.

Weszłam do garderoby i wyciągnęłam jakieś ciepłe ubrania. Zmieniłam dresy na rurki i włożyłam sweter. Zeszłam na dół i powiedziałam reszcie oglądającej film, że wychodzę z Louisem. Nie zadawali pytań. Ubrana tak wyszłam z domu.

Louis stał już pod domem oparty o swoje czarne BMW.
Podeszłam do niego i pocałowałam go w usta.
-To już wiem gdzie tak mi rano zniknąłeś.
-Byłem po prezent dla ciebie. W jego wyborze nie musiałaś mi pomagać.-zaśmiał się i wyciągnął z samochodu bukiet żółtych gerberów.
-Dla najpiękniejszej.
-Dziękuję.-znowu go pocałowałam i wsiadłam do samochodu. Chłopak zamknął za mną drzwi i wsiadł do środka. 

Zadzwonił mój telefon. Harry.
-Stary, potrzebuję twojej pomocy. Chodzi o prezent dla Victorii.
-Nie lepiej poprosić o to jakąś dziewczynę?
-Nie, to nie tego rodzaju pomoc. Chodzi o to, że niedawno w nocy przyniosła mi płytę i tam ona..
-Śpiewała, wiem.
-Ale.... skąd?
-Pomagałem jej to mixować- zaśmiałem się.
-Świetnie. W takim razie będę pod domem za 5 min. Przyjadę nissanem Nick'a. Wyjdź na zewnątrz.
-Okej, do zobaczenia.
Wszedłem do pokoju i powiedziałem wszystkim, ze muszę wyjść. Powiedziałem, że to mała tajemnica i dowiedzą się niedługo. Było mi przykro, że zostawiam Ewkę samą ale nie wiedziałem, czy Harry chce mieszać w to więcej osób. Ubrałem grubą kurtkę i wsunąłem na stopy nowe Nike. Poczekałem chwilę na zewnątrz i zobaczyłem nadjeżdżającego Harrego. Za nim jechało różowe BMW. Zmroziło mnie. Suka. Tutaj.
-Stary, co ona tutaj robi?- zapytałem od razu.
-Zayn, nie wiem, jedzie za mną od 5 minut. Muszę ją spławić.
Dziewczyna wysiadła z samochodu i podeszła do lokowatego.
-Kochanie.-zaczęła.
-Nie jesteśmy już razem.
-Oj, kochanie. Byłam zła. Nie wiedziałam co robię.
-ZOSTAWIŁAŚ MNIE! Bo byłem nieprzytomny. Mogłem zostać w tym szpitalu i z niego nie wyjść. A ty chciałaś mieć czyste konto. Jesteś nikim.
-Harry.-chwyciła go za rękę.

Wyszłam w stronę kuchni, żeby zaparzyć sobie herbatę. Popatrzyłam przez okno i zbiło mnie z nóg. Zayn stał z wściekłą miną. Obok niego stał Harry a za rękę ściskała go kiczowato ubrana blondyna.
Lexi.
Już miałam wyjść i rzucić w nią kilogramową paczka mąki, ale zmieniłam zdanie. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Vicki. Zaczęłam pisać sms'a.

-Niall. A co powiesz na to?-zapytałam i pokazałam mu koszulkę z napisem: Bad but handsome.
-Widzę w tym Zayna.- zaśmiał się.
-Potrzymaj chwilkę.- poprosiłam, kiedy poczułam wibracje w kieszeni spodni.
Wyciągnęłam czarnego blackberry. Sms od: Ewka <33

~Najpierw usiądź i pamiętaj... masz na sobie makijaż. Harry jest pod domem z suką. Trzymają się za rączki. Mówiłaś, że stwierdził, że między nimi wszystko skończone. Zwykły skurw***n. Mam wyjść jej wpierdolić? Czy lepiej jemu? Zayn mi pomoże. Kocham Cię.

Zamurowało mnie. Zaraz potem zmiękły mi kolana i jak najszybciej złapałam się rurki z wieszakami, żeby nie upaść. Przeczytałam wiadomość kilka razy. Całe szczęście Niall przeglądał obok damskie torebki i próbował wybrać coś dla Kingii.

~Let it go.

Odpisałam po chwili i wyłączyłam telefon.
-Chodź Niall. /bierzemy granatową torebkę, Buty dla Louisa, tą koszulkę i czapkę dla Zayna. Dokupię coś jeszcze jutro.
 Doszliśmy do kasy i zapłaciłam za zakupy.
 Kiedy wyszliśmy ze sklepu było już ciemno. Zaczepiły nas fanki ale po krótkiej rozmowie postanowiły dać nam spokój. Niall skrótem zaprowadził mnie do przytulnej kafeterii na rogu i zamówiliśmy sobie po kawie i ciastku. Sala była mała, dobrze oświetlona. Zamiast krzeseł były ustawione przy stolikach małe sofy i fotele. Usiedliśmy na jednej sofie w rogu sali. Zsunęłam ze stóp buty i zdjęłam kurtkę. Zamek w ubraniu Niall'a się zepsuł więc przez kolejne dwie minuty z przerwami na śmiech próbowałam go wydostać z nowo kupionej kurtki. Był cały czerwony z zimna i zdenerwowania.
-Wyobrażałem sobie to bardziej romantycznie, niż spędzenie czasu na wydostawaniu mnie z kurtki. Teraz jestem zdenerwowany, kawa nam wystygła a ty..
-Shhh. Kochanie. Nie wszystko musi być tak jak zaplanowałeś. Nie wszystko musi być idealnie. Wystarczy, ze ty tu jesteś i ja już czuję się jak właściwa osoba we właściwym miejscu.
Uśmiechnęłam się przyjaźnie.
-Dziękuję.
-Kochanie o co chodzi?
-No bo głupio mi o tym mówić ale sam nie mogę uwierzyć, że wreszcie mam. Tak całkowicie.Po prostu jesteś moją dziewczyną. Mogę chodzić z Tobą za rękę. Mogę Cię całować. Nie jesteś z Harrym. Myślałem, że to nigdy się nie stanie ale jednak. Teraz chcę, żeby wszystko było idealnie. Boję się, że jeśli popełnię jakikolwiek błąd to ...
-Każdy popełnia błędy, to wszystko da się wybaczyć.
-Boję się, że nie jestem dla ciebie tak ważny jak kiedyś był on. Że jak zrobię cokolwiek źle, po tym co przeszłaś nie będziesz wyrozumiała i mnie zostawisz.
Moje serce zaczęło kołatać w klatce piersiowej. Nie potrafiłam nic powiedzieć. Zaskoczył mnie. Po prostu objęłam go i wtuliłam twarz w jego granatową bluzę, aby zamaskować szkliste oczy. Był idealny, był moim aniołem. Nie powinnam  myśleć o tym upadłym. Tamten był już przeszłością. Idealną, przystojną, anielską przeszłością.

-Jeszcze jeden sklep a zamiast nóg będę miała płetwy. 
-Ale no zobacz.... nie wiem czy kupić biało-czarne paski czy czarno-białe paski.
-Louis! Po pierwsze te koszulki są TAKIE SAME. Po drugie miałeś kupować prezenty DLA DZIEWCZYN.
-Oj marudzisz, przecież im pożyczę.
-Zdajesz sobie sprawę, że jutro o 5:30 nad ranem musimy wstać, żeby zdążyć na samolot, prawda?
-Która jest?
-21.
-Matko boska. Księżniczko, do kasy i zwijamy się. Dobrze, że mamy samochód. Trzeba się wyspać. Spakowana?
-Jak zawsze. Od wczoraj.
-W takim razie wracajmy do domu.

*** ***
Obudził mnie niepokojący hałas z dołu. Włożyłam na siebie bluzę Nialla i weszłam na schody. 
-Ewka, gamoniu. Ciszej- usłyszałam rozmowę po polsku. 
Wiedziałam, że to dziewczyny. 
Zeszłam niżej i zobaczyłam jak ładują prezenty pod naszą choinkę. 
-Vicki! Śpiąca królewno, pomóż nam. Kingi nie da się dobudzić a ty przyszłaś tak późno, ze nie miałyśmy serca cię nudzić aleee skoro już wstaaaałaś. 
-Dobra, dawać te paczki.
Poszłam po swoje prezenty, które schowałam wieczorem w szafie i dołączyłam je pod pachnące drzewko. 
-Dziewczyny, za godzinę wyjeżdżamy.-zauważyłam patrząc na zegarek, który wskazywał 4:30. 
Postanowiłyśmy przygotować się do wyjazdu. Każda ubrała się w wygodne ciuchy i chwilę potem z walizkami czekałyśmy na chłopaków w kuchni przy herbacie. 
Ula:
Kinga:

Ja:
Ewka:


Kiedy chwilę później wszyscy siedzieliśmy w Vanie atmosfera była napięta. Siedziałam na kolanach Nialla zwinięta w kłębek i wpatrzona w zaparowaną szybę po drugiej stronie. Harrego nie było. Nie przyjechał się z nami pożegnać. 
Dwadzieścia minut później weszliśmy na lotnisko. Śnieg padał tak gęsto, że nie mogliśmy z parkingu dostrzec drzwi wejściowych. Ciągnęłyśmy za sobą walizki z pragnieniem jak najszybszego zjawienia się w środku. Zdjęłam czapkę, kiedy ciepło uderzyło moje policzki. Chłopcy byli zaspani. zwłaszcza Niall. Spał jakieś 4 godziny. Ja jeszcze mniej. 
Poszłyśmy odebrać bilety i rozejrzałyśmy się po strefie bezcłowej.
-Chłopcy, zadzwońcie do nas jutro i powiedzcie jak podobają wam się prezenty. 
-Jakie prezenty?
-Chyba nikt nie sprawdzał choinki, prawda?-zapytała Ewka. 
-Jeszcze niee.... 
-To wytrzymajcie do jutra.
 -Wasze prezenty są w walizkach.-powiedział cicho Louis. Miałyście mieć WOW ale nie chcemy, żeby wyszło, że o was zapomnieliśmy.
Właśnie udawałyśmy się w stronę wejścia na płytę lotniska kiedy usłyszałam jego wołanie. 
-Dziewczyny, chłopaki!
Odwróciłam się i zobaczyłam biegnącego w naszą stronę Harrego. Jego idealne loki przykrywał topniejący już śnieg. Znalazł się blisko nas. 
-Zdążyłem. To dla... ciebie.- mówił sapiąc. 
Podał mi płytę na której widniało moje zdjęcie z sesji zdjęciowej do agencji Victoria's Secret z takim właśnie tytułem.
-Co to jest Harry?
-Twój singiel. Twoja piosenka. Nowa okładka, nazwa, płyta. Twój singiel zostanie wydany. Jutro trafia do sklepów. 
Wmurowało mnie w ziemię. 
CO ON DO CHOLERY ZROBIŁ!?
-UWAGA, UWAGA! Pasażerowie lotu 320 i 321. Lotnisko zostaje zamknięte a loty odwołane na najbliższe dwa dni ze względu na śnieżycę i nadchodzące trudne warunki pogodowe. Bardzo przepraszamy i życzymy wesołych świąt. 
COO? Czy wszystko jest przeciwko mnie ?!
-Muszę zadzwonić do rodziców.-oznajmiła Ewka. 
Wygląda na to, ze święta spędzę w towarzystwie moich przyjaciół, chłopaka i .... byłego chłopaka.
---------------------------------------------
Hahahahhaha, strasznie pokręcony wyszedł ten rozdział. Mam nadzieję, ze jakoś się połapaliście w tym wszystkim :D 
I jak Wam się czyta o śniegu kiedy na zewnątrz.... słońce/ deszcz. zależy gdzie kto jest ;D 
Mam nadzieję, ze mimo wszystko się podoba. 
KOMENTUJCIE bo to teraz główny wskaźnik terminowy dodawania rozdziałów :D 
Dziękuję za ponad 50 000 wejść. Jesteście najlepsi !
Dodatkowo blogger chyba już bardzo chce sie mnie pozbyć i stare i nowo dodawane ankiety nie działają ;c 
Więc zadam to pytanie tutaj. 
PYTANIE: Czy masz zamiar czytać mojego nowego bloga?
Proszę o odp. w kom. oprócz waszych opinii na temat rozdziału <3 
Kocham najmocniej na świecie: 
Liriwiki