poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Dziękuję! ♥♥♥

Myślę, że to słowo jest niewystarczające, na wyrażenie tego, co chcę powiedzieć.
Nie pisałabym właśnie tego posta, gdyby nie Wy. Gdyby nie TY. To właśnie dzięki Wam udało mi się stworzyć coś, z czego teraz jestem naprawdę dumna.
Ta historia nie jest idealna, nie jest też poprawna w każdym calu. Wiele brakuje jej do tego, żeby określić ją mianem bardzo dobrej, jednak nie chodzi o to, żeby wszystko było idealne.
Początki są trudne, przekonałam się już o tym wiele razy, jednak pisanie nigdy nie było mi obce.
Kiedy w Twojej głowie powstaje myśl, żeby przestać chować wszystko do szuflady, trzeba pójść za jej głosem i pokazać to, co ma się do zaoferowania.
Opublikowanie tej historii było jedną z najlepszych decyzji w moim życiu. Nie podejrzewałam, że spotkam się z tak dużym głosem akceptacji i wsparcia z Waszej strony. Z każdym kolejnym rozdziałem wiedziałam, że jesteście ze mną i że mam dla kogo to robić. Wiem, że czasami moje terminy zabijały i również to samo chcieliście zrobić ze mną. Bardzo Was przepraszam, ale jestem tylko człowiekiem. Każdy miewa lepsze i gorsze chwile w życiu.
Przyszedł czas na podziękowania kilku konkretnym osobom. Osobom, które już dobrze znacie, oczywiście poniekąd, poprzez mojego bloga. Ewka, Kinga, Ula... to właśnie one pokazały mi, że wsparcie przyjaciółek potrafi być nieocenione. Potrafiły śmiać się i płakać podczas czytania moich wypocin. Potrafiły też powiedzieć wprost, kiedy coś było słabe, lub kopnąć mnie w tyłek, kiedy już kolejny miesiąc nic nowego się tutaj nie pojawiło. Nawet nie wiecie, jaka jestem Wam wdzięczna za to, że byłyście moim motywatorem i moją wielką inspiracją.
Dziękuję też Wam. Dziękuję każdemu, kto tutaj zajrzał chociaż na chwilę. Każdemu, kto przyczynił się do prawie 75 000 wejść na tego bloga. Najserdeczniejsze podziękowania należą się przede wszystkim tym, którzy właśnie to czytajom. Którzy dotrwali do końca ze mną i moją historią.
Mam ochotę napisać tutaj jeszcze bardzo wiele, ale wiem, że podziękowania są najnudniejszą częścią blogów, więc ze łzami w oczach i pięknymi wspomnieniami będę powoli kończyła.

Czas też na te DOBRE NOWINY <3 
Jeżeli jesteś jedną z tych osób, którym przykro jest rozstawać się z moją twórczością, mam dla Ciebie odrobinę pocieszenia.
Za około dwa tygodnie powstanie tutaj jeszcze jeden, ostatni post informujący o tym, gdzie znajdziecie moje kolejne opowiadanie. Mam masę nowej energii i pomysłów na to, co jeszcze mogę napisać. Jestem przekonana, że ruszymy z kopyta z nowym blogiem, tylko najpierw będę musiała postarać się o kilka rzecz z nim związanym. Ale to już pozostaje na mojej głowie i nie macie o co się martwić.
Liczę na to, że wielu z Was przeniesie się razem ze mną na nowego bloga i pokocha go tak mocno jak ja :)
Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję za przeżyte razem lata i za Wasze oddanie i wsparcie. Będę wspominała Was najmilej jak tylko potrafię.
Jeżeli ktokolwiek z Was ma ochotę coś napisać, lub o coś mnie zapytać, czy tak po prostu wypowiedzieć się jeszcze na temat tego bloga, lub pożegnać osobiście, to serdecznie do tego  zachęcam pod tym postem lub pod każdym innym. Nie usuwam bloga, zostawiam go do dyspozycji Waszej i nowych czytelników. Więc jeśli kogokolwiek najdzie ochota wrócenia do jakiejś części tej historii lub przeczytania jej kolejny raz ( są tacy, NAPRAWDĘ :D <3) to serdecznie do tego zachęcam.
ZAWSZE Wasza,
Liriwiki ♥♥

Epilog ♥♥♥

*** 7 lat później ***

Nigdy nie rozumiałam osób, które mówiły mi, że nikt nie odbierze im wspomnień. Że wspomnienia są dla nich najważniejsze. Uważałam to za coś kompletnie bezsensownego, twierdząc, że dużo lepiej jest żyć teraźniejszością i nie przejmować się tym co było. Jednak poznałam ludzi, którzy zmienili mój punkt widzenia, którzy dali mi takie wspomnienia, za które oddałabym prawie wszystko.
Może właśnie dzięki temu, co przeżyłam i czego doświadczyłam jestem teraz w tym miejscu, jestem kim jestem i wiem, że czuję się niesamowicie szczęśliwa i spełniona.
Od tamtego pamiętnego dnia, kiedy Harry dowiedział się, że będziemy mieli dziecko, zmieniło się prawie wszystko. Na lepsze. Pewnie wszyscy oczekiwali od niego, że porzuci zespół, żeby zająć się swoją narzeczoną i przyszłym potomstwem, jednak nie pozwoliłam mu na to. Byłam przekonana, że sobie poradzimy, niezależnie od tego ile czasu Harry będzie poświęcał na zespół i koncerty. Kochaliśmy się, a chłopcy w stu procentach mnie akceptowali, więc do ostatniej chwili jeździłam z nimi w trasy.
Pamiętam, że decyzja o kontynuowaniu kariery Harrego wcale nie była łatwa. Zaraz po wspólnym jej podjęciu rozpętało się mediowe piekło. Gazety prześcigały się w tworzeniu teorii mówiących o tym, jak to mój narzeczony nie ma zamiaru brać odpowiedzialności za dziecko, że nie zgodził się na wychowywanie go i bardziej skrajne, że po prostu mnie zostawił. Polała się na niego fala krytyki, którą w bardzo szybkim czasie wyprostowaliśmy w wywiadzie na żywo u ELLEN.
W ostateczności ustaliliśmy, że lepiej dla Harrego, dla zespołu i dla nas, jeśli zostanie on z chłopakami, a ja zrezygnuję z pracy w Victoria's Secret. Podczas mojego stanu błogosławionego postanowiłam rozpocząć pracę nad moją debiutancką płytą. Praca ta nie wymagała ode mnie żadnego wysiłku, który mógłby zaszkodzić dziecku w połączeniu z moją anemią. Jednocześnie dawało mi to jakieś zajęcie na czas ciąży. Zajęłam się wtedy pisaniem piosenek, układaniem melodii, w nagrywaniu chciała pomóc mi wytwórnia chłopców, ale ostatecznie to Zayn zajął miejsce głównego producenta muzycznego. Jest w tym naprawdę niezły.
No dobrze, może już czas zdradzić jedną tajemnicę... status narzeczonego jest już nieaktualny. Pobraliśmy się miesiąc po tym, kiedy Harry dowiedział się o dziecku. I wszystko było tak jak zaplanowałam sobie w wieku 13 lat, kiedy poznałam Ewkę.
Pamiętam nasze dziecinne rozmowy o planach ślubnych. Obydwie chciałyśmy mieć piękne suknie godne księżniczek Disneya, mnóstwo gości, piękna sala, wielki parkiet i wspaniała zabawa do rana. Pierwszy taniec, rzut welonem i najpiękniejsze ślubne tradycje. A zaraz później obiecałyśmy sobie, przysięgając na mały palec, że razem weźmiemy ślub. W tym samym dniu, o tej samej godzinie, przy tym samym ołtarzu. Nikt chyba nie spodziewał się, że ta obietnica, złożona przez dwie małe dziewczynki, zostanie dotrzymana.
Wszystko rozpoczęło się bardzo spokojnie i według planu. Cała ekipa pracowała rano nad wyglądem moim i Ewki. Makijaż został nałożony jako pierwszy, ponieważ suknie przy siedzeniu bardzo by się pogniotły. Obydwie postawiłyśmy na coś bardzo delikatnego. Ja miałam cienie w kolorze nude i perły, a Ewka wybrała szarość i biel. Do tego kilka kępek sztucznych rzęs i usta pociągnięte opalizującym błyszczykiem.Włosy Ewki upięte zostały w dużego koka, do którego doczepiono niezwykle długi welon. Moja fryzura składała się z lekko uniesionych włosów z tyłu głowy, upiętych w stylu half up, half down. Luźno opadające kosmyki zamieniły się w małe loczki. Obydwie postanowiłyśmy dodać do naszych stylizacji małe kryształowe diademy, które dostałyśmy w ramach gratulacji od przedstawicieli Victoria's Secret.
Pamiętam jak sukienki wisiały wtedy w pokrowcach, a my z niecierpliwością chciałyśmy zobaczyć jak wyglądamy na wzajem. Podekscytowanie sięgało zenitu, kiedy stelaże od sukienek były już na swoim miejscu, a ostatnią rzeczą pozostało zapięcie zamków.
-Trzy, czte-ry.-powiedziałam, a potem stanęłyśmy przed sobą widząc się w pełnej okazałości po raz pierwszy. Ewka od razu wybuchnęła płaczem.
-Nigdy nie wierzyłam, że to moje marzenie może się spełnić- powiedziała.
A ja pobiegłam, żeby natychmiast ją uściskać Dostałyśmy do rąk identyczne bukieciki i ustawiłyśmy się do zdjęć.... no... prawie ustawiłyśmy, moja piękna płacząca księżniczko.
Ewka:
Ja:

Chwyciłyśmy się za ręce i schodziłyśmy po schodach wynajętego na czas ślubu i wesela budynku. Był to mały domek, w stylu starej willi, z lekko odpadającym i łuszczącym się tynkiem blisko plaży i pomieszczenia, w którym miało odbywać się wesele. Innymi słowy, ten piękny niszczejący domek służył jako pomieszczenia gospodarcze, w których znajdowało się wszystko co potrzebne do sesji i dekoracji ślubu. I oczywiście do ukrycia Panny Młodej... i jak widać, nie jednej.
Nasi narzeczeni jeszcze nigdy nie widzieli naszych sukni, a my ich garniturów. Robiliśmy to tradycyjnie, wybierając kreacje w towarzystwie najlepszych przyjaciół i rodziców. Niestety zarówno mnie jak i Ewce towarzyszyły tylko teściowe, ponieważ nasi rodzice nie mogli dotrzeć na przymiarki i  na ślub. To jedyna smutna rzecz tego dnia ale postanowiłyśmy o tym nie myśleć. To miał być nasz dzień i wszystko zapowiadało się idealnie. Pogoda była taka, jaką sobie zamówiłyśmy. Ludzie już byli pod namiotem, w którym znajdował się plenerowy ślubny ołtarz. Obydwie zgodziłyśmy się na ślub plenerowy, ponieważ taki zawsze wydawał nam się uroczy i bardziej oryginalny. Jednak nadal postawiłyśmy na tradycyjnego księdza i formułę ślubu, tak aby nadal miało to swój niezwykle uroczysty i wyjątkowy charakter.
Słyszałam już mały gwar w pomieszczeniu stworzonym na okoliczność ślubu i od razu moje serce zaczęło bić mocniej. Ani przez sekundę nie miałam wątpliwości co o ślubu. Czy to odpowiedni czas, czy odpowiedni mężczyzna, takie pytania nawet nie zaprzątały mojej głowy. Bo jak nie Harry, to kto? I jak nie teraz, to kiedy? Mój stres wynikał głównie z całej powagi sytuacji, z tego, jak to było ważne dla mojej rodziny, dla mnie, dla Harrego, i dla naszego dziecka... .
Ręce Ewki trzęsły się w moich dłoniach, a ona sama cała dygotała.
 -Czy Ty rozumiesz, że dotrzymałyśmy obietnicy? Że marzenia właśnie się spełniają? Nie mogłam sobie tego lepiej wyobrazić.-powiedziała cicho.
-Nie denerwuj się, to nasz dzień, a kiedy Zayn cię zobaczy, to chyba padnie.
-Lepiej podłóżmy materacy dla naszych przyszłych mężów, Księżniczko.

-Dziewczyny, jesteście gotowe?
Z wejścia wyłoniła się głowa naszej organizatorki ślubnej. Była to nieco starsza elegancka kobieta, z krótko obciętymi włosami, w damskim garniturze od Chanel, w niezwykle drogich okularach korekcyjnych i ze słuchawką w uchu. Trzymała w ręce małą teczkę i wyglądała niezwykle profesjonalnie, zresztą taka właśnie była. Gdyby nie ona, cały ślub byłby jednym wielkim bałaganem.
Skinęłyśmy głową, a ona zniknęła w środku. Po chwili rozmowy ucichły, a my podeszłyśmy bliżej. Biały materiał rozsunął się i naszym oczom ukazał się tata Zayna i ojczym Harrego, którzy w dzisiejszym dniu mieli zastępować naszych ojców. Każdy podał nam ramię, a my dumne i wyprostowane weszłyśmy do namiotu z ich towarzystwie.
Wszystkie oczy skierowane były na nas. W namiocie było jak na razie około 100 gości, ponieważ dalsza rodzina i znajomi mieli dotrzeć dopiero na wesele. Do prowizorycznego ołtarza prowadziła krótka dróżka wysypana piaskiem i płatkami kwiatów. Widok wnętrza zapierał dech w piersiach.
Oczywiście teraz wszystkie krzesła były zajęte, a ja nie potrafiłam pozbyć się suchości w gardle, zdając sobie sprawę, że sto par oczu skierowanych jest w stronę moją i mojej przyjaciółki. Ewka znowu chwyciła mnie za rękę, a ja dodałam jej otuchy ściskając jej dłoń. Zaraz potem zobaczyłam nasze dwie druhny. Ula i Kinga wyglądały ślicznie w specjalnie zaprojektowanych na tę okazję sukienkach. Stały obok siebie i uśmiechały się do nas promiennie.
Dopiero w połowie drogi do ołtarza zobaczyłam wychodzącego zza kolumny Zayna, a zaraz potem Harrego. Zaparło mi dech i jeszcze trudniej było mi przełknąć ślinę. Widziałam stres w ich oczach, kiedy w oczekiwaniu na nas zajęli swoje miejsca. Obydwaj mieli na sobie idealnie skrojone czarne garnitury, białe koszule i skórzane buty. Zayn miał dopasowany czarny, cienki krawat, a Harry muszkę w tym samym kolorze. Włosy Harrego nabrały nieco ładu, przez co wiedziałam, że niedawno musiał być u fryzjera. Zayn również przystrzygł boki i standardowo postawił grzywkę na żelu.
Sekundę później skierowali swoje spojrzenia w naszą stronę, Harry nie odrywał ode mnie wzroku, a jego oczy się zaszkliły. Zobaczyłam, jak podnosi dłoń, aby szybko otrzeć płynącą po policzku łzę, a zaraz potem po jego twarzy przemknął chłopięcy uśmiech. Zayn potarł ręką brodę i patrzył na Ewkę z rozchylonymi ustami. Właśnie takiej reakcji oczekiwałam od mojego przyszłego męża, jeszcze nawet nie myśląc o tym, że mógłby nim być Harry Styles.

-Och, tylko nie rób ze mnie beksy, kochanie. Faceci też płaczą.- przerwał mi Harry.

-Tylko prawdziwi.- uśmiechnęłam się i odchyliłam do tyłu, aby ułatwić mu dostęp do moich ust.- mógłbyś mi przynieść nasz album? Chciałabym dołączyć zdjęcia z naszej podróży poślubnej.-poprosiłam.

-Robi się, Pani Styles.


W pierwszym rzędzie zobaczyłam Liama, Louisa oraz Katie. Niall stał koło chłopców, ponieważ zaofiarował się do podawania obrączek.
Była tutaj cała wielka rodzina Zayna. Jego siostry i kuzyni. zobaczyłam jak Gemma lekko do mnie macha, siedząc wzruszona obok swojej mamy i ojczyma, który właśnie zajmował swoje miejsce.
Potem prawie straciłam świadomość. Kiedy ojczym Harrego przekazał mnie w ręce swojego syna wszystko potoczyło się wręcz błyskawicznie, lub po prostu tak mi się wydaje. Pamiętam dotyk jego ręki, uśmiech dziewczyn, zabawne komentarze Louisa oraz końcowy pocałunek i łzy szczęścia. Oczywiście, oprócz tego, nadal pamiętałam słowa naszej przysięgi ślubnej, płacz mojej teściowej i wzruszenie przyjaciółek. Pamiętam też to, że był to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu, a każdy następny miał być lepszy od poprzedniego.
Wesele było nie do opisania. Nasza organizatorka była prawdziwą profesjonalistką i zrozumiała nas w każdym calu. Sala wyglądała bajecznie, a wszystkie krzesła zapełnione były przez ponad 500 gości.
Kiedy przyszedł czas na nasze pierwsze przemówienia i toasty, nerwy nieco opadły i swobodnie mogłam mówić już to, co pragnęłam powiedzieć mojemu mężowi i rodzinie. Jednak to jego słowa wprawiły mnie w osłupienie.
-Nie mogę dać mojej żonie wiele więcej niż przeciętny mąż, chociaż chciałbym przychylić jej nieba. Niestety niektóre rzeczy są po prostu niemożliwe, ale przysięgam ci kochanie, że będę się starał, aby każdy dzień twojego życia u mojego boku był najszczęśliwszym czasem w twoim życiu. Wiem, że kiedyś się zestarzeje, już nie będę taki przystojny jak teraz.- chłopak zaśmiał się łącznie ze mną i gośćmi- ale to było w pakiecie. Zdaję sobie sprawę, że ty zawsze będziesz piękna, będziesz moim ideałem i każdego dnia będę dziękował Bogu, że mimo wszystkich przeciwności, to właśnie on postanowił nam pomóc i sprawił, że teraz mogę do ciebie mówić moim nazwiskiem. Razem z moim przyjacielem, Zaynem, który siedzi właśnie koło mnie, długo zastanawialiśmy się, jaki prezent ślubny ofiarować naszym żonom. Wiemy, że najpiękniejszych chwil nie da się kupić za pomocą pieniędzy. Dlatego teraz moje drogie, jako, że Zayn nie jest najlepszym mówcą, w imieniu moim i mojego przyjaciela, chciałbym wręczyć wam nasz prezent ślubny.
Wszyscy odwrócili się w kierunku wskazywanym przez Harrego, więc ja i Ewka również to zrobiłyśmy. Chwilę później niezdarnie wstałam od stołu i z piskiem i łzami w oczach rzuciłam się w stronę nowo przybyłych gości. W drzwiach stali nasi rodzice oraz bracia. Zobaczyłam zapłakaną twarz mojej mamy i wzruszenie taty. Przytulali mnie, jakby widzieli mnie pierwszy raz od wielu lat. Byłam tak wdzięczna chłopakom, że udało im się ściągnąć nasze rodziny na tak ważne wydarzenie w naszym życiu. Po kilku minutach Dawid poszedł pogratulować Harremu i dosiadł się do reszty chłopaków, a później rodzice dołączyli do naszego stołu.
Wtedy przyszedł czas na zaplanowaną przez naszą organizatorkę zmiany sukienek. Zniknęłyśmy z wesela na 15 minut, aby odświeżyć swój wygląd i przebrać się w coś minimalnie wygodniejszego. Gdy wróciłyśmy na imprezę wyglądałyśmy tak:
Ewka:
Ja:

Wtedy przyszedł czas na pierwszy taniec par młodych. Włączono jakąś bardzo spokojną balladę, której nigdy wcześniej nie słyszałam i przygaszono światła od strony stolików. Razem z Harrym, Ewką i Zaynem przed ślubem uczęszczaliśmy na przyspieszony kurs tańca, dlatego nasz pierwszy taniec wyglądał dużo lepiej niż można by się spodziewać.
-Nigdy nie spodziewałem się, że będę aż takim szczęściarzem.-szeptał mi do ucha Harry.- kiedy zobaczyłem cię dzisiaj przed ołtarzem, miałem wrażenie, że to tylko sen. Poczułem się cholernym szczęściarzem, wiesz?
Po naszym tańcu rozległy się gromkie brawa, a chwilę potem parkiet został zasypany przez gości wirujących w rytm muzyki. 
Kiedy przyszedł czas na weselne zabawy wszystkie panie ustawiły się przy jednaj ścianie, a nasze bukiety powędrowały w powietrzu prosto w ręce Kingi i Katie, która przyszła jako osoba towarzysząca Nialla. Uśmiech nie schodził z naszych twarzy przez cały czas trwania zabawy, kiedy zbliżała się godzina 21 na salę wprowadzono dwa torty, które wspólnie pokroiliśmy dla gości.

Nie obyło się bez jeszcze wielu atrakcji włączając w to występy Olliego Mursa w duecie z Demi Lovato. Jednak kiedy dochodziła północ, zarówno Harry jak i Zayn wzięli nas na ręce i zanieśli prosto do podstawionej limuzyny, która miała nas zawieźć do prywatnego samolotu wynajętego przez chłopców. Pożegnałyśmy się z rodzicami i resztą gości. Spędziliśmy jeszcze kilka minut na rozmowie z chłopakami, aby ustalić szczegóły związane z przerwą Malika i Hazzy w koncertowaniu, którą wzięli, aby zabrać nas w podróż poślubną. Zostawiliśmy gości pod opieką naszej organizatorki i przyjaciół i chwilę później siedzieliśmy w samochodzie.
-A tak właściwie, to gdzie właśnie się udajemy?-zapytała Ewka-chyba chciałabym wiedzieć dokąd nas zabieracie.
-Seszele-odparł Zayn całując ją w czoło.-pasuje?
W odpowiedzi otrzymał tylko pisk dwóch niesamowicie szczęśliwych dziewczyn.

-Kochanie! Masz te zdjęcia?

Po chwili mój mąż pojawił się w pokoju wręczając mi dwa albumy.

-Nie zapomnij, żeby napisać jak wygodne mieli tam łóżka- zaśmiał się i położył się na kanapie obok mojego biurka. 

Nasze wakacje trwały naprawdę długo, ponieważ spędziliśmy na wyspach ponad 3 tygodnie odpoczywając tym samym od pracy w stu procentach. Seszele to jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie w życiu widziałam, a chłopcy zapewnili nam wszystko, co było nam potrzebne do szczęścia. Nic nie odda wspomnień, ale zawsze można przybliżyć komuś to uczucie i miejsce poprzez zdjęcia,


-Harry, sprawdzisz co u dzieci? Już kończę, więc niedługo do was przyjdę.

-Jasne, nie ma problemu.- odpowiedział całując mnie w szyję i wychodząc z pokoju.

No tak... chyba pora na jeszcze jedną niespodziankę. Dzieci, liczba mnoga. Uwierzcie, że ja byłam bardziej zaskoczona, kiedy okazało się, że w moi brzuchu powstaje nie jedno, ale dwa nowe życia. Urodziłam bliźniaki, co oznaczało dla nas podwójną radość. 
Dzieci były czymś, co było mi potrzebne od życia, ale nie uświadomiłam sobie tego aż do dnia ich narodzin. Zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia.
Naszą córeczkę nazwaliśmy Anastasia. Była to jedna z tych słodkich i filigranowych dziewczynek o urodzie aniołka. Miała oczy Harrego i mój uśmiech. Jako 3 latka brała udział w swojej pierwszej reklamie ubranek dziecięcych i takim sposobem idzie teraz w ślady mamy. Uczestniczy w kampanii reklamowej TopShop Kids, a oprócz tego ślicznie śpiewa i pobiera lekcje gry na wiolonczeli. Jest oczkiem w głowie Harrego i typową córeczką tatusia.

Nasz synek, Mike, jest mini kopią mojego męża. Przypomina go w każdym calu. Przede wszystkim, jego wygląd, sposób mówienia, oraz to co mu się podoba lub też nie. Zresztą wystarczy na niego spojrzeć, żeby wiedzieć kto jest jego tatą. Mój syn bardzo interesuje się piłką nożną, co zapewne odziedziczył po swoim chrzestnym, Louisie. Jednak ma też coś z mamy, ponieważ właśnie zaczął lekcję gry na pianinie. 
Nasze dzieci mają niezłe towarzystwo wokół siebie, ponieważ dwa lata temu Ewka i Zayn również doczekali się córeczki. Madison jest śliczną dziewczynką uwielbiającą modne ubrania i swojego tatę. Jest jego małą kopią i jego osobistym sukcesem. W tajemnicy powiem, że wygadana i urocza jak mamusia.

Ponadto syn Nialla jest tylko rok młodszy od moich dzieci. Może ciężko jest w to uwierzyć, ale mamą John'a jest Katie. Niall zakochał się w naszej starej koleżance, która zmieniła się nie do poznania i sprawiła, że dołączyła do naszego rodzinnego grona wychodząc za Nialla rok temu. Chyba jednak wybór mojego bukietu ślubnego dał im jasny znak.
 Syn Nialla jest najbardziej modnym i stylowym dzieckiem, jakie w życiu widziałam. Bardzo przypomina mojego najlepszego przyjaciela. John bierze udział w kampaniach reklamowych TS Kids razem z moją córeczką. 

Jak to się mówi, wszystko zostaje w rodzinie. A ja właśnie tutaj stworzyłam swoją nową rodzinę. Należą do niej także chłopcy i moje przyjaciółki. Ja zostałam matką chrzestną Madison i Johna, a ojcem chrzestnym dzieci zostali Liam i Harry. Niall, Kinga, Louis oraz Ewka zostali rodzicami chrzestnymi moich pociech.
Wiele razy spotkałam się ze stwierdzeniem, że rozpieszczanie dzieci za pomocą drogich ubrań i gadżetów jest fatalnym rozwiązaniem, ale każde z nas ma do tego takie samo podejście. Skoro możemy sobie na to pozwolić, to dlaczego mamy tego nie robić? Wychowujemy dzieci odpowiedzialnie, staramy się rozwijać ich pasje, a przede wszystkim dawać im miłość i szansę na odnalezienie siebie.
Na pewno warto jeszcze wspomnieć co dzieje się u pozostałych przyjaciół. Louis i Ula są zaręczeni od kilku miesięcy. Żadne z nich nie planuje jeszcze się pobierać, ale wiem, że ich uczucia się unormowały i kłótnie są już u nich coraz rzadsze. Odkąd Louis uwolnił się od tajemnicy Harrego mógł żyć spokojnie, bez zmartwień, przez co stał się jeszcze bardziej otwarty, o ile to w ogóle możliwe. Teraz postanowił walczyć o swoje szczęście, które znalazł w swojej narzeczonej. Liam i Kinga to kolejna historia. Nadal uśmiecham się pod nosem, kiedy przypominam sobie, dzięki czemu tak właściwie poznałam cały zespół. Pamiętam, jak Kinga szalała za Liamem i był on jej celebrity crush'em. Aktualnie intensywnie planują ślub, który ma się odbyć w następnym tygodniu. Byli zaręczeni ponad 3 lata i w końcu postanowili przejść level dalej.
Wszyscy mieszkamy w domach oddalonych od siebie o niecałe trzy kilometry. Ewka i Zayn są naszymi sąsiadami. Kilometr dalej, po drugiej stronie ulicy mieszka Niall z Katie i Johnem. W odległości 10 minut drogi mieszkają wspólnie Kinga, Liam, Louis i Ula, ale po ślubie państwo Payn planują kupić sobie coś osobnego.
Jeśli chodzi o pracę... One Direction nadal istnieje. Trudno uwierzyć, prawda? A jednak. Nie koncertują tak często jak kiedyś ze względu na to, że to nie byłoby dobre dla dzieci, gdyby ich ojców nie było w pobliżu po kilka miesięcy. Podróżowanie też nie było dobrym rozwiązaniem dla tak małych dzieci mających swoje obowiązki i przyjemności. Jednak nagrywają co roku nową płytę i promują ją krótką trasą koncertową. Zarówno ja jak i Ewka postanowiłyśmy ograniczyć godziny swojej pracy. Ja pracuję nad swoją kolejną płytą i uczestniczę w niektórych pokazach i reklamach dla VS, a Ewka jest modelką strojów kąpielowych. Ula i Kinga stworzyły butik ze swoimi własnymi ubraniami. Katie nadal pracuje w branży zajmującej się teledyskami i filmami. 

Patrząc z perspektywy czasu, wiem, że na szczęście nie można czekać. Szczęście przychodzi, kiedy najmniej się go spodziewasz. Kiedy myślisz, że już nic nie ma sensu i nigdy nie będzie lepiej. Pamiętaj tylko, aby być sobą, nigdy się nie poddawać i zawsze dążyć do celu. Wiara w siebie, odpowiednia samoocena i dobre wartości zaprowadzą cię drogą prosto do szczęścia i świetlanej przyszłości.
Nazywam się Victoria Styles i właśnie opowiedziałam Ci moją historię... .
--------------------------------------------------------------------------
Moi kochani <3
Nie będę się z Wami tutaj żegnać, ponieważ poświęcę temu osobny post. Zresztą co to za pożegnanie, odpoczniecie  ode mnie tylko chwileczkę.
Mam nadzieję, że koniec Wam się spodobał, że jednak mimo wszystko Was nie zawiodłam.
Postanowiłam dać Wam jeszcze odrobinę (mam nadzieję) przyjemności i w ostatni dzień wakacyjnej wolności wstawić ostatnią część tej historii. Liczę na to, że dacie mi znać, czy przypadła Wam do gustu :)
Przy okazji BARDZO dziekuję mojej przyjaciółce Ewce, która włożyła dużo starań w to, aby zdjęcia w dzisiejszym poście były tak atrakcyjne i jej pomoc jest nieoceniona. Kocham Cię <3
Życzę Wam jutro pogodnego dnia! I niech świat będzie Wasz.
A Wy trzymajcie za mnie kciuki, bo jutro czeka na mnie nowa szkoła.
Zawsze Wasza,
Liriwiki <3

czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 80♥♥

Dzisiejszy dzień był ostatnim możliwym terminem, aby ogłosić rodzicom Harrego nasze zaręczyny. Jutro chłopcy mieli wylecieć w trasę, a Hazz nie chciał informować o tym rodziny przez telefon. Trzymaliśmy wszystko w tajemnicy, aby przekonać się bezpośrednio co o tym wszystkim myśli jego mama, tata i siostra.
Byłam bardzo zestresowana tym, jak może zareagować moja przyszła teściowa. Obawiałam się też reakcji Gemmy. Wiem jakie zdanie mają siostry o dziewczynach i narzeczonych swoich braci. Sama często nie akceptowałam wybranek Dawida.
Wizyta w domu Harrego była umówiona na 18, późnym wieczorem mieliśmy wrócić do domu, spakować chłopaków, a rano odwieźć ich na lotnisko.
Siedziałam na krześle przy toaletce i kolejny raz rozczesywałam świeżo umyte włosy. Narzuciłam na siebie wcześniej przygotowany zestaw ubrań. Prosty, ale elegancki. Jak to droczył się ze mną mój narzeczony: ,Idealny strój na obiadek u mamusi'.
Dzisiaj nie miałam zamiaru wyglądać idealnie, ani modnie, ani seksownie. Chciałam wyglądać po prostu odpowiednio. Jak odpowiednia kandydatka na narzeczoną. Wraz z tym słowem, które brzmiało dużo poważniej niż , dziewczyna' zmieniło się mój sposób myślenia o sobie. Czułam się dużo bardziej dojrzała niż kilka dni temu.. Odpowiedzialna za kogoś więcej niż tylko siebie. Chciałam zrobić dobre wrażenie i po raz pierwszy od dawna, naprawdę przejmowałam się zdaniem innych.
Około 17 wyglądałam tak:
 Do rodzinnego domu Harrego czekała nas długo droga, a mój stres wcale tego nie ułatwiał. Wierciłam się tylko na fotelu pasażera i czekałam aż chłopak wreszcie wybuchnie, ale wcale tak się nie stało. Patrzył na mnie wyrozumiale i obdarowywał pokrzepiającymi uśmiechami.
Od wieczoru naszych zaręczyn nie wdaliśmy się w żadną, nawet najmniejszą kłótnię. Stało się coś bardzo dziwnego, co trzymało nas na bardzo długi dystans od niezgodności i sporów. Życie było wręcz sielankowe, kiedy każdego ranka budziłam się z tym samym wyrazem ekscytacji na twarzy. Harry traktował mnie jak swój własny cud świata i nie dawał mi żadnych powodów do złości czy smutku.
Zarówno chłopcy jak i dziewczyny przyjęli naszą wiadomość z ogromnym entuzjazmem. Bez żadnego wyjątku. Dzięki temu czułam się jeszcze bardziej szczęśliwa, niż można to sobie wyobrazić. Moja mama zachwycona tym, że to Harry będzie moim oparciem na resztę życia, już wysyła mi na maila zdjęcia sukienek ślubnych, a ja tylko z uśmiechem je odbieram, a nawet odpisuję. Nie uświadamiając mojej kochanej rodzicielce, że nie spieszy nam się do ślubu. Kariera Harrego jest w najlepszym stopniu rozwoju, moja praca  i bardzo dużo zajęć zajmuje nasz czas. Jednak ślub kościelny to jedna z tych rzeczy, o których zawsze marzyłam.
Poczułam, ze samochód zwalnia, a zaraz potem zaparkowaliśmy na podjeździe przed niewielkim białym domkiem. Sama wysiadłam z samochodu i poczekałam, aż mój narzeczony wyciągnie z bagażnika kwiaty dla swojej mamy. Ja jeszcze raz sprawdziłam, czy mam w torebce wymarzony zegarek Gemmy, który obiecałam jej na urodziny.
Harry pocałował mnie w szyję i chwycił za rękę.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też pani Styles.
Drzwi wejściowe otworzyły się i w progu przywitała nas uśmiechnięta Gem.
-VICKI!- krzyknęła i rzuciła mi się w ramiona.
-Tak siostrzyczko, też się stęskniłem.- zaśmiał się Harry stojący obok nas.
-Wybacz kochanie, ale kobiety trzymają się razem.- odparłam puszczając mu oczko.
Złożyłam dziewczynie życzenia i podałam starannie opakowane pudełeczko. Jej oczy zaświeciły się, gdy zobaczyła zawartość.
-O God, Vicki, myślałam, ze żartujesz!
-W takich sprawach nigdy nie żartuję- uśmiechnęłam się.
Podziękowała mi po raz setny i ciągnąc nas za ręce zaprowadziła do kuchni.
-Mamo...
-HARRY! Kochanie! - niska kobieta przytulił Harrego do swojej piersi, a zaraz potem zrobiła to samo ze mną.- Dobrze, ze już jesteście. Tęskniłam za wami. Tata powinien być już niedługo, pojechał po kiełbaski na grilla.
Wszyscy usiedliśmy przy drewnianym stole ustawionym na obszernym tarasie za domem. Siedziałam obok  Harrego po turecku na ławeczce z zielonymi puszystymi poduszkami. Trzasnęły drzwi wejściowe, więc zaraz oczekiwałam mojego przyszłego teścia. Wyciągnęłam rękę po dzbanek z sokiem i wtedy do moich uszu dotarło to pytanie.
-O mamusiu, Vicki, a skąd ty masz taki piękny pierścionek?!
Mama Harrego skierowała swoje szeroko otwarte oczy na moją dłoń, a ja z trudem przełknęłam ślinę i popatrzyłam na Herrego. Chłopak nalał mi soku, a potem wstał i pociągnął mnie ze sobą. W drzwiach tarasowych stanął ojczym Harrego i wtedy mój narzeczony się odezwał.
-Mamo, tato, Gemma... przyjechaliśmy dzisiaj tutaj, aby poinformować was, że się zaręczyliśmy.- powiedział z głośnym westchnięciem na końcu zdania.
Ścisnęłam pokrzepiająco jego ramie mimowolnie wtulając się w niego.
Mama Harrego zaczęła płakać, a Gemma stała z szeroko otwartymi oczami i ustami. Mężczyzna w drzwiach opamiętał się najszybciej i podszedł do nas aby nas uściskać.
-Jestem taka szczęśliwa, TAKA SZCZĘŚLIWA- powtarzała moja teściowa
-Harold, masz szczęście, ze Vicki w ogóle się zgodziła, chyba musiałeś nieźle ją upić, a teraz głupio jej to odkręcać.- zaśmiała się Gemma zaraz potem otrzymując lekkiego kuksańca w bok od swojego uroczego brata.
-No dziecino, pokaż mi to cudeńko.- powiedziała mama Harrego. Uwielbiałam tę kobietę i jej macierzyńskie podejście do mnie i mojego narzeczonego.

 -------- --------
-Wiesz co Zayn?
-Tak kochanie? 
Przewróciłam się na bok i oparłam głowę o ramię mojego chłopaka. 
-Nie, to głupie...- zaśmiałam sie. 
-Ej, nic nie jest głupie, powiedz mi. - podniósł moją brodę, tak, że spotkałam się wzrokiem z jego czekoladowymi oczami.
-No więc...- zaczęłam- kiedy byłyśmy w sumie dziećmi, ja i Vicki. Kiedy zaczynałyśmy się przyjaźnić, ustaliłyśmy sobie, że razem weźmiemy ślub. W sensie wiesz, w ten sam dzień. Pamiętam jak kombinowałyśmy, że wtedy nie możemy być swoimi druhnami, ale zdecydowałyśmy, że i tak to świetne rozwiązanie. Pomyśl teraz, może oni niedługo wezmą ślub? 
-To naprawdę zabawna historia Ale co stoi na przeszkodzie, zeby zrealizować wasz plan? 
-Nie rozśmieszaj mnie.- uśmiechnęłam się- chyba wiesz co jest potrzebne do ślubu.
-Narzeczony? 
-Głównie narzeczony. 
 -Co, mam ci się oświadczyć tu i teraz?
-Oczywiście!- pisnęłam radośnie. 
Pocałował mnie w czoło, a ja przymknęłam oczy. 
Zayn sięgnął do kieszeni i wyjął mały woreczek przeplatany złotą nitką. Chwilę później trzymał w palcach piękny pierścionek i patrzył na mnie wyczekująco.
-No więc jak?-zapytał unosząc jedną brew.
-Ty tak poważnie?- pytałam z niedowierzaniem 
-Jasne. Planowałem to już od dłuższego czasu. Wiem, ze może marzyłaś o oświadczynach na plaży w blasku słońca. Możemy tak zrobić, ale zgódź sie teraz.
-Ja... nie wiem co powiedzieć.
-Ale... ja myślałem, że...
-TAK!- wrzasnęłam.-TAAAAK! Kocham Cię!
Przycisnął mnie do siebie i pocałował we włosy.
-To były najgorsze oświadczyny w historii ludzkości- wymruczał.
-Ale za to jaki zacny narzeczony- wyszeptałam rozbawiona.


*** ***
Harry i reszta chłopaków kończyli się pakować, a my rozmawiałyśmy w salonie o Ewce i Zaynie. Jedno było pewne, że w tym momencie nie chcemy rozstawać się z chłopcami Nawet na te dwa tygodnie, co okazało się po telefonie Paul'a.
Usłyszałyśmy walizki na schodach i popędziłyśmy, aby pomóc chłopakom. Harrego z nimi nie było. Popatrzyłam pytająco na Louisa. Uśmiechnął się i brodą wskazał piętro. Wyszłam po schodach i zapukałam do naszej sypialni.
-Kochanie?
-Mhm- wymruczał-wejdź.
Leżał na łóżku, a obok niego leżała przygotowana walizka. Miał na sobie czarną bluzę przez głowę, dopasowane dresy, a na stopach czarne converse'y. Był gotowy do drogi.
-Połóż się ze mną.- poprosił.
Obeszłam nasze łóżka i wdrapałam się na miękki materac. Potem zwinęłam się w kulkę i wtuliłam w jego lewe ramię.
-Wiesz, ze musicie już wyjść? Nie będą na was czekać, skarbie.
-Naprawdę nie chcę cię teraz zostawiać. Jesteś moją narzeczona dopiero od kilkunastu dni, a już muszę odstawić to szczęście na bok i zająć się pracą. Naprawdę tego nie chcę. Jestem zły na Paula, za to wszystko.
-Shhh, to tylko dwa tygodnie, czternaście dni. To naprawdę nic wielkiego. Przecież możemy do siebie dzwonić CODZIENNIE.
- Tak bardzo nie chcę jechać.- wyszeptał całując mnie we włosy.- kocham cię, wiesz? Tak cholernie cię teraz kocham.
-Ja ciebie też kochanie, ale nie chcę oberwać od twojego menadżera, więc rusz swój zacny tyłek z naszego łóżka. I gdzie te buty na pościeli?!- krzyknęłam żartobliwie.
-Już, już, pani Styles, proszę mi wybaczyć- uśmiechnął się i ostatni raz pocałował mnie w usta.
Zeszliśmy na dół i szybko się pożegnaliśmy. Stałam na podjeździe jeszcze kilka minut po tym, jak pomachałam chłopakom na do widzenia i wpatrywałam się w pustą już dawno drogę. To będą trudne i nudne dwa tygodnie.
*** ***
Trzeciego dnia po wyjeździe chłopców odebrałam telefon od Poliny, naszej agentki z VS. Była z Białorusi i zatrudnili ją całkiem niedawno do tzw. zadań specjalnych, jakimi są imprezy okolicznościowe dla firm i osób prywatnych.
Właśnie z tego powodu siedziałam teraz przed lustrem i czekałam na to, aż moje dopinane pasemka będą idealnie proste. Do tej imprezy zaangażowano całą czwórkę, a naszym zadaniem było po prostu chodzenie w ubraniach marki ERIS, czyli stylizacji wschodzącej projektantki. Byłyśmy kimś w stylu zwykłych gości, a za razem podłożonych reklamówek. Określenie nie robiło na mnie pozytywnego wrażenie, ale praca to praca. Ponadto naprawdę podobało mi się to, co miałam dzisiaj nosić. Autorkę outfitów wyobrażałam sobie jako miłą i niesamowicie zdolną. Elegancką i klasyczną. Cieszyłam się, że będziemy miały szansę ją dzisiaj poznać.
Dwa klasyczne zestawy przypadły Kindze i mnie. Ewka musiała wcielić się w modną hipiskę w stylu boho, a Ula otrzymała jedyną okazję, aby ubrać się w coś tak bardzo MoFa (modern fashion).
Ewka:

Ula:

 Kinga:
 Vicki:


-Dziewczyny, chodźcie, przedstawię wam Eris.- powiedziała nasza agentka ciągnąc nas w stronę ścianki do zdjęć.
Polina była wysoką, szczupłą blondynką o mysiej twarzy. Miała na sobie białą koszulę i proste czarne spodnie od damskiego garnituru. Z tyłu jej głowi widoczne było okablowanie i mała słuchawka w jej uchu. Wyglądała bardzo profesjonalnie i budziła zarówno sympatię jak i podziw.
-Eris, to są modelki, o których Ci mówiłam. To one będą prezentowały całą twoją kolekcję podczas dzisiejszego wieczoru.
Niespodziewanie odwróciła się w naszą stronę przysadzista i niska dziewczyna, na oko niewiele starsza od nas. Miała farbowane rude włosy upięte w ogromnego koka na czubku głowy. Jej usta pomalowane były na kolor pomarańczowy, co skutecznie gryzło się z kolorem jej fryzury. Zmierzyła wzrokiem każdą z nas ukazując niezwykle skwaszoną minę. Jak na projektantkę była ubrana raczej zwyczajnie. Jak dziewczyna z biura, która zapomniała dopiąć ostatni guzik w swojej koszuli.
-Nie mogliście tego opalić, zanim daliście jej moją najlepszą sukienkę?- wskazała na mnie.
-Ej!- przed szereg wyrwała się Ewka- uważaj co mówisz. TO jest pięćset razy lepsze od...
-Ewa!- powiedziała spokojnie Polina.- praca.
Moja przyjaciółka uspokoiła nerwy nadal nienawistnie wpatrując się w projektantkę. Jak widać talent nie zawsze idzie w parze z wychowaniem i miłym charakterem.
-Dobra, niech już zejdą mi z oczu. Jedna lepsza od drugiej. Niech nie rzucają się za bardzo w oczy.
-Chyba jest zazdrosna, bo sama nie zmieściłaby się w żadną z tych sukienek.- zaśmiała się Ula na odchodne, mówiąc po polsku.
-Słucham?- zapytała Eris.
-Nic takiego, jest pani niesamowicie utalentowana.- wybrnęła Kinga.
-Wiem.- odparła odwracając się do nas plecami.
-Boże, co za suka.- skomentowała Polina.- wybaczcie, praca to praca, będę u was po północy.
Nasze zadanie właśnie się zaczęło. Chodziłam po całym wynajętym klubie. Koło 22 godziny przyszedł czas na pierwsze przejście po wybiegu, w którym miałyśmy brać udział. Wejściówek na sam pokaz nie było dużo, więc zza kulis widziałam tam tylko kilka siedzących miejsc. W ogóle się nie stresowałyśmy. Na widowni zobaczyłam Olliego Mursa i pomachałam mu dyskretnie zza zasłony uśmiechając się od ucha do ucha. Po przejściu po wybiegu poszłam do niego, aby porozmawiać chwilę o Eris i chłopakach. Zachciało mi się pić. Olly zaczął rozmawiać z Kingą, więc stwierdziłam, że razem z Ewką pójdziemy do barku. W połowie drogi wszystko wokół mnie zaczęło się rozmywać. Na chwilę zrobiło mi się ciemno przed oczami, a ostatnią rzeczą którą pamiętałam było to, jak próbowałam chwycić się czegokolwiek, ale mimo to wylądowałam na podłodze z głuchym odgłosem upadku.

Siedziałam na łóżku w moim pokoju i układałam sobie w głowie to, czego dowiedziałam się w szpitalu. Po tym pamiętnym dniu ocknęłam się dopiero w szpitalu podłączona do kroplówki. Dziewczyny siedziały koło mnie i wspierały mnie uśmiechem. Czułam się słaba, a głowa bolała mnie niemiłosiernie, lekarz powiedział, że po upadku. Ale kilka minut później pan John Bones, z bardzo trafnym nazwiskiem jak na lekarza, poprosił moje przyjaciółki, aby wyszły z sali szpitalnej. A potem przekazał mi wiadomość, przez którą siedzę teraz w pokoju i pakuję walizkę. Przez którą mój światopogląd zmienił się o 180 stopni i nie wiedziałam, co tak właściwie mam teraz robić. Dopięłam zamek bagażu i chwyciłam telefon z komody. Sięgnęłam po rączkę walizki i ruszyłam na dół po schodach wyglądając tak:


-Masz wszystko?- zapytała mnie Ula.
Skinęłam głową odwracając wzrok.
-Na pewno nie chcesz, żebym poleciała z Tobą? Może będzie potrzebne ci wsparcie?
-Nie Ewa, dziękuję wam za wszystko, ale sama będę musiała sobie z tym poradzić. Muszę jak najszybciej powiedzieć Harremu. Do zobaczenia za kilka dni.


Nie uprzedziłam go, że przeszkodzę mu w trasie. Wiedziałam, że dopytywałby co się stało, a ja nie byłam w stanie powiedzieć mu tego przez telefon. Miałam nadzieję, że chłopcy nie będą mi mieli tego za złe. Może będą potrafili mnie zrozumieć. A co z nim? Co teraz będzie?
Samolot do Finlandii był przepełniony, nie dbałam o żadne klasy biletów. Kupiłam jeden z ostatnich, dzień przed wylotem, w nieziemsko wygórowanej cenie, ale jak najszybciej chciałam znaleźć się przy moim narzeczonym. Siedziałam w środkowej części samolotu ze słuchawkami w uszach. Miejsce koło mnie zajmował uroczy Wietnamczyk w wieku mojego dziadka, który co chwilę pytał, czy nie przeszkadza mi każda z jego czynności. Byłam zbyt zmęczona i zdenerwowana, żeby robić cokolwiek, więc tylko wsłuchiwałam się w głos Seleny Gomez w moich słuchawkach i patrzyłam przez okno na przesuwające się chmury. Zapięłam pasy, pozostało kilka minut do lądowania.
Na lotnisku było zaskakująco pusto. Ludzie z mojego lotu wysypali się przez drzwi wyjściowe i wtedy zapanowała  w budynku prawie absolutna cisza. Wszystko wydawało mi się ogromne, przytłaczające, 15 minut czekałam na swój bagaż, ale w końcu wyszłam na chodnik i ruchem ręki przywołałam taksówkę. Sprawdziłam rozkład koncertów One Direction i poleciłam kierowcy, aby udał się na stadion pod wskazanym na rozpisce adresem. Zapłaciłam mu więcej niż zażądał, wzięłam walizkę z bagażnika i wyjęłam swój telefon. Zadzwoniłam po Paula i poprosiłam aby wysłał kogoś po mnie na drogę przed stadionem jednocześnie prosząc aby nie informował Harrego o moim przyjeździe. Dowiedziałam się, że chłopcy za 15 minut będą już na scenie.
-Hej, Victoria?- usłyszałam 10 minut później za swoimi plecami.
-Tak, to ja.
-Przysłał mnie mój szef. Jestem Bradley.- uśmiechnął się do mnie i uścisnął mi dłoń.- chodź do środka, zanim ktoś nas zauważy, co chwilę ktoś próbuje dostać się na stadion wszystkimi możliwymi drzwiami.
Niepewnie zajrzałam do garderoby chłopaków, ale zastałam tam tylko ich stylistkę.
-O, hej.... co tu robisz?- zapytała po kilku sekundach zastanowienia- chyba nie przyleciałaś z chłopakami? Harry cały czas mówi, że za tobą tęskni.
-Em... wiesz, gdzie on jest?- nie miałam ochoty na zwierzenia. Nie teraz i nie z tego powodu.
-Chłopcy za sekundkę wychodzą na scenę, lepiej się pospiesz, bo inaczej będziesz musiała na nich czekać trzy godziny. No chyba, że zachce im się siku, wtedy chodzą ze sceny i...
-Dzięki.- przerwałam jej gadaninę i zamknęłam drzwi. Nie dosłyszałam zakończenia zdania, ale czym prędzej pobiegłam w stronę backstage'u.
Był tam, stał sam wpatrując się w telefon.
-Harry!- usłyszałam wołanie Liama.- Wchodzimy!
-Idę.- wymruczał i podniósł wzrok znad telefonu, a nasze oczy się spotkały.
Jego zatroskane spojrzenie i mój przestrach w oczach starły się ze sobą w powietrzu powodując, że z nerwów nie potrafiłam nawet przełknąć guli nerwów zalegających mi w krtani. Odchrząknęłam cicho, aby nie udusić się z powodu braku powietrza.
-Skarbie...-wyszeptał zbliżając się powolnymi krokami w moim kierunku.
Cofnęłam się o kilka centymetrów i wpadłam na ścianę, która nieustępliwie zablokowała mi ostatnią drogę ucieczki, przed powiedzeniem prawdy.
Nie zatrzymał się, chyba nawet nie zauważył mojego zawahania.
Sekundę później trzymał mnie w ramionach, a ja oplotłam go nogami w biodrach. Przyparł mnie do tej samej ściany, na którą przed chwilą wpadłam, a moja torebka upadła na zimną podłogę z głuchym odgłosem.
-Co ty tutaj robisz? Nawet nie wiesz jak tęskniłem. Coś się stało? Tak się cieszę, że jesteś- zalał mnie falą swojego męskiego głosu, od którego przeszły mnie ciarki.
Byłam uzależniona, od niego całego, wiedziałam o tym.
-Jestem w ciąży.- wypaliłam.
Do moich uszu dotarł cichy śmiech Harrego.
-Dobra Mała, pytam poważnie, coś się stało, czy po prostu się stęskniłaś? Muszę iść bo zaraz gramy, idź pod scenę, tam jest Paul, wpuści cię na widownię, a potem spędzimy razem wieczór.
Nie rozumiał.
-Harry, mówię poważnie. Masz teraz pełne prawo mnie zostawić. Wiem, że zepsułam Ci życie i karierę, pogodzę się z tym, rozumiesz? Wiem, że nie oświadczałeś mi się na takich warunkach, jesteśmy jeszcze młodzi, ale nie usunę dziecka. Powiedz, że rozumiesz. To nie tylko moja wina, ale wybaczę ci, jeśli będziesz chciał mnie zostawić. Ja... przepraszam. Dowiedziałam się kilka dni temu, trafiłam do szpitala. Powiedz coś wreszcie!!!
Łzy zaczęły zalewać mi twarz, a usta trzęsły się niezależnie ode mnie. Wydałam z siebie zduszony jęk i zaczęłam stacić nad sobą kontrolę. Powiedziałam to. Wydałam wyrok na nasz związek. Widziałam jak z każdym moim słowem oczy chłopaka rozszerzają się jeszcze bardziej. Teraz patrzył na mnie, jakby widział mnie po raz pierwszy w życiu. Poczułam uścisk na dłoniach i dopiero zorientowałam się, że uderzałam go w klatkę piersiową. Spojrzałam głęboko w jego zielone tęczówki, uspokoiłam oddech.
-Kocham cię.-powiedział.
I te dwa słowa wystarczyły, żeby moje serce przestało bić w zawrotnym tempie. Moje pięści rozluźniły się i oparłam ręce na jego obojczykach. Dotarł do mnie jego cudowny zapach i spokój jego głosu. Nie chciałam być teraz w żadnym innym miejscu.
-I nigdy nie przestanę. Nie ważne jakie będą przeciwności lub błogosławieństwa, rozumiesz? - przytrzymał mnie, kiedy straciłam oparcie w nogach i zaczęłam się osuwać.
-Czy wszystko... w porządku? Dlaczego byłaś w szpitalu? Coś niedobrego dzieje się z tobą... albo z dzieckiem?-dodał po namyśle.
-Zemdlałam w trakcie pracy. Wtedy w szpitalu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. To dopiero pierwszy miesiąc, ale okazało się, że mam niedobór witamin, dziecko wywołało u mnie wczesną anemię. Muszę brać tylko jedną tabletkę dziennie i wszystko będzie w porządku.-dokończyłam.
-Jak mogłaś pomyśleć, że chciałbym cię rzucić przez to, że trzymasz w sobie nasze dziecko?-wyszeptał.
-Zepsułam ci życie...-odparłam.
-Nie możesz zepsuć mi życia, ponieważ ty jesteś całym moim życiem. Ty i wszystko co ciebie dotyczy... .
Zaparło mi dech, kiedy patrzyłam na niego, a moje łzy leciały i leciały.
Usłyszałam pisk fanek.
-Harry, kurwa!-krzyknął Zayn zza kurtyny- wchodzimy, gdzie jesteś?!
-Przepraszam, muszę...
-Leć-uśmiechnęłam się do niego przez łzy- będę na widowni.
Pobiegł w stronę sceny ubrany w czarne rurki, skórzane buty do kostek, biały T-shirt i czerwono-czarną koszulę.
Weszłam do toalety dla personelu i przemyłam twarz wodą, poprawiłam tusz na rzęsach, ponieważ poprzednia warstwa spłynęła mi na policzki razem z oznaką smutku i wzruszenia. Nałożyłam na usta czerwoną pomadkę i wyszłam na korytarz gasząc światło. Podeszłam na schody prowadzące w dół. Wejście na widownie od strony sceny. Pomachałam do Paula, który od razu mnie zauważył.
-Potem mi to wyjaśniecie, młodzi, a teraz właź na widownię.-uśmiechnął się do mnie pobłażliwie.
Podeszłam do barierki niezauważona przez fanki, które w euforii nie oglądały się na boki. Chłopcy byli w formie, jak zawsze. Harry miał w sobie tyle nowej energii, skakał po całej scenie i widocznie szukał mnie w tłumie. Po godzinie chłopcy zebrali się w kółku i chwilę debatowali między sobą. Niall klepnął mojego narzeczonego w plecy, a wtedy on podniósł do ust mikrofon i uciszył publiczność.
-Hej.- zaczął, a odpowiedział mu pisk- mam dla was wiadomość. Ten koncert jest dla mnie bardzo wyjątkowy-zaśmiał się- a to za sprawą tego, że jest tu najważniejsza osoba w moim życiu.
Wszyscy zaczęli rozglądać się wokół, a ja po prostu stałam i patrzyłam w niego jak najidealniejszy obrazek.
-Myślisz, ze Victoria tu jest?- zapytał ktoś szeptem kilka kroków za mną.
Uśmiechnęłam się.
-A tak właściwie dwie najważniejsze osoby.- kontynuował.
-To teraz to zgłupiałam.- usłyszałam tą samą osobę i zaśmiałam się pod nosem.
-W ramach odpowiedzi na wszystkie pytania, które kłębią się teraz w głowach tych osób, chciałbym zadedykować im teraz piosenkę. Proszę o wyrozumiałość i możliwie największą ciszę.
Chłopcy popatrzyli na niego pokrzepiająco, a Niall chwycił gitarę i zaczął grać spokojną melodię. Liam siadł za perkusją, a Zayn przyniósł dwa wysokie stołki barowe dla Nialla i Harrego. Reszta chłopaków usiadła na schodach. A potem usłyszałam piosenkę.... tą piosenkę, jego piosenkę, MOJĄ piosenkę.
<piosenka>
,Dont let me go' śpiewałam razem z nim. I patrzyłam na jego piękną twarz, na jego usta wygięte w leniwym uśmiechu i na policzki błyszczące od łez. Był moim jedynym, prawdziwym, kochającym mężczyzną. Na dobre i na złe. A ja kochałam go bezgranicznie i bezwarunkowo. Dzisiaj zrozumiałam to dogłębnie...
----------------------------------
Moi kochani! <3
Dziękuję Wam za wszystko co dla mnie zrobiliście i nadal robicie. Wiem, że pewnie nie wszystkim jest dane wytrwać aż do tego momentu prawie końca, ponieważ moje terminy dawały wiele do myślenia. Wiem, że bywam okropna.... i bardzo żałuję ;c
Mimo wszystko wiem również, że mimo tego, że potrzebowałam porządnego kopnięcia w tyłek, to wielu z Was zostało tutaj i za to nie wiem jak Wam dziękować. Był to przedostatni rozdział i bardzo długo zastanawiałam się, czy to opowiadanie zasługuje na happy end, jednak HALO, KAŻDY zasługuje na happy end, prawda?
Naprawdę nie wiem jak Wam dziękować za to, że jesteście ze mną i byliście świadkami tego jak poniekąd dorastam i dojrzewam poprzez to opowiadnie. Nabrałam pewnej wprawy, umiejętności i własnego stylu do pisania. To też Wasza zasługa <3
Jeszcze się z Wami nie żegnam, bo czeka nas jeszcze kilka postów na tym blogu, ale chyba mam humor na wspominki :*
Kocham Was bardzo,
Wasza autorka,
Liriwiki






 






niedziela, 29 marca 2015

Rozdział 79♥♥

<muzyka>

Nie podejrzewałam, że kiedykolwiek będę tak całkowicie szczęśliwa jak teraz. Czy po tym wszystkim co się stało, miałam jeszcze szansę na normalne życie u boku mężczyzny, którego kocham? Kiedy w mojej głowie przewijały się różne urywki z przeszłości, a ja wplątywałam palce w jego miękkie włosy, dotarło do mnie, że się uśmiecham. Nie mając żadnego powodu, robiąc to z czystej potrzeby.
Po całym tym zamieszaniu wokół mnie i moich przyjaciół, zdałam sobie sprawę do czego prowadzą nasze decyzje. Jak na życie innych wpływa zazdrość, ślepa miłość, jak radzić sobie z bólem i jak godzić się na mniejsze zło. Jedyna rzecz, której nigdy sobie nie wyjaśnię, to to jak można wybrać między dwoma mężczyznami, którzy kochają cię bezgranicznie, ponad własne życie. Ja zdecydowałam i do końca nie zrozumiem jak byłam w stanie to zrobić. Siła przyzwyczajenia, plany na przyszłość, a może po prostu myśl, że nigdy nie będę mogła w stu procentach oddać się Niallowi. I kiedy zobaczyłam Harrego w tych drzwiach, moje serce zdecydowało za mnie. Rozum nie miał nic do gadania. Nie miałam czasu na przemyślenia, podejmowanie decyzji. Co pomyślałam, to zrobiłam, rzucając się w ramiona mojego byłego chłopaka. Zranił mnie, to prawda. Ale czy mam w ogóle jakiekolwiek prawo osądzać go, kiedy zrobił to ratując moje życie?
Pamiętam wczorajszy dzień, kiedy kilka godzin spędziliśmy w jego starej sypialni, a on próbował wyjaśnić mi wszystko.Od samego powodu zerwania, przez wypadek, aż po porwanie. Ale najbardziej w pamięci utkwił mi wyraz jego twarzy, kiedy tłumaczył dlaczego przespał się z Lexi. Płakał, twierdząc, że nie będę w stanie mu wybaczyć. Ale to zrobiłam. Zrozumiałam go i po prostu wybaczyłam. W końcu ja też nie trzymałam Nialla na dystans, kiedy był moim chłopakiem. Obydwoje popełniliśmy błędy, ale nie mogę nazwać Nialla błędem. Był jednym z najlepszych decyzji mojego życia. I nadal tak sądzę wiedząc, że to już na zawsze tylko przyjaźń. Rozmawiałam z nim ostatniego wieczoru i wiem, że nadal mnie kocha, ale obiecał mi, że postara się ułożyć sobie życie z kimś innym i cieszyć się z mojego szczęścia. Hazz również poszedł z nim pogadać i wreszcie się pogodzili. Wszystko zaczyna się od nowa.

Dzisiaj po raz pierwszy zasnęliśmy w jednym łóżku. Harry strasznie rzucał się po materacu nękany dziwnymi snami. Od kilkunastu minut śpi spokojnie z głową na moim brzuchu. Jest jeszcze szarawo. Pewnie coś koło szóstej rano. Tępo wpatruję się w spokojną twarz chłopaka i myślę. Podziwiam jego brązowe loki, lekko zarysowaną szczękę. Zjeżdżam wzrokiem na jego ramiona. Patrzę na wyróżniające się bicepsy i dłonie oplatające mnie w pasie. Zaczynam chichotać patrząc w jakiej śpi pozycji. Jego jedna stopa wystaje spod materiału kołdry. Czuję na udzie ciepło jego dresowych spodni. Odgarniam z jego policzka pasmo moich włosów, które przez przypadek opadły na jego twarz. Sięgam po książkę, którą czytałam już milion razy, ale potrzebuję czegokolwiek, żeby zmienić kierunek myśli. Wyciągam ,Ostatnią piosenkę' Nicholasa Sparksa z pierwszej szuflady obok łóżka. Książka jest w języku polskim i sam ten fakt bardzo mnie cieszy. Tęsknię za domem.
Przerzuciłam kolejną stronę i dopiero wtedy zorientowałam się, że Harry patrzy prosto na mnie. Jego dużo oczy były jeszcze lekko czerwone od mocnego zaciskania powiek podczas snu. Ich zieleń przeszyła mnie, aż na moje policzki wstąpił lekki rumieniec, czułam jego ciepło rozpływające się po twarzy. Odłożyłam książkę na miejsce nie spuszczając wzroku z tęczówek chłopaka. A potem tak po prostu leżeliśmy, wpatrując się w siebie, bez żadnego słowa. Oddychaliśmy miarowo, z cichym świstem wydychając powietrze nosem.
-Tak bardzo cię kocham.-usłyszałam jego cichy ochrypły szept.
A potem wszystko potoczyło się w mgnieniu oka i nie mogłam złapać powietrza przygnieciona do materaca całym ciężarem Harrego. Poczułam zimne wargi na swoich ustach, jego język dotykający mojego. Uśmiechał się przez pocałunek.
-Muszę cię o coś zapytać.-powiedział nieco głośniej prosto do mojego ucha.
-Hymm?- odparłam uspokajając oddech.
-Mogę cię dzisiaj zabrać na kolację? Wiem, że mieliśmy spędzić leniwy dzień w domu, ale bardzo mi zależy.
-Myślę, że mogę się na to zgodzić. W ostateczności.- zaśmiałam się.
-Tylko jeden warunek.
-Jaki?
-Ubierz się najładniej jak potrafisz.- uśmiechnął się.
-Pff- prychnęłam- jakbym niby nie wyglądała bajecznie każdego dni.
Obydwoje wybuchnęliśmy głośnym chichotem i postanowiliśmy wstać.

W domu panowała pogodna atmosfera. Mimo otaczającej głuchej ciszy, wiedziałam, że będzie to udany dzień. Ewka i Zayn nadal spali. Podobnie jak Louis i Ula. Kiedy do kuchni weszli Kinga, Liam i Niall z wielkimi uśmiechami na twarzy ogarnęła mnie wielka radość. Właśnie to było moje marzenie. Wszyscy razem. W jednym domu. Szczęśliwi.
 Blondyn i przyjaciółka obdarowali mnie buziakiem w policzek, a później razem z Kingą zaczęłyśmy robić śniadanie. Odesłaliśmy chłopców do salonu i wzięłyśmy się do pracy.
-No więc jak jest? Między tobą a Harrym?- nie czekała długo Kinga.
W odpowiedzi uśmiechnęłam się nieśmiało.
-Tak się cieszę. Niall sobie poradzi. Jest niesamowicie silnym chłopakiem. Uwielbiam go, ale ty i Harry to po prostu postaci z tej samej bajki. Jesteś dla niego jak księżniczka dla księcia. Widać to na każdym kroku. On cię nie kocha, on cię ubóstwia, serio. Kiedy gdzieś siedzimy, on cały czas na ciebie zerka, jak zabujany nastolatek. To takie słodkie.
-Rób te kanapki, a nie słodź nam tak.- uśmiechnęłam się.
-Jestem bardzo szczęśliwa, że wszystko się układa.
-Ja też... -wyszeptałam.
Dwadzieścia minut później wniosłyśmy do salonu kilkadziesiąt tostów i postawiłyśmy je na stole. Ewki i Zayna nadal nie było na dole.
-Pójdę zanieść śniadanie naszym zakochanym.- zaproponowałam.
Wzięłam dwa talerze z jedzeniem oraz dwie herbaty i postawiłam to na tacy. Wyszłam na pierwsze piętro i bez pukania weszłam do ich sypialni. Spali na swoim wielkim łóżku ze splecionymi nogami na kołdrze.
-It's time to get up in the morning- zanuciłam cicho.
Ewka otworzyła oczy.
-Przyniosłam Wam śniadanie.-uśmiechnęłam się.
Rozłożyłam nóżki od tacy i położyłam ją na kołdrze po stronie Ewki.
-Dzięki, jesteś najlepsza.- powiedziała obdarzając mnie buziakiem w policzek.
-Hej księżniczko, co tu robisz?- zapytał zaspany Zayn.
-Jedzenie ci przyniosłam, więc lepiej się ogarniaj.- zaśmiałam się- a teraz jedzcie i czekamy na was na dole.

-Vicki! Możesz tutaj na chwilkę podejść?- usłyszałam wołanie Ewki.
Wbiegłam po schodach i bez pukania weszłam do pokoju.
-Mam sprawę. Idę dzisiaj z Zaynem do kina. Taki zwykły wypad, ale nie mam pojęcia co ubrać. Pomożesz mi?
-Pod jednym warunkiem.
-Jakim?
-Jak wrócisz, to pomożesz mi się przygotować do kolacji z Harrym. Zaprosił mnie, kazał się wyszykować, więc potrzebuję pomocy z włosami. Deal?
- Deal- odparła z uśmiechem.
Wspólnie wybrałyśmy ubrania i pomogłam Ewce wyprostować włosy. Kilkanaście minut później wyglądała tak i była gotowa do wyjścia.


*** Ewka***
Podeszliśmy do kasy i odebraliśmy zarezerwowane bilety na film ,What's your number'. Zayn kupił popcorn, dwie cole i paczkę żelków dla mnie. Udaliśmy się w stronę sali i zajęliśmy nasze miejsca. Cały seans trzymaliśmy się za ręce i karmiliśmy żelkami oraz popcornem. Po filmie poszliśmy na spacer po parku i dopiero po godzinie wróciliśmy na parking. Na szczęście mimo popołudniowej pory niebo było jasne i czyste. Nie było żadnego upału, ale dało się wyczuć ciepłe powietrze w lekkim wietrze. Wsiedliśmy do samochodu, a chłopak opuścił dach. Ruszyliśmy szybko zwiększając prędkość. Moje rozwiewane włosy miło łaskotały mnie potwarzy, a śmiechy nie ustawały. Nawet nie zauważyłam kiedy dojechaliśmy do domu cali w skowronkach. Teraz musiałam iść pomóc przygotować się mojej przyjaciółce, w czasie keidy mój chłopak będzie robił kolację dla reszty domowników.
Otworzyłam drzwi, zdjęłam szpilki wtapiając stopy w przyjemny, miękki grafitowy dywan. Podałam Zaynowi kurtkę i wbiegłam po schodach na piętro wprost do pokoju Vicki.
Siedziała na środku pokoju wpatrując się w otwartą garderobę z zamyśloną miną.
-Nie wiem co założyć- zaśmiała się.- skoro Harry poprosił o coś ładnego, to chyba naprawdę idziemy w bardzo eleganckie miejsce. Nie chcę narobić mu wstydu.- skończyła ciszej.
Usiadłam koło niej i przytuliłam ją do siebie.
-Nigdy nie zrobisz mu wstydu, pamiętaj o tym.
Obdarzyła mnie niepewnym uśmiechem.
-Siedź tutaj, ja to załatwię.-powiedziałam i weszłam do niewielkiego pomieszczenia wypełnionego butami i ubraniami

 *** Vicki ***
Zobaczyłam moją uśmiechniętą przyjaciółkę wychodzącą z garderoby z moim ubraniem. Pokazała mi sukienkę, której nigdy bym się nie spodziewała. 
-Jeszcze nigdzie w niej nie byłaś, prawda?- zapytała. 
-Wiesz, ze ta sukienka jest na liście tych, które są ale nigdy nigdzie ich nie włożę? 
-Tak, i właśnie skróciłam tą listę o jedną pozycję. 
-Ale ona jest taka.... na specjalne okazje-protestowałam. 
-To JEST specjalna okazja! Kiedy ostatni raz byłaś na kolacji z Harrym? 
Musiałam przyznać, przekonała mnie. 
nałożyłam na siebie zwitek cekinów przylegających idealnie do ciała. Usiadłam przed toaletką i pozwoliłam Ewce zająć się moimi włosami, kiedy ja robiłam lekki ale wyrazisty makijaż. 
Po 20 minutach wiedziałam, że Ewa postawiła na naturalnie wyglądające fale. Wstałam i stanęłam naprzeciwko lustra. 
-Nisko...- zaśmiałam się. 
-Za nisko- dodała Ewka. 
Podała mi zamszowe szpilki ze szpicami w kolorze pięknego chabru i pasującą do nich torebkę. 
-Idealnie- powiedziała wykrzywiając usta w serdecznym uśmiechu. 
-Czekaj tu, sprawdzę, czy twój chłopak jest już gotowy. 
Wyszła z mojego pokoju, a ja zapakowałam swoją kopertówkę. 
-Vicki.-usłyszałam po drugiej stronie drzwi jego głos. 
-T-tak? 
-Jesteś gotowa? 
-Już idę!- krzyknęłam ciszej niż miałam w zamiarze, ostatni raz przejrzałam się w lustrze, wyszłam na korytarz i wyglądając tak, pokazałam się mojemu mężczyźnie.
 -WOW- powiedziałam.- wyglądasz obłędnie.- uśmiechnęłam się. 
Chłopak stał przede mną w pewnej odległości lustrując mnie dużymi zielonymi oczami. Wydawał się taki młody, kiedy na jego twarz wdarła się niepewność i szok. 
Podszedł bliżej mnie opierając ręce na moich biodrach. Nachylił się nad moją twarzą i delikatnie jak letni powiew musnął moje usta. Odsunął się na kilka chwil, a kiedy znów mnie pocałował straciłam dech. 
-HARRY! Szminka! Masz ją teraz wszędzie.- nie mogłam przestać się śmiać. 
Uśmiechnął się chłopięco i starł kciukiem kolor ze swoich warg, jednocześnie poprawił moje rozmazanie i chwycił mnie za rękę. 
Drugą ręką poprawił swoją muszkę, a następnie włożył ją do kieszeni eleganckich spodni.
-Wyglądasz jeszcze lepiej niż w moim śnie- powiedział cicho ciągnąc mnie za sobą po schodach. 
Nie odpowiedziałam mu. Byłam pewna, że powiedział to bardziej do siebie i nie oczekiwał dalszej części rozmowy. Narzuciłam czarny płaszcz i wyszłam z domu żegnając się z Liamem, którego spotkaliśmy przy kuchni. Chwilę później siedziałam w czarnym BMW Harrego. Dzisiaj sam prowadził. 

Droga do restauracji mijała nam na rozmowie, uśmiechach i ukradkowych spojrzeniach. Jechaliśmy prawie 40 minut i powoli zaczynałam się martwić, czy zjem kolację, zanim mój żołądek sam zacznie się trawić. 
-To tutaj- powiedział spokojnie Harry. 
Zaparkował samochód od drugiej strony budynku, potem wysiadł i otworzył drzwi po mojej stronie. Objął mnie w talii i poprowadził ledwie oświetlonym chodnikiem w odpowiednią stronę. Przestałam się denerwować, widziałam jak na mnie patrzy i sprawiało mi to wielką satysfakcję. Wtuliłam głowę w jego ramię, kiedy znaleźliśmy się przy wejściu do kompleksu hotelowo- restauracyjnego. 
,Clos Maggiore' głosił szyld nad wejściem. Sama nazwa świadczyła o poziomie tego miejsca, temperatura mojego ciała gwałtownie się podniosła. 
-Na nazwisko Styles.- z zamyśleń wyrwał mnie profesjonalny głos Harrego. 
Tego tonu używał tylko w pracy i na ważnych spotkaniach. 
-Stolik numer siedem, życzymy wspaniałego wieczoru. Zaraz podeślemy do państwa kelnerkę. 
-Może być kelner. 
-Oczywiście.-odpowiedział uprzejmie wysoki chłopak, na oko kilka lat starszy ode mnie i Harrego. 
-Chodź kochanie- wyszeptał mi do ucha i poprowadził w stronę lewego rogu sali. Miałam wrażenie jakby był już tutaj wcześniej. Nic nie robiło na nim wrażenia.  Zwyczajowo odsunął mi krzesło i przysunął do stołu. Usiadł po przeciwnej stronie i podał menu. 
Nie mogłam skupić się na jego treści, tylko rozglądałam się ukradkiem wokół. Ściany pomalowane były na jasny kremowy, popielaty i lila, krzesła były eleganckie, a stoły masywne, ale prześliczne. Każdy stolik był dwuosobowy. Wszędzie wisiały lub stały egzotyczne kwiaty i karłowate drzewka.Poczułam zapach jaśminu i bzu.
-Mógłbyś coś dla mnie wybrać?- poprosiłam zakłopotana.-nie znam nawet połowy tych potraw.
-Jasne. To restauracja z owocami morza. Lubisz krewetki, prawda?
Przytaknęłam i  uśmiechnęłam się nieśmiało.
Harry zawołał kelnera i złożył zamówienie.
- Nie wiem czy wiesz ale za kilka dni ruszamy w krótką trasę po Japonii, Bardzo chciałbym cię zabrać, ale Marco nie zgodził się na żadne dziewczyny podczas tego czasu. Ale obiecuję ci, potrwa to nie dłużej niż pięć dni, a potem wrócimy do was i wszystko będzie idealnie.
-Myślę, że damy sobie radę z dziewczynami przez niecały tydzień. Każdemu przyda się trochę odpoczynku. Zróbcie sobie jakiś męski wieczór, kiedy ostatni raz byliście na jakiejś imprezie? Masz 21 lat Harry, nie musisz siedzieć cały czas w domu jak pod pantoflem.
-Hahaha, mówisz serio?
-Jasne, że tak.
-Moja kobieta jest IDEALNA!- nachylił się nad stołem i pocałował mnie w usta.
-Słyszałem też, że Liam chce rozejrzeć się za jakimś większym domem, żebyśmy mogli swobodnie zamieszkać wszyscy razem. Wiesz, ten dom jest ładny, ale stosunkowo mały, niby każdy ma swój pokój, ale jeśli ktokolwiek się pokłóci nie ma odwrotu, i tak musi spać w łóżku ze swoją drugą połówką - roześmiał się- chcieliśmy mieć też w domu większe studio i siłownie. Myśleliśmy też o jakimś basenie i mini kinie.
-Ach te zachcianki gwiazd.- wygięłam usta w łuk- mnie tutaj niczego nie brakuje, ale jeszcze nie zdążyłam się przywiązać do tego miejsca Jeśli chcecie szukać czegoś nowego, to nie mam nic przeciwko.
-Chciałbym kiedyś stworzyć z tobą dom, w którym czułabyś się dobrze i komfortowo.
-Ale tak jest Harry, czuję się dobrze.- dotknęłam jego dłoni.
-Chciałbym dać ci miejsce, do którego się przyzwyczaisz.
Spojrzał na mnie swoimi przestraszonymi oczami i ścisnął moją rękę. Chciał coś powiedzieć, ale w tym momencie podano krewetki w cieście.
Pochłanialiśmy swoją porcję na zmianę z rozmową. Jedzenie było pyszne i rozpływało się w ustach.
-Muszę skoczyć do toalety.- powiedział Harry- zawołam kelnera, żeby dotrzymał ci towarzystwa.
-Nie trzeba Hazz.
-Poczekaj na mnie. - poszedł nie zwracając uwagi na moje słowa.
Po chwili do naszego stolika podszedł kelner proponując mi kolejną lampkę czerwonego wina.
Przyglądałam mu się kiedy nalewał trunek i stwierdziłam, że musi się tutaj odbywać intensywna selekcja. Każda kelnerka była blondynką z dużymi ustami i biustem, a żaden kelner nie mógł się obejść bez seksownego wyrazu twarzy, czystego brytyjskiego akcentu  i mięśni, które ledwie mieściły się w błękitnych koszulach.
Z rozmyślań wyrwała mnie ponowna obecność mojego chłopaka rozmawiającego cicho z kelnerem. Harry usiadł, napił się łyka wina, a zaraz potem usłyszałam ciche dźwięki gitary.Rozejrzałam się wokół.
-Słyszysz?-zapytałam zdezorientowana.
Chłopak nie odpowiedział, tylko odchrząknął i ponownie wstał z krzesła.
- ,You’ll never love yourself half as much as I love you,
you’ll never treat yourself right, darling, but I want you to- zaczął śpiewać chłopak do akompaniamentu gitary.
Oszołomiona wstałam z krzesła i patrzyłam na niego z niedowierzaniem. W żadnym stopniu nie krępował się otaczającymi nas ludźmi.
-, If I let you know I’m here for you
Maybe you’ll love yourself like I love you'
Rozejrzałam się wokół, wszyscy ludzie wstali wpatrując się w nas z uwagą. Zwróciłam się w stronę Harrego, który właśnie uklęknął na prawe kolano i trzęsącymi się dłońmi przetrząsał zawartość kieszeni marynarki. Wstrzymałam oddech, zaczęłam tracić grunt pod nogami. Wszystko wokół rozmazało się, a ja słyszałam tylko delikatne dźwięki gitary.
-Vicki.
Z transu wyrwał mnie jego ciepły ale zdenerwowany głos. Nie tak pewny jak zawsze.Popatrzyłam na niego przepełnionym uczuciami wzrokiem.
-Victorio Morgan... wyjdziesz za mnie?
Gwałtownie wypuściłam powietrze wpatrując się w jedwabiste, czerwone pudełko z niewątpliwie najdroższym pierścionkiem jaki w życiu widziałam w środku. Popatrzyłam na stojących wszędzie ludzi. Każda osoba miała białą tabliczkę z napisem ' Wyjdziesz za niego?♥'
Zwróciłam wzrok ku klęczącemu chłopakowi, który wyglądał na wyjątkowo zdenerwowanego, jego wargi były sine, a policzki różowawe. Wyciągnęłam dłoń i dotknęłam jego gorącej twarzy, a zaraz potem po moim policzku spłynęła jedna samotna łza wzruszenia. Upadłam na kolana obok niego, wtulając się w miękkie loki i łącząc nasze usta.
-Tak Harry.. wyjdę za ciebie. - powiedziałam  tak cicho, że sama nie byłam pewna czy to powiedziałam.
-Vicki?- ponaglił mnie Harry.
Wstałam z klęczków i uśmiechnęłam się autentycznie szczęśliwa.
-Tak, tak, TAK Harry! Wyjdę za ciebie!
Wszędzie rozległy się gromkie brawa, a ja rzuciłam się w ramionach chłopaka. Chwilę potem na moim palcu wylądował najpiękniejszy pierścionek jaki widziałam. Białe złoto i ogromny diament w perfekcyjnym wyszlifowanym kształcie dodawały teraz elegancji moim zadbanym paznokciom w kolorze nude.
-Kocham cię Harry... tak bardzo cię kocham- powiedziałam łkając w jego ramię.
-Shhh kochanie, tak bardzo się cieszę, że się zgodziłaś.

Staliśmy w windzie czekając, aż drzwi rozsuną się na ostatnim piętrze hotelu. Trzymaliśmy się za ręce, a uśmiech nie schodził nam z twarzy. Nie mogłam uwierzyć, że począwszy od tego wieczoru będę mogła mówić o sobie jako jego narzeczona. Nie spodziewałam się, że zostanę czyjąkolwiek narzeczoną w tak młodym wieku.
Na jego prośbę zgodziłam się od razu, nawet nie myśląc o tym wszystkim. Już od dłuższego czasu wiedziałam, że Harry jest tym jedynym. Udowodniłam mu to w dzień naszego rozstania, kiedy wykrzyczałam mu w twarz, że chciałam kiedyś założyć z nim rodzinę. Teraz czułam dokładnie to samo. Byłam gotowa pozostać przy jednym mężczyźnie do końca życia. Właśnie przy tym chłopku u boku. Ze zniewalającym głosem, chłopięcym uśmiechem, seksowną twarzą i niesamowitym wyczuciem stylu. Moje kolana nadal miękły na jego widok, pomimo tylu miesięcy związku i wiedziałam, że tak pozostanie na długi czas. Drzwi windy otworzyły się powoli z charakterystycznym dźwiękiem. Wyszliśmy na przestronny pogrążony w mroku korytarz. Harry chciał zapalić światło, ale przytrzymałam jego rękę. Lubiłam ciemność, kiedy miałam towarzystwo.
Chłopak otworzył drzwi kartą i przepuścił mnie w progu. Nasz pokój był skąpany w półmroku, mimo później pory,  dzięki ulicznym światłom, których blask wpadał przez wielkie okna. Na samym środku dostrzegłam wielkie łoże, a na przeciwko duże lustro w ozdobnej ramie. Na ziemi leżał jasny dywan. Zdjęłam szpilki i pozwoliłam moim stopom dotknąć miękkiej wykładziny. Rzuciłam kopertówkę na szafkę nocną i zaczęłam odpinać wiszące kolczyki. Poczułam ciepłe ręce Harrego na moim karku. Po chwili mój naszyjnik wylądował na komodzie obok kolczyków.
-Jestem taka zmęczona-. powiedziałam cicho.- to był dzień pełen niespodzianek.-uśmiechnęłam się na wspomnienie.
<muzyka>
-Prawdę mówiąc miałam dla nas jeszcze inne plany.-wychrypiał mi do ucha obdarzając pocałunkami moją szyję.
Szybko oddychał, a jego ręce błądziły po moim brzuchu.
-Chyba jestem w stanie znaleźć dla ciebie jeszcze trochę czasu w moim napiętym grafiku, panie Styles.- odparłam.
Chłopak przywarł do moich bioder stawiając małe kroki, przez co chwile potem moje łydki dotknęły drewnianej ramy łóżka. Dłonie Harrego znalazły się przy zamku mojej sukienki, a potem usłyszałam cichy szelest cekinów opadających na podłogę. Wyjęłam stopy z materiału i pozwoliłam, aby mój narzeczony rzucił ubranie w stronę ściany. Sukienka wylądowała na dywanie w zasięgu światła rzucając zabawne cienie i iskierki na sufit i podłogę. Widok był cudowny, rozpalał zmysły.
-Wszystko w porządku? Jesteś pewna, że możemy...?
Przypomniał sobie sytuację z Lexi, byłam tego pewna. Pocałowałam go w zamkniętą powiekę wkładając w to cały żar moich uczuć.
-Wszystko w porządku Hazz.
Wsunęłam dłonie pod klapy jego marynarki delikatnie zsuwając ją z jego szerokich ramion. Zdjęłam muszkę z jego szyi, a następnie dotknęłam palcami małego guzika koszuli i powoli rozpięłam go. Kontynuowałam tą żmudną pracę, dopóki biały materiał nie opadł na dywan. Sięgnęłam do skórzanego paska spodni, a następnie do guzika i rozporka. Dół od garnituru zjechał do kolan chłopaka, który zgrabnie pozbył się swoich butów i spodni kilkoma ruchami. Usiadłam na narzucie pociągając chłopaka za mną za gumkę jego bordowych bokserek. Popatrzył z góry na mój komplet koronkowej czarno- różowej bielizny na zmianę podnosząc i opuszczając brew. Przygryzł usta a ja zaśmiałam się cicho.
-Coś panią śmieszy panno Morgan? A może powinienem powiedzieć, panno Styles?
-Podoba mi się ta druga opcja.- uśmiechnęłam się w mroku.- Naprawdę mi się podoba.
-Victoria Styles- wyszeptał mi do ucha napierając na mnie kroczem.
Chwycił moje dłoni opierając się na nich pośród  miękkich poduszek. Swoją stopą gładziłam jego łydkę i udo doprowadzając do szału.
-Jesteś totalnie okrutna.
-Wiem- powiedziałam zjeżdżając opuszkami palców po klatce piersiowej mojego mężczyzny aż do linii  bioder.
Przygryzł koniec mojego ucha, a ja wzdrygnęłam się niespokojnie. Dotknęłam czegoś aksamitnego i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że na całym łóżku leżą płatki kwiatów. Poczułam palce Harrego  na moich plecach tuż przy zapięciu stanika. Zwinnym ruchem odpiął zabezpieczenie zdejmując powoli ramiączka, aż cały sam zsunął się z mojego ciała obok naszych splecionych nóg. Zepchnęłam go stopą na podłogę. Następnie w bardzo szybkim tempie pozbył się moich koronkowych fig. Nie byłam mu dłużna wkładając palce za gumkę z logo CK. Uśmiechnęłam się pod nosem. Przejechałam paznokciami po umięśnionych plecach Harrego wywołując falę dreszczy w jego ciele.
-Jak ty to kuźwa robisz.- wysapał.
-Dajesz mi możliwości ćwiczenia.- odparłam łaskocząc go w szyję.
Poczułam jego męskość na sobie, miękkość jego skóry na moim brzuchu i udach, delikatność jego dłoni, były tak kontrastujące z tym rozpalającym mnie od środka doznaniem. Wypełnił mnie do głębi nie pozostawiając miejsca na oddech. Poczułam odrętwienie w dolnej części ciała. Nie mogłam ruszyć nogami, serce tłukło się w mojej piersi jakby zaraz miało wyskoczyć. Zamknęłam powieki wsłuchując się w niespokojny oddech mojego narzeczonego. N-a-rz-e-cz-o-n-y. Jak to pięknie brzmiało w mojej głowie.
-Kocham cię.- wyszeptał.
-Ja ciebie też.- odparłam.

 ***
Stałam na balkonie ubrana we wczorajszą sukienkę dopijając ostatnie łyki porannej herbaty. Włosy miałam w nieładzie, a makijaż przypominał clowna. Mimo wszystko moje usta wygięte były w przyjaznym uśmiechu, kiedy słyszałam kolejne sygnały telefoniczne po drugiej stronie słuchawki. Poinformowałam już całą moją rodzinę o tym, ze ich córka została narzeczoną, teraz pora na przyjaciół.
-Vicki, do cholery, jest 9 rano.- usłyszałam głos Ewki.- lepiej żeby było to coś ważnego. 
-No wiesz... przepraszam ale... - zaczęłam się z nią droczyć.
-Mów kobieto, albo przysięgam, skopię ci tyłek jak tylko wrócisz.
-Harry mi się oświadczył. 
-Dobra, dobra, serio, coś się stało, mam po ciebie przyjechać?
-Ewka! Mówię poważnie, kretynie. Jestem narzeczoną Harrego. 
-S-serio?!?!
-Tak.
Cisza po drugiej stronie słuchawki, a zaraz potem przeciągły pisk. 
-AAAAAAA! Matko, jestem taka szczęśliwa! Czekaj..... 
-Hmm ? 
-Zrodziłaś się? 
Postanowiłam potrzymać ją w napięciu. 
-VICTORIA! Powiedz, że się zgodziłaś!
-No oczywiście, że się zgodziłam. Kocham go. 
-Matko, jestem teraz taka szczęśliwa. Idę powiedzieć wszystkim dziewczynom, chyba, ze ty chcesz to zrobić? 
-Nie, powiedz im, ja wrócę około 12, a ty i tak nie dasz rady trzymać buzi na kłódkę. 
-A co z chłopakami? 
-Myślę, że Harry już się tym zajął.- zaśmiałam się.- ogarnij tam Nialla, okej? Nie pozwól mu się smucić. 


~ Powiedziała TAK!!!
Do: Lou, Payno, Zayn, Nialler
Wiadomość została wysłana.
Wiadomość od: Ewka <3 
~Nialler jest bardzo szczęśliwy, nie wiem jakim cudem. Taki przyjaciel to skarb.Nie martw się już o niego. Bawcie się dobrze gołąbeczki. Powiedz Harremu, że jestem z niego dumna. <3 
P.S. Czekamy na Was z utęsknieniem!
-Chcesz już wrócić do domu?- zapytał mnie miękkim, melodyjnym dzisiaj głosem. 
-Hmmm... Tak i nie. Najchętniej zostałabym tu z tobą cały dzień, ale chcę podzielić się szczęściem z naszymi przyjaciółmi.
-W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak zabrać cię ze mną do domu.
------------------------------------------
 O MÓJ BOŻE! <3
Mam tak dużo do powiedzenia, że nie wiem od czego zacząć.
Może od wielkiego PRZEPRASZAM?! 
Miałam się tutaj nie tłumaczyć, pewnie i tak większość ma tego dosyć, ale czuję wewnętrzną potrzebę wyjaśnienia Wam wszystkiego. Po pierwsze w ostatnim czasie nawarstwiło się wiele obowiązków i problemów rodzinnych. Nie będę zaprzątała Wam tym głowy, ale naprawdę ciężko pracowałam, żeby teraz móc odetchnąć z połowiczną ulgą. 
Bardzo dziękuję osobom, które wspierają mnie bez względu na okoliczności i moją aktywność tutaj. Zarówno przyjaciółki jak i moi wierni czytelnicy. Nie byłoby mnie tutaj bez Was, DZIĘKUJĘ <3 
Z ogromną przykrością przeczytałam jeden z komentarzy pod ostatnim rozdziałem. Dotknęło mnie to, ponieważ nigdy nie miałam zamiaru grać na Waszym zaufaniu i uczuciach. Nie zawiesiłam bloga, nie mam też takiego zamiaru. Nawet jeśli to wszystko przesuwa się w czasie, to wiem, że są osoby, które na to czekają, dziękuję Wam za to ogromnie. Dziękuję też osobie, która pod ostatnim rozdziałem mnie broniła. Nie mogłaś ująć moich odczuć lepiej. 
Nie pogrywam sobie z czytelników, po prostu brak mi motywacji. Nawet jedno zdaniowy komentarz powoduje u mnie nowy przypływ energii, motywacji, weny, wszystkiego co pozytywne. Komentarze najbardziej napędzają moją pracę, a tak jak wspomniałaś, NIC nie kosztują, poza kilkunastoma sekundami. 
Zayn... ta wiadomość wstrząsnęła mną pewnie tak samo jak resztą z Was, nie potrafię snuć tutaj słów pocieszenia, bo sama go nie otrzymuję, wszystko jest dla mnie jedną wielką zagadką. Myślę jednak, że 1D zawsze pozostanie dla nas 5 chłopaków i nie mam zamiaru rezygnować z Zayna, ani w życiu, ani w tym opowiadaniu, ani w kolejnym blogu. Co o tym myślicie? Proszę, wyraźcie swoją opinię w komentarzach. 
Nie pozostaje mi nic innego, jak prosić Was o jak najwięcej komentarzy, które dodają mi powera do pisania. Mam nadzieję, że rozdział Was nie zawiódł, trochę się podziało. 
KOCHAM WAS! <3 
Liriwiki 
P.S. DZIĘKUJĘ za ponad 70 000 wejść. Jesteście niesamowici!  























niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 78♥♥

BARDZO dawno nie był tak długiego rozdziału.
Mam nadzieję, że Wam się spodoba, bo był on dla mnie wielkim wyzwaniem <3
Miłego czytania,
Liriwki,
*ODP na pytanie czytelniczki: Nie, nie dopłacałam nic do bloga, aby był on na tak długi czas, nie zarabiam na blogu, ale też nie wkładam w niego pieniędzy. Mam standardowe konto blogger, a możliwości sami widzicie ;)
----------

Poczułam nieziemski chłód pod swoim ciałem. Ręką natrafiłam na coś dużo cieplejszego w porównaniu do reszty.
-Vicki.-usłyszałam cichy szept.
Ula.
Wszystkie wspomnienia wróciły. Gwałtownie usiadłam sycząc z przeszywającego bólu pulsującego w mojej głowie. Bałam się dotknąć powstałej rany. Czułam, że nie jest z nią najlepiej.
Przyzwyczaiłam wzrok do umiarkowanego oświetlenia i przybliżyłam się do przyjaciółki. Miała sine usta i też nie wyglądała zbyt dobrze. Mimo wszystko nie miała na sobie żadnych widocznych ran ani krwi.
Zdjęłam nasze szpilki i pomogłam jej usiąść. W rogu zauważyłam koc i dużą butelkę wody. Bardzo cicho prześlizgnęłam się na tamtą stronę i wróciłam trzymając butelkę w ręce i pled pod pachą.
Koc rozłożyłam na zimnym betonie, a kiedy już na nim usiadłyśmy okryłam nim nasze wyziębione kończyny.
Pokój był mały, bez okien, z jednymi drzwiami, chyba metalowymi.
Zdałam sobie sprawę, że nadal mam na sobie sylwestrowy strój, nie wiedziałam jak się tutaj znalazłyśmy. Straciłam przytomność na dość długi czas. Sama się sobie dziwiłam, ale chciałam się dowiedzieć co tak właściwie się tutaj dzieje. Nie bałam się tego kogo zobaczę w drzwiach. Nie wiedziałam, czy ktokolwiek zdaje sobie sprawę, że zniknęłyśmy. Nie wiedziałam ile czasu minęło od naszego zniknięcia. Wiedziałam jednak, że nie były to żarty. Nikt nie posunąłby się do krzywdzenia nas w taki sposób dla dobrego żartu.
Wtedy zorientowałam się, że od jakiegoś czasu wpatruję się w moją torebkę. Szybko sięgnęłam po nią i przyciągnęłam do siebie.
Kiedy ją otworzyłam zobaczyłam portfel, telefon, naszyjnik od Harrego z samolocikiem. Założyłam go na szyję. Zaraz, zaraz..co tutaj robi telefon? Dlaczego go nie zabrali? Chwyciłam go i szybko włączyłam. Na tapecie pojawił się Niall i po niecałych 2 sekundach telefon znów się wyłączył. Odwróciłam aparat w dłoniach. Ktoś majstrował przy baterii.
-Ktoś bawi się z nami w jakąś chorą gierkę- podzieliłam się przemyśleniami z Ulą.
Dziewczyna rozpłakała się pokazując, że jej telefon tak samo nie działa.
Pomyślałam o Niallu i Harrym. O Liamie, Louisie, Zaynie. O Ewce i Kindze. Czy one są bezpieczne? Czy ktokolwiek zauważył nasze zniknięcie? Modliłam się, żeby już nas szukali, a jednocześnie byłam tego pewna. Przypomniałam sobie, że byłam umówiona z chłopcami. Musieli zauważyć, że coś jest nie tak, kiedy sie nie pojawiłam w wyznaczonym miejscu.
Oparłam głowę o ścianę głaszcząc Ulę po włosach, a ta cicho płakała. Głupio myślałam o tym, że to całe zajście ma jeden plus. Nie dowiedziałam się o co chodzi chłopcom, nie musiałam dodatkowo cierpieć. Mimo to byłam tak bardzo ciekawa. Nie wiedziałam dlaczego, ale bardziej bolało mnie serce niż głowa. GŁOWA. Sięgnęłam dłonią do rany. Po ręce wręcz płynęła gęsta bordowa ciecz.
Krew. Ból.
Znowu straciłam przytomność.

***
-Nie mogły uciec- tłumaczyła nam Ewka kolejny raz.
-Chłopcy, myślcie trzeźwo. Ula kocha Louisa a Vicki kochała zarówno Harrego jak i Nialla. Nie przestraszyłaby się tego, że chcecie z nią porozmawiać. 
-A ja nadal nie rozumiem, jak wcześniej mogliście przed nami to ukrywać- mówiła Kinga. 
Sytuacja wymagała tego, że musiałem o wszystkim powiedzieć. Nie tylko Niallowi i Zaynowi. Nie tylko Ewce. Wiedzieli już wszyscy. Oprócz tej, o którą tak właściwie chodziło.
Do pokoju wszedł Zayn. 
-Policja została powiadomiona, ale powiedzieli, że w dzień po sylwestrze mają specjalne zasady. Musi upłynąć cały kolejny dzień, żeby mogli zgłosić zaginięcie. Musimy poczekać do wieczora. 
-Chyba kogoś pojebało!- wykrzyknął Louis- Moją dziewczynę porwano. Moją przyjaciółkę porwano. A oni będą wpierdalać pączki i czekać na cud. 
-Lou ma rację. Musimy zacząć ich szukać na własną rękę- powiedział Niall. 
-Ale dzwoniliśmy już wszędzie.- powiedziałem. 
-Hazz, pogódź się z tym, że poszukiwanie wcale nie musi zamykać się na znajomych. Musisz wziąć pod uwagę to, że ktoś naprawdę je porwał. - tłumaczył mi Liam. 
Po moim policzku spłynęła łza. 
-To wszystko nasza wina. 
-MAM!- wykrzyczał Zayn.
-Co jest? 
-Pamiętacie jak mieliśmy takie aplikacje na telefon? Zabezpieczaliśmy je przed kradzieżą. Mamy takie małe GPS'y wmontowane w obudowy. Vicki też ma. Kiedy kupowałem jej telefon kazałem coś takiego założyć. 
-Ula też to ma!- dodał Louis. 
-Jesteś genialny. Chodźmy do studia, tam jest komputer, który potrafi to namierzyć. 
Pobiegłem po schodach najszybciej jak mogłem. Włączyłem laptopa i wpisałem dane telefonu Vicki. Potem Louis wpisał te z telefonu Uli. 
-Manchester...
Tak daleko.
-Zbierać się. Zayn, drukuj mapkę. Jedziemy.
-N-Niall... a co jeśli one uciekły?
-Harry,  przynajmniej dowiemy się dlaczego.
Poszliśmy zabrać ze sobą kilka potrzebnych rzeczy. Ale ja poszedłem do jej pokoju. Otworzyłem jej szafę i spakowałem ubrania dla NIEJ. Podsunąłem ten sam pomysł Louisowi. Chwilę potem już siedziałem w samochodzie i czekałem na Zayna i Liama.
Wyszli z domu niosąc w rękach dwie czarne torby. Zayn usiadł za kierownicą. Liam z przodu obok.
-Co jest w tych torbach?
-Nasze kije do baseball'a.- powiedział Zayn i wyjechał z podjazdu.
-Po co nam ki.... aha.
-Tak się składa, że może być niebezpiecznie, Hazz. I nie żartuję. Ula i Vicki by nie uciekły. Kochały nas wszystkich.
Wtedy zdałem sobie sprawę, że sytuacja jest naprawdę poważna i nie mogłem dłużej tego znieść

*** *** 
Zawsze chciałam być tą odważną, tą silną. Moje przyjaciółki kochały mnie za to, że płakałam w samotności, a dla nich byłam oazą spokoju, która ma radę na wszystko. Tym razem nie chciałam zawieść mojej przyjaciółki. Ula leżała mi na kolanach, udało jej się zasnąć. 
Zawsze śmieszyły mnie te sytuacje w dennych filmach, kiedy dwie przyjaciółki zachowują się jak zakochane homoseksualistki i opiekują się sobą do granic obrzydzenia. Teraz jednak zaczynałam to rozumieć. Miałam potrzebę trzymania jej za rękę, bo wiedziałam, ze jeśli ją puszczę, to wszystko pójdzie na marne. Obudzi się, rozpłacze. To ja byłam tą, która w tej sytuacji bierze za wszystko odpowiedzialność i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę.
Drzwi szczęknęły, wciągnęłam gwałtownie powietrze. A potem ją zobaczyłam. I w sumie... nawet nie byłam zdziwiona. 

***
-Zayn, już tędy jechaliśmy. Nie mogę znaleźć tego miejsca na GPS'ie, mamy tylko mapę. Więc zacznij mnie do cholery słuchać! Musimy postać chwilę w tym korku, bo to jedyna droga, rozumiesz? 
-Chłopaki, możemy się zatrzymać? Chyba mi niedobrze.- powiedział Louis. 
Zayn zjechał na pobocze, a chłopak wyskoczył na zewnątrz. Pochylił się nad krzakami w wiadomym celu. 
-Lou, powinieneś coś zjeść. - powiedział Harry. - pójdę na stację i kupię Ci jakiegoś tosta. 
Wyciągnąłem gumy ze schowka w samochodzie i podałem je Louisowi.
-Nie martw się stary, wszystko będzie dobrze. One nie są takie bezbronne. Jestem pewny, że razem dają sobie radę. Wiesz jaka jest Vicki. A Ula przy niej jest dużo odważniejsza. 
Pięć minut później do samochodu wrócił Harry i każdy z nas dostał tosty. Miła odmiana, patrząc na to, że chyba nikt nie jadł od 10 godzin.
Ruszyliśmy dalej. Musieliśmy odnaleźć nasze dziewczyny. 

*** ***
-Lexi?
-Jaka ty jesteś bystra, kochanie- odparła blondynka. 
-Śmieszna żmija, niespotykane-obdarzyłam ją sztucznym uśmiechem. 
Dziewczyna miała na sobie botki na cienkim słupku, czarne skórzane legginsy i długą złotą tunikę. Jej włosy były lekko potargane, ale makijaż nadal idealny. Podejrzewam, że również nie zmieniła stroju od sylwestra. 
-To chyba nadszedł czas, żebyś nam powiedziała czemu zawdzięczamy tak wspaniałą gościnność?
-A źle ci, kochanie? 
-Jeszcze jedno kochanie, a zwymiotuję. 
-Nie denerwuj mnie!- zrobiła dwa kroki w przód. Ale zaraz potem się cofnęła. 
-Nie mogę jej nic zrobić. Jeszcze nie.- szeptała sama do siebie. 
Jakby miała coś z głową.
-Lexi, szybko z nią gadaj! Pamiętaj, że druga jest moja.
To był męski głos. Już nie był tak przyjemnie.
-No więc? Po co nas tutaj trzymasz? - postanowiłam grać odważną. 
-A jak myślisz? Jedno imię. Na H. 4 litery. 
-Harry. To 5 liter, intelektualistko. 
-NIE PRZEGINAJ! 
-Lexi!- to znowu ten głos. 
-Przepraszam. -znowu szeptała... do siebie. 
-Więc skoro mówisz o Harrym. Nie rozumiem o co chodzi. Nie jesteśmy razem. Zostawił mnie. Z resztą chyba dla ciebie, prawda? Powiedz, jeśli się mylę.
-Ty głupia suko!
Pochyliła się nade mną i chwyciła ręką naszyjnik na mojej szyi. Naszyjnik od niego... .
A potem zerwała mi go z szyi. Jednym energicznym ruchem. Czułam jak łańcuszek przez chwilę wbija mi się w skórę, przecina ją. Do oczy napłynęły mi łzy. 
-I co?! I myślisz, że z nim nie jesteś i to wystarczy?! - darła się jak opętana.-To teraz słuchaj! Bo więcej nie powtórzę! Nienawidzę cię za to, że zabrałaś mi mojego chłopaka. Rozumiesz?!
-To chyba ty mi go zabrałaś... - mówiłam spokojnie, ze łzami w oczach. 
Nawet nie zauważyłam, że Ula siedziała koło mnie i patrzyła na nią z uwagą. 
-Znałam go wcześniej, dużo wcześniej. A potem mi go zabrałaś. I nadal byłby z tobą gdyby nie mój świetny plan. 
-O czym ty mówisz, LEXI ?
-A co, myślisz, że twój chłoptaś przestał cię kochać z dnia na dzień? Ale z ciebie głupia dziwka. Szantażowałam go. Powiedziałam mu, że zrobię ci krzywdę, jeśli ze mną nie będzie. A on na to poszedł. Tak samo głupi jak ty. Myślał, że nie zauważę, jak się na ciebie gapił. Wiesz jakie to uczucie, kiedy się z nim kochasz, a on nazywa cię imieniem innej? WIESZ JAKIE TO UCZUCIE?!- jej twarz była czerwona, mokra od płaczu.- On cię kocha! I mnie zostawił! Pamiętasz twój wypadek? Jaka szkoda, że nie udało mi się ciebie przejechać! Miałaś zginąć!
-Ty wredna suko!- usłyszałam głos Uli. 
-Zamknij się! Tobą się zajmie ktoś inny! A ty, słuchaj. Powiedziałam mu, że musimy być razem. Nie zgodził się. Wskoczyłam mu do łóżka. I mimo, że był po alkoholu to po prostu zadzwonił po taksówkę i odesłał mnie do domu. Jest takim cholernym ideałem. Wtedy mu powiedziałam, że jeśli cię nie zostawi, to coś ci zrobię. i wiesz co? Ja nie rzucam słów na wiatr. Jesteś tu po to, żeby nigdy więcej cię nie znalazł. Żeby nie powiedział ci tego co chciał powiedzieć wczoraj. Nie udawaj zdziwionej. Miałam tam swoich ludzi. Od dawna. Nie wyjdziesz stąd żywa, rozumiesz?!
Jej słowa ścięły krew w moich żyłach, zaczęłam się trząść. , Myśl, bądź odważna' mówiłam sobie w myśli. 
-Wypuść Ulę.- wyszeptałam. 
-Co?- prawie krzyknęła moja przyjaciółka.
-Wypuść ją.-powtórzyłam- Nie jest ci do niczego potrzebna. 
-Myślisz, że fatygowałabym się po was dwie, gdybym nie miała powodu? 
Lexi zastukała w drzwi. I do środka wszedł chłopak. Znajomy, ale skąd?
-Paweł?- pisnęła Ula. 
Chłopak z Polski, z pokazu mody. 

***
-To musi być tutaj!-  wyskoczyłem z samochodu. 
-Harry, kretynie! Wracaj tutaj! - usłyszałem.
-Tam może być niebezpiecznie. Może jeszcze zaczniesz krzyczeć coś w stylu , Jestem Harry Styles i przybyłem ratować swoją ex dziewczynę', co? 
Mieli rację. 
Cicho zaparkowaliśmy przy lesie. Z bagażnika wyjęliśmy kije, każdy dostał swój. Nawet dziewczyny, które obiecały, że zostaną w samochodzie. Na wszelki wypadek. 
-Czuję się jak ninja. - usłyszałem śmiech. 
-KINGA!- skarcili ją wszyscy. 
-No przepraszam, przepraszam. Wiecie, że idiotycznie reaguję na stres. Pójdę już do samochodu.
Dziewczyny siedziały w aucie, Zayn zamknął je od zewnątrz i ruszyliśmy lasem w stronę szarego pustostanu. Tutaj nie padał śnieg, było nawet ciepło, pociłem się. Ale podejrzewam, że miało to więcej wspólnego z moim stresem niż temperaturą. 
Obeszliśmy całą ruinę dookoła, żeby sprawdzić, czy nie ma tam żadnych ludzi. Z zewnątrz czysto.
- Chyba wchodzimy, chłopcy.- powiedział Liam.
-Trzymamy się razem. Żadnego rozdzielania ani pochopnych decyzji. Zdajcie sobie sprawę, że mogą mieć broń.
Zayn był naprawdę zestresowany. Dopiero teraz widziałem jak kocha Vicki, i nie pogodziłby się ze stratą najlepszej przyjaciółki. Tylko ta świadomość trzymała go w garści i pozwalała zachować zimną krew. To on i Liam tutaj dowodzili, organizowali i trzeźwo myśleli.
Zobaczyłem otwarte wejście i pokazałem palcem w tamtym kierunku. Zayn kiwnął głową i nakazał, żebyśmy byli cicho. Powoli przesuwaliśmy się w tamtą stronę. Malik pierwszy, po nim Louis, potem ja i Niall, pochód kończył Liam.
Pokoje wewnątrz były puste, ściany szare, odpadał z nich tynk lub farba. Podłoga była w stanie surowym.
-Wygląda mi to na jakieś magazyny- powiedział Lou.
-Teraz już wiemy, że dziewczyny nie uciekły. Rozdzielmy się. Ja i Liam sprawdzamy wszystkie pokoje z przodu. Lou i Niall idźcie do piwnicy. Hazz, musisz iść sam sprawdzić te dwa pokoje o tam.- pokazał Zayn.- dasz radę?
-Jasne, jestem tak wkurzony, że chyba zaraz kogoś pobiję.
-Komórki w gotowości, pamiętajcie, w razie czego wysyłacie sms'a grupowego do wszystkich. O jakiejkolwiek treści, jasne? 
Już ich nie słuchałem. chwyciłem mocniej kij i poszedłem w moją stronę, chwilę później usłyszałem kroki Nialla i Louisa na schodach do piwnicy, które były zaraz obok mnie.
Wszedłem do pierwszego pomieszczenia i nie słyszałem nic poza moim zdenerwowanym, płytkim oddechem. Zrobiło mi się gorąco, łzawiły mi oczy, zacząłem się dusić. Usiadłem w kącie pokoju i schowałem głowę między kolanami, poczułem wyraźny zapach pleśni, na którą miałem uczulenie. Wychyliłem się przez okno, które nie miało szyby. Musiałem pooddychać świeżym powietrzem.

-Kinga, śpisz?- zapytałam.
Nie odpowiedziała.
Niesamowite, że podczas takiego stresu ona postanowiła po prostu zasnąć. Ja nie miałam zamiaru słuchać chłopaków. Chwyciłam kij i cicho wysiadłam z samochodu. Prześlizgnęłam się do drzwi od drugiej strony niż chłopcy, postanowiłam wejść do pierwszego pokoju po lewej i tak właśnie zrobiłam. Zapach w środku był dziwny i duszący, postanowiłam, że przejdę dalej, ale usłyszałam rozmowy od innej strony budynku. Ukryłam się za wejściem.

Usłyszałem cichy szelest, spojrzałem w dół i zobaczyłem, że pod oknem ktoś przechodzi. Jakiś chłopak. W pierwszej chwili chciałem do niego zagadać, ale potem zdałem sobie sprawę, że może nie być tym przyjaźnie nastawionym. Zaraz potem usłyszałem płacz. Cichy.
-Zamknij się!- to był ten facet.
I zobaczyłem ją. Zobaczyłem Ulę. Szła zaraz za nim. Z okna dosięgłem jej ramienia.
Przycisnąłem palec do ust.
Kiwnęła głową.
,Vicki' ruszyłem ustami.
Pokazała mi palcem w kierunku następnego pokoju. 
,Wyciągnę was' 
Znowu zaczęła płakać, a kiedy schowałem się w pomieszczeniu usłyszałem, jak koleś znowu coś do niej krzyczy. Tym razem w języku, którego nie rozumiałem.Wyjąłem telefon i wysłałem sms'a.

~Widziałem Ulę. Jakiś koleś ją prowadził na zewnątrz. Myślę, że wchodzą do środka od drugiej strony. Uspokójcie Louisa i idźcie w tamtą stronę. Ja chyba wiem gdzie jest Vicki.
Jedyny sms jakiego dostałem był od Nialla. 
~Ratuj ją stary.
, Tak zrobię' - pomyślałem. 
*** ***
Nie mogłam uwierzyć w to co ta dziewczyna mi powiedziała. Siedziałam w kącie i płakałam. Paweł zabrał Ulę. Nie miałam pojęcia co mam robić. Lexi wyszła, ale powiedziała, ze jeżeli spróbuję uciec to mnie zabije. Teraz nawet nie miałam ochoty uciekać, nie miałam ochoty na nic. Harry mnie kochał. I nigdy nie chciał ze mną zerwać. Gdyby nie ona, to pewnie nadal bylibyśmy parą. Kocham go i nie mogę sobie tego wybaczyć, że ranię Nialla. Pewnie o tym chcieli ze mną porozmawiać podczas sylwestra. Nie mam pojęcia co zrobię, jeżeli uda mi się stąd wydostać. Pewnie skoczę na szyję pierwszemu, którego zobaczę. 
Chciałabym porozmawiać z Harrym, dowiedzieć się wszystkiego z jego ust. Miałam tego dość. Krew płynęła mi z policzka, który chwilę temu został podrapany przez tipsy tej suki. 
Najbardziej bałam się o Ulę. Paweł nie był normalny i bliżej mu było do napalonego psychopaty niż do litościwego chłopaka. Tak bardzo nie chciałam, żeby coś jej zrobił.
W tym momencie usłyszałam kroki. Wstrzymałam oddech. Skuliłam się w kącie i czekałam. Drzwi się otworzyły. Zamknęłam oczy. 
-Vicki.
Szept. Słodki, znajomy. Ochrypły szept Harrego. 
Zachłysnęłam się powietrzem i rzuciłam na chłopaka. Oplotłam nogi wokół jego talii i wtuliłam głowę w zagłębienie jego szyi. Harry podtrzymał moje biodra i zamknął drzwi. Przyparł mnie do zimnej ściany, a ja zaczęłam płakać.
-Wiedziałam, że nas znajdziesz. Widziałeś Ulę? Co z Ulą?
-Vic, spokojnie. Reszta po nią idzie. Ja tak... tak się cieszę, że cię znalazłem. Ja...
Przycisnął swoje wargi do moich, a ja odleciałam. Nie czułam tego od tylu miesięcy. To tak jak przeżywać pierwszy pocałunek po raz kolejny. Jego ciepłe usta zachłannie próbowały być bliżej moich. Poczułam przyjemne mrowienie w dole żołądka.
-Haz, nie, nie możemy... Niall.
-Kocham cię i nie dam rady bez ciebie, rozumiesz? Ja nie potrafię żyć. Porozmawiam z nim, obiecuję. On musi zrozumieć, inaczej nie wiem co ze sobą zrobię. Gdybyś ty mnie nie kochała... wtedy byłoby łatwiej. Powiedz mi! Powiedz mi, ze mnie nie kochasz!
-Ja...
-Powiedz, Victoria.- wyszeptał.
-Nie mogę cię okłamać. Nie mogę ci tego powiedzieć, bo jest zupełnie na odwrót. Kocham cię.
Chłopak usiadł na podłodze, a ja koło niego.
-Lexi!-poderwałam się.
-Co ?
-Lexi, ona tutaj wróci. To ona nas porwała. Z Pawłem. Byłym chłopakiem Uli.
-Żartujesz sobie? To wszystko sprawa Lexi?
-Hazz... ona mi powiedziała tyle rzeczy o tobie, o was.... o nas. Nie wiem co myśleć.
-Obiecuję ci, że jak się stąd wydostaniemy, to opowiem ci o wszystkim. Zaufaj mi. Napisze do chłopaków i zaczekamy tutaj, aż nas znajdą. Oni muszą zająć się tym całym Pawłem czy jak mu tam. Widziałem jak prowadził Ulę.
Wyciągnął telefon i napisał sms'a
~ Mam Vicki. Cała i zdrowa. Wysyłam sygnał, przyjdźcie jak znajdziecie Ulę. 
Wysłał to do całej grupy i objął mnie ramieniem. Pocałował mnie w skroń.
-Kto ci to zrobił?- zapytał gładząc mój policzek.
-Lexi.
-Przysięgam, że jeśli tutaj wejdzie to będę miał ochotę ją zabić.
I w tym momencie usłyszałam krzyk.

*** ***
Słyszałem jej krzyk. 
-To Ula! 
Pobiegłem w tamtym kierunku a za mną cała reszta chłopaków. Zobaczyłem duże czarne drzwi. nacisnąłem klamkę. 
W rogu pokoju siedziała Ula. Jej sukienka była zsunięta do pasa. Tusz spływał jej po policzkach. Nad nią stał jakiś koleś. Krew się we mnie zagotowała. Odwrócił się w moim kierunku, a ja wyprowadziłem idealny cios w jego szczękę. Krew popłynęła z jego nosa, kiedy zetknął się z moją pięścią, usłyszałem dźwięk łamania kości. A potem upadł na podłogę i stracił przytomność. 
-Loui!-krzyknęła moja dziewczyna. 
Padłem na kolana i przytuliłem ją do siebie.
-Nie wchodźcie!- krzyknąłem do chłopaków. W tym momencie znikąd pojawiła się Ewka. 
-Zadzwoniłam na policję. Błagam nie pytajcie co tutaj robię. Idę z Niallem po Vicki i Harrego. 
Przytaknąłem głową i odwróciłem się do Uli. 
-Czy on...?
Pokręciła głową. Wypuściłem powietrze. 
-Nie zdążył.- załkała mi w ramiona.
Zdjąłem z siebie bluzę, pomogłem dziewczynie ją założyć i zapiąłem zamek. 
-Chodź kochanie, porozmawiamy w domu. 

Chwilę potem wszyscy wychodziliśmy na zewnątrz. Zobaczyłem Harrego, który obejmował rozdygotaną Victorię. Spojrzałem na Nialla,ale ten nie oderwał wzroku od podłogi. Miałem wrażenie, że moja przyjaciółka wybrała. I mimo że kocham każdego z chłopaków jak brata, to wiedziałem, że dokonała słusznego wyboru. Harry nie potrafił bez niej żyć. To jak niesprawiedliwa miłość. Gdyby Niall był pierwszy, pewnie to on teraz trzymałby ją przy sobie. Ale Vicki i Hazz przez ten cały czas nauczyli się żyć ze sobą, nie potrafili żyć oddzielnie i wiedziałem, że blondyn zdaje sobie z tego sprawę. W tej bitwie to on jest silniejszy, ale musi odpuścić. Poradzi sobie. Wierzę w to. 
 Wtedy zza budynku wybiegła Lexi i uciekła w stronę lasu, chyba znalazła leżącego Pawła i domyśliła się co się dzieje. Zabrzmiały policyjne syreny i zobaczyłem jak blondynka wpada w ramiona jednego z policjantów. Udało nam się! Ocalić największe skarby naszego życia. 
Kiedy wsiedliśmy do samochodu, Kinga nadal spała. Vicki usiadła koło niej i dała jej buziaka w policzek. 
-Li? - zapytał zaspana. 
-Chciałabyś kochanie.- odparł. 
-Znaleźliście je? 
-No nie wiem. -odparła Ula. 
-O matko! Dziewczyny! Czy... czy ja naprawdę przespałam całą akcję ? 
-Na to wygląda. - powiedziała Ewka łącząc w uścisku wszystkie dziewczyny. 


*** Vicki ***
-Proszę bardzo.- powiedział Harry podając mi herbatę i siadając koło mnie na łóżku. 
Oparłam się o ścianę i wypiłam łyk parującego napoju. Moje mokre włosy spadały na plecy, a zapach żelu pod prysznic rozchodził się po całym pokoju Harrego. Policja opuściła już nasz dom i zerlała nasze zeznania. Louis nie poniesie żarnych konsekwencji w związku z pobiciem Pawła. Uznano, że działam we własnej obronie, a przy chłopaku znaleziono broń. Lexi siedzi już w areszcie, a chłopak wybudza się w szpitalu pod nadzorem funkcjonariuszy i lekarzy.
-Chyba czas, żebym ci wszystko opowiedział. Od początku do końca.
Nie odezwałam się. Czekałam na wyjaśnienia.
-Zacznijmy od tego... że Lexi była kiedyś moją dziewczyną. To takie bardzo stare czasy. Miałem 15 lat i chciałem być fajny, więc umawiałem się z największą suką ze szkoły. Pamiętam jak moja mama jej nienawidziła-zaśmiał się.-  Ale to szybko się skończyło. Ja byłem głupim wrażliwym chłopakiem, a ona nie potrafiła kogoś kochać. Zdradzała mnie na prawo i lewo. Tak, Lexi puszczała się w wieku 15 lat. Wróćmy do tematu. Zerwałem z nią, kiedy się dowiedziałem i w sumie nie była jakaś smutna z tego powodu, dopóki nie poszedłem do X-Factora. Wtedy stała pod moim domem i krzyczała, że chce do mnie wrócić. I prawda jest taka, ze chodziło jej tylko o kasę. Najpierw się ze mnie śmiała, a kiedy zaczęliśmy śpiewać w półfinale, nagle chciała do mnie wrócić. Nie chciała mi dać spokoju, ale kiedy wyjechałem z mojego miasta, pozbyłem się jej. Tak przynajmniej myślałem. Do czasu. Wtedy okazało się, że nie da mi spokojnie z tobą żyć. Byłem najszczęśliwszy na świecie. Planowałem z tobą resztę mojego życia, a ona postanowiła to rozwalić. Pamiętasz nasze wakacje?- na wspomnienie uśmiech zagościł na mojej i jego twarzy- wtedy już od jakiegoś czasu nas obserwowała. Pisała do mnie okropne sms'y i w tym dniu już przegięła. Musiałem się  z nią spotkać. Mieszkała wtedy nad nami. Chciałem jej powiedzieć, ze mam już dość, że nie ujdzie jej to na sucho. Ale ona miała na mnie coś gorszego. Miała moją słabość. Ciebie. Powiedziała, że ma tylu ludzi w moim otoczeniu, którzy są po jej stronie, że jak tylko coś przeskrobię, to od razu się na ciebie rzucą. Nie mogłem ryzykować. Musiałem wtedy cię zostawić. Udawać, że cię nie kocham. Nie mogłam pozwolić, żeby coś ci się stało.
-Co było dalej Hazz? Dlaczego nas porwali, skoro robiłeś tak jak chciała. Pamiętasz mój wypadek? To była ona. To Lexi chciała mnie przejechać.
-Domyślałem się. Chciała mnie postraszyć, bo powiedziałem, że dłużej nie będę udawał. Powiedziałem jej, że cię kocham. Że na siłe nie da się tego zmienić. Ja... ja się z nią przespałem Vicki. -po jego policzku spłynęła łza. - Tak bardzo przepraszam. Żałuję tego najbardziej na świecie. Wiem, że może mi nie wybaczysz, ale musiałem. Chciałem, żebyś była moja ostatnią partnerką we wszystkim i w życiu sobie nie wybaczę tego co zrobiłem.
-Shh, Harry, Już dobrze. Wiem o tym, powiedziała mi. -przytuliłam chłopaka do siebie i pocałowałam jego włosy, które jak zawsze pachniały jabłkami.
-Jak to... wiesz i... i nie brzydzisz się mną? Ja myślałem, ze nigdy mi tego nie wybaczysz.
-Nie zdradziłeś mnie Hazz, ona cię szantażowała, a to zmienia cały punkt widzenia.
-Nawet nie wiesz jak fatalnie się z tym czułem. Jakbym był brudny. Stałem godzinę pod prysznicem zmywając ją z siebie. Myślałem wtedy o tobie, stwierdziłem, ze tak będzie łatwiej... chyba nawet...
-Nazwałeś ją moim imieniem.- dokończyłam szeptem.
-A potem... wyszedłem, zostawiłem ją. Nie mogłem obudzić się koło niej. Zostawiłem ją, a ona zrozumiała, że nadal cię kocham i tak naprawdę to była kwestia czasu. Przestała się do mnie oddzywać, już nie pisała. Wiedziałem,  że ona tak po prostu nie odpuści. Ale nie miałem pojęcia, że posunie się do czegoś takiego. Ale jesteś tutaj. Ze mną. Cała i zdrowa i to jest najważniejsze.
Pocałował mnie w czoło.
-Hazz, muszę iść porozmawiać z Niallem.
-Idź do niego teraz. Siedzi sam u siebie.
 Otworzyłam drzwi i przeszłam kilka pomieszczeń, kiedy natrafiłam na jego pokój. Zapukałam, ale drzwi same się otworzyły.
-Niall?
-Wchodź, wchodź.- uśmiechnął się do mnie i odstawił gitarę.
-Chciałam porozmawiać.
-Harry już ze mną gadał, wszystko zrozumiałem. Czyli co, pokojowe zerwanie?
-Serio tak dobrze to znosisz, czy tylko udajesz?
-Udaję- westchnął i opadł na plecy kładąc się na łóżku.
Zamknęłam drzwi i położyłam się na brzuchu koło niego.
-Słuchaj Niall...
-Przepraszam.
-Co? Za co?
-Za to, że nie pozwoliłem mu z tobą o tym porozmawiać wcześniej, mimo, że wszystko wiedziałem. Byłem totalnie samolubny i zakochany. Ale nie powinienem tak tego rozegrać. Powinienem dać ci wybór, nawet jeśli wiem, ze wybrałabyś jego. Rozmawiałem też z Lou. I wiesz co powiedział? Że to trochę tak, że kochasz nas obu tak samo. Tylko Harry był pierwszy i czas zwyciężył. Ponoć gdybym ja był pierwszy, to stałabyś tam w moich ramionach i nadal mieszkalibyśmy we wspólnym pokoju.
-Wiesz co, zdradzę Ci sekret.-odwróciłam głowę w jego stronę- W każdym zespole ma się swojego ulubieńca. I mimo że kocham Harrego nad życie, to ty jesteś moim ulubieńcem w zespole. Ciebie też kocham, ale w inny sposób. Jesteś osobą, bez której nie wyobrażam sobie mojego życia. A miłość do Harrego jest oprócz tego romantyczna, troche namiętna. To inny rodzaj miłości i myślę, że to rozumiesz.
Chłopak przytulił mnie do siebie i zaśmiał się cicho.
-Zawsze będziesz moją księżniczką niezależnie od tego za kogo wyjdziesz, z kim się ożenię i masz rację... Dziękuję ci za to, że pomogłaś mi zrozumieć miłość.
-Jest okej?
-Okej, skarbie.
Pocałowałam go w policzek i posłałam najszczerszy uśmiech, na jaki było mnie stać.

*** Ula ***
Leżałam z Louisem pod kocem i oglądaliśmy już kolejny sezon ,How i met your mother'.  Lekko się poruszyłam. 
-Wszystko w porządku?
Zapytał o to już dziesiąty raz w ciągu 30 minut. Był przewrażliwiony na moim punkcie, ponieważ jeszcze nic mu nie powiedziałam. 
Chwyciłam pilot i wyłączyłam głos w telewizorze. 
-Chyba jestem gotowa, żeby ci opowiedzieć.
-Nareszcie.- aż podskoczył w miejscu. 
-Zacznijmy od tego, że naprawdę nic mi nie jest. Nie zdążył mi nic zrobić dzięki wam i już wszystko jest okej. Paweł..tak, ten koleś, którego skasowałeś.-zaśmiałam się.- Nie znałam cię z tej strony. 
-Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.- uśmiechnął i zamruczał udając kota. 
-Gamoń. Wracając. Paweł to tak jakby mój były chłopak. Poznałam go na pokazie mody w Krakowie, kiedy poszłam tam z Vicki. Trochę nas poniosło w toalecie i ... nie, nie patrz tak na mnie. Do niczego nie doszło. 
-Przepraszam, mów dalej. 
-Przed tobą nie miałam zbyt wielu facetów, więc byłam wniebowzięta kiedy się mną zainteresował. Potem pojechałam do niego na pole golfowe. Okazało się, ze za magazynem całuje się ze swoją kuzynką, która chyba okazała się nią nie być, ale odjechałyśmy z piskiem opon i nie widziałam go do tej pory. Zranił mnie, dlatego byłam taka chłodna w stosunku do ciebie.
-I powiedziałaś mi, że nie lubisz kreskówek!-oburzył się. 
-Kocham kreskówki. 
-A ja kocham ciebie. I już nigdy nie pozwolę, żeby cokolwiek ci się stało. Będę za tobą łaził wszędzie. Nawet do toalety. 
Zaśmiałam się i pocałowałam go w nos. 
----------------------------
Mam nadzieję, ze święta minęły Wam zdrowo, szczęśliwie i z wielkim zapałem ruszycie po nowym roku. Ja mam taki zamiar. 
Kocham Was i dziękuję za wszystko. 
Komentujcie, 
Wasza Liriwiki <3